Wulkan energii – Quebonafide w B90

queboPrzez Saint-Tropez, Paryż, Seszele, Monako, Milan, Niceę… aż do Gdańska. To właśnie tu Quebonafide rozpoczął swoją noworoczną trasę koncertową. 7 stycznia odwiedził klub B90.

Ostatnimi czasy hip-hop zdominował Trójmiasto. Raperzy z całej Polski chętnie tu przyjeżdżają, a widownia odwdzięcza się zapełnionymi po brzegi salami. Nie inaczej było tym razem. „Młodzież” tłumnie stawiła się w minioną sobotę w klubie B90. Piszę oczywiście w cudzysłowie, ponieważ wśród publiki można było zauważyć zarówno młodszych jak i starszych fanów, to jednak Ci w wieku licealno-studenckim stanowili większość.

Zanim jednak przejdę do gwiazdy wieczoru, dwa zdania o supporcie. Próbę rozgrzania publiczności wziął na swe barki Dj Ike. Gdybym trafiła na imprezę prowadzoną przez niego z pewnością byłabym zachwycona. Idąc jednak na koncert zwykle oczekuję, że podczas supportu poznam jakichś mało znanych muzyków, którzy mają okazję się zaprezentować. W samym Trójmieście na pewno znalazłoby się wielu młodych, utalentowanych raperów, którym można było powierzyć to zadanie. Wielka szkoda. Również frekwencja po otwarciu drzwi mówi sama za siebie. Dopiero przed planowaną godziną, o której miał pojawić się Quebonafide zaczął schodzić się tłum.

Jak zaznaczył na wstępie – nie koncertował od dwóch miesięcy. Przez ten czas podróżował po świecie, tworząc kawałki na swoją najnowszą płytę. Mimo, że tworzy jako solowy artysta, to na scenie, przez cały koncert towarzyszył mu Krzy Krzysztof. Raper na co dzień stara się być blisko z fanami. Odpisuje na komentarze zamieszczone na Facebooku czy na prywatne wiadomości. Sam prowokuje często na swoim profilu dyskusje, w których chętnie bierze udział. To raczej rzadkość wśród gwiazd. Na scenie również starał się ten kontakt podtrzymać. Chętnie zagadywał czy wchodził wręcz w bezpośrednie interakcje z publiką, skacząc w nią ;). Widać też, że zwraca uwagę na to, kto przychodzi na jego koncerty. Wypatrzył wśród ludzi dziewczynę, o której powiedział, że „ostatnio jest na każdym jego występie”.

Mimo pracy i życia w ciągłej podróży Quebonafide doskonale orientuje się w najnowszych trendach. O Mannequin Challenge z pewnością większość z was słyszała. Zabawa polega na nagraniu krótkiej scenki podczas, której biorący w niej udział przyjmują pozy manekina. Czym kreatywniejsze pozy tym lepiej. Podczas wykonywania piosenki „Manekin” artysta poprosił by wszyscy przyjęli jakieś zwariowane pozy i zastygli w bezruchu.

Nie znając twórczości Quebo można by odnieść wrażenie, ze cały koncert był jedną piosenką. Przez cały występ rapera rozsadzała energia. Kończąc jeden utwór zaraz zaczynał drugi, nie dając zarówno publice, jak i sobie chwili wytchnienia. Mogliśmy usłyszeć dobrze znane numery z „Ezoteryki” czy „Eklektyki”. Niewątpliwie jednym z najbardziej wyczekiwanych przez tłum był „Hype”. Jednak to już wszyscy bardzo dobrze znamy z poprzednich imprez. Tu powiewem świeżości z pewnością były piosenki, które ukażą się na „Egzotyce”. Mogliśmy usłyszeć „Quebahombre”, „Szejk”, „Madagaskar” czy „Bollywood” nagrany wspólnie z Czesławem Mozilem. Przy tym numerze artysta pozwolił sobie na trochę refleksji. Wspomniał, że cały dochód z utworu został przekazany na cele charytatywne. Mimo iż podkreślił, że nie ma zamiaru nikogo pouczać i prawić morałów to warto czasem pomyśleć o innych. Nie mogło też zabraknąć nagranego ostatnio z Matheo „Królem być”, z motywem muzycznym z Króla lwa.

Największą wadą koncertu był czas jego trwania. Odniosłam wrażenie, że ledwo się zaczął, a już za chwilę ponownie zapaliły się światła w klubie i trzeba było wracać, co pozostawiło niedosyt. Panie Kubo, następnym razem prosimy o więcej!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *