Polscy aktorzy kina międzywojennego

Robert i Bertrand reż. M. Krawicz (Kino dwudziestolecia międzywojennego)

Kadr z filmu „Robert i Bertrand” | reż. Mieczysław Krawicz

Polskie kino dwudziestolecia międzywojennego to przede wszystkim znakomici aktorzy. Niektórzy bawili w komediach, inni poruszali w dramatach, a jeszcze inni byli tak wszechstronni, że łączyli jedno i drugie. Przyjrzyjmy się tym, którzy swoimi niezapomnianymi kreacjami zdobyli serca publiczności.

Okres międzywojenny był tak bogaty w osobowości ekranu, że trudno sporządzić listę najlepszych aktorów. Życie gwiazd stało się tematem szeroko komentowanym w prasie. Ich losy są tak rozległe, że stanowią materiał na książkę. Oto najlepsi polscy aktorzy międzywojenni.

 „Ach śpij, kochanie…” 

Ponadczasowe stały się kreacje dwóch amantów kina międzywojennego – Adolfa Dymszy i Eugeniusza Bodo.  Duet bawił (i wciąż bawi!) publiczność do łez w komediach „Paweł i Gaweł” czy „Robert i Bertrand”. Rolami nieporadnych przyjaciół, którym zdarzają się zabawne przygody, wywołują salwy śmiechu na kinowych salach.

Bodo, a właściwie Bohdan Eugene Junod, zaczynał w łódzkich teatrach, jednak potem przeniósł się do Warszawy. W stolicy zadebiutował w 1919 roku w teatrzyku Sfinks mieszczącym się w Dolinie Szwajcarskiej, potem występował w Teatrze Bagatela. Pierwsze wielkie sukcesy zaczął odnosić w roku 1921 w teatrzyku Qui Pro Quo. Debiutem aktora była operetka „Amerykanka”. Później zaczęła się przygoda Eugeniusza Bodo z kinem. Chętnie występował w filmach muzycznych, a piosenki śpiewane przez niego, są do dziś kultowe. Wszyscy przynajmniej raz słyszeli kołysankę „Ach śpij, kochanie…” (śpiewaną razem z Dymszą w filmie „Paweł i Gaweł”) czy „Umówiłem się z nią na dziewiątą” (z komedii „Piętro wyżej”). Do historii przeszła interpretacja piosenki „Sex appeal”, gdzie Bodo przebrany za kobietę przekonuje o sile „słabej” płci. Bodo nie był tylko aktorem komediowym. Stworzył postacie ludzi złych, ze społecznego marginesu. W „Skłamałam” Michała Krawicza, zagrał przekonująco rolę stręczyciela, żerującego na naiwności kobiety. W ostatnim filmie – „Za winy niepopełnione” wcielił się w mężczyznę, rujnującego życie wspólnikowi.

Dymsza również zaczynał w Qui Pro Quo, jednak jego debiut w sztuce Konrada Toma „Hotel Wantz”, nie należał do udanych. Nazwisko aktora zniknęło z afiszy kinowych. Powrócił w wielkim stylu rolą Dudki w „Śnie nocy letniej” Schillera. Pozytywne recenzje otrzymał też po rolach w „Pięknej Helenie” czy „Domu otwartym”. W międzyczasie występował w skeczach pisanych dla niego specjalnie przez Juliana Tuwima, z którym Dymsza szybko zawarł przyjaźń trwającą do końca życia poety. Oprócz wielkich sukcesów na scenie, odnosił je także w filmie. Przed wybuchem drugiej wojny światowej zagrał dwadzieścia osiem ról filmowych. Stworzona przez niego postać Dodka, stała się rozpoznawalna, a sam aktor zyskał uznanie dzięki umiejętnościom komediowym.

Amantów ciąg dalszy

Osoby nie interesujące się kinem, postać Eugeniusza Bodo czy Adolfa Dymszy czasem kojarzą. Ale przecież kino to nie tylko wszystkim znane dwie postaci. Innymi wybitnymi aktorami tamtego okresu byli: Aleksander Żabczyński i Antoni Fertner.

Aleksander Żabczyński to aktor przede wszystkim teatralny, jednak największą popularność przyniosły mu role filmowe. Grał m.in. w komediach muzycznych „Manewry miłosne”, „Ada, to nie wypada”, „Jadzia”, „Pani minister tańczy”, „Zapomniana melodia”, „Sportowiec mimo woli”. Niejednokrotnie role pisane były tylko dla niego. Świadczy to o tym, że znajdował się w czołówce aktorów tamtego okresu. Żabczyński znany był także z umiejętności wokalnych. Nagrał m.in. „Całują Twoją dłoń, madame”, „Nikt mnie nie rozumie tak jak Ty” czy „Jakie drogie są wspomnienia”. Ciekawy jest fakt, że mało kto znał jego prawdziwe imię (Bożydar). W życiu zawodowym posługiwał się drugim, a znajomi mówili na niego Darek.

Antoni Fertner ma w swoim dorobku około 500 ról teatralnych i filmowych. Grał przede wszystkim w komediach. Brał udział w pierwszych polskich produkcjach filmowych. Wystąpił m.in. w: „Jaśnie pan szofer”, „Ada, to nie wypada”, „Papa się żeni” czy „Zapomniana melodia”. Chodź często były to role drugoplanowe, publiczność go kochała i nie wyobrażała sobie filmu bez niego. Historyk Sławomir Koper, specjalizujący się w okresie międzywojennym, nazwał go nawet „komikiem doskonałym”. Fertner wystąpił w pierwszy polskim filmie fabularnym „Antoś po raz pierwszy w Warszawie” (1908). Jednak istniała możliwość, że aktora nigdy nie zobaczylibyśmy na kinowych ekranach. Miał on przejąć rodzinny biznes i zostać cukiernikiem, jednak po przedwczesnej śmierci rodziców przeniósł się do rodziny w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie stał się częstym bywalcem miejscowego teatru.

Aktorki filmów międzywojennych

Obok znakomitych aktorów, do gustów publiczności przypadły także role kobiet. Warto pamiętać o Helenie Grossównie, Hance Ordonównie, Mieczysławie Ćwiklińskiej czy Jadwidze Smosarskiej.

Helena Grossówna debiutowała w grudniu 1924 r. na deskach teatru miejskiego w Toruniu jako statystka w „Księżniczce czardasza”. Występowała u boku Adolfa Dymszy, Eugeniusza Bodo i Aleksandra Żabczyńskiego. W filmie „Piętro wyżej” (1937) grała główną rolę kobiecą, podobnie jak w „Robercie i Bertrandzie” (1938). W „Pawle i Gawle” (1938) reżyser obsadził aktorkę w roli dorosłej Violetty, zmuszonej do udawania cudownego dziecka. W ciągu czterech lat Helena Grossówna pojawiła się 17 filmach. Jej miłością był taniec. W 1926 r. ukończyła szkołę baletową. Przeszła do historii jako aktorka, która wypowiedziała pierwsze słowa w języku polskim, zarejestrowane na taśmie filmowej.

Hanka Ordonówna (Maria Anna Tyszkiewicz ) była piosenkarką, tancerką, aktorką. W wieku 16 lat debiutowała w teatrzyku „Sfinks”. Zyskała popularność jako wykonawczyni piosenek o tematyce żołnierskiej. Sławę dało jej wykonanie piosenki „Miłość ci wszystko wybaczy” z filmu „Szpieg w masce” z roku 1933. Inne znane przeboje to: „Na pierwszy znak” czy „Błękitny Express”. Ordonka, bo tak ją nazywano, występowała nie tylko w Polsce, ale także w wielu państwach Europejskich. Odwiedziła m.in. Ateny, Rygę, Berlin, Paryż, Wiedeń. Koncertowała w Stanach Zjednoczonych i Jerozolimie.

Mieczysława Ćwiklińska (prawdziwe nazwisko Mieczysława Trapszo) na scenie teatralnej zadebiutowała rolą Helenki w „Grubych rybach” Michała Bałuckiego w Teatrze Ludowym w Warszawie, natomiast w filmie zadebiutowała dopiero w wieku 54 lat. Jej kreacje to filmy takie jak: „Znachor”, „Dodek na froncie”, „Jadzia”, „Pan Twardowski”, „Straszny dwór”, „Trędowata”, „Czy Lucyna to dziewczyna?”. Początkowo Ćwiklińska miała zostać śpiewaczką. Odebrała wykształcenie wokalne w Paryżu. Dysponowała sopranem. Miała też za sobą występy w operze i operetce.

Na koniec trzeba wspomnieć o Jadwidze Smosarskiej. Była niezwykle popularną aktorką, utożsamianą z ideałem kobiety polskiej lat 20. i 30. Zadebiutowała jako studentka w 1918 w „Ciotce Karola” Waltera Thomasa. Została dobrze przyjęta przez krytyków i nawiązała współpracę z szefem jednej z największych w tamtym czasie wytwórni filmowych – Aleksandrem Hertzem. Od tego czasu rozpoczęła się jej kariera. Choć zagrała w 26 polskich filmach, to częściej występowała na deskach teatralnych, grając łącznie w 40 różnych sztukach. Filmy z jej udziałem to m.in: „Trędowata”, „Czy Lucyna to dziewczyna?”, „Dwie Joasie”, „Jadzia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *