Studenckie cztery kąty – gdzie (nie)chętnie mieszkają studenci?

fot. UD Residence Life & Housing

fot. UD Residence Life & Housing

Najpierw trzeba podjąć decyzję: wyjeżdżam na studia. Potem zdecydować: stancja, akademik, a może u kogoś na pokoju? Samemu czy z grupą znajomych? A może nieznajomych? Studenci decydujący się opuścić rodzinne gniazdo mają szansę znaleźć przyjaciół na całe życie i przeżyć świetny okres. Mogą też trafić na lokum z piekła rodem. 

O życiu w akademiku od lat krążą liczne legendy i nie zawsze są one tworzone przez ich mieszkańców. Dom akademicki to dla wielu żaków najwygodniejsza, a już na pewno najtańsza opcja z możliwych. Dużym atutem jest też lokalizacja. Akademiki bardzo często znajdują się na terenie uczelni, bądź w jej pobliżu.

Z życia akademika

Damian na początku obawiał się, co zastanie. – Od dawna krążą plotki o niskim standardzie oraz głośnym zachowaniu studentów. Na szczęście wszystkie moje obawy były bezpodstawne – mówi student. Zaoferowany standard w niczym nie ustępował stancjom. Damianowi tak się spodobało, że mieszkał tam przez cztery lata nauki. Czas tam spędzony wspomina fantastycznie. – Zawarłem znajomości, które podtrzymuje do dzisiaj. Atmosfera jak i otwartość ludzi jest nie do opisania – mówi. Dodatkową zaletą jest łatwy dostęp do materiałów w trakcie sesji. Damian wspomina, że wystarczy tylko…zapukać do sąsiada.

Gdzie jest mikser?

Zdaniem Gosi życie studenckie to akademik i żadna stancja go nie zastąpi. Mimo iż warunki bywają różne to jest tanio i swojsko. – Ludzie są ze sobą bardzo zżyci i po przeprowadzce na stancję, to już nie będzie tak samo.  Chyba, że będzie się miało szczęście i w okolicy zamieszkają znajomi – mówi studentka. Gosia uważa, że w akademiku nuda i samotność nikomu nie grozi. – Przez większość czasu w pokoju jest więcej niż trzy osoby, zawsze ktoś kogoś odwiedza lub lata coś pożyczyć. Mój mikser obsługiwał połowę akademika – opowiada ze śmiechem studentka.

Nie dla egoistów

fot: Suffolk University, Boston

fot: Suffolk University, Boston

Dom studencki to nie jest miejsce dla egoistów. Powinno się wzajemnie szanować swój czas i ustalać pewne zasady z sąsiadami. –  Trzeba się umieć dogadać odnośnie, kiedy ma być cicho, a kiedy można sobie krzyczeć, grać, śpiewać i robić burdę – mówi Gosia. Natomiast relacje ze współlokatorami bywają różne: są dni, że wszyscy mają czas i można świetnie się bawić i takie, że każdy żart drażni. Studentka pamięta jak jeszcze na pierwszym roku wracała zmęczona i zdenerwowana z zajęć. – Współlokatorki zamknęły mi drzwi do pokoju, napchały balonów w ramę i zakleiły taśmą. Efekt był taki, że jak otworzyłam drzwi kluczem to wszystkie balony wysypały się na mnie – wspomina. Wtedy wcale nie było jej do śmiechu, zwłaszcza, że musiała wysprzątać hol.

Przyszywana rodzina

Iza jeszcze w liceum słyszała od znajomych, którzy byli już na studiach, że „bezpieczną opcją” jest wynajęcie pokoju u starszej pani. – Jestem osobą bardzo spokojną i nie przepadam za konfliktami, dlatego uznałam, że to będzie  najlepsze rozwiązanie dla mnie – mówi studentka. I już w pierwszych dniach okazało się, że mieli rację. – Miałam do dyspozycji duży i naprawdę ładny pokój, a całe mieszkanie było zadbane i wbrew wszelkim obawą nowoczesne – wspomina Iza. Dziewczyna zżyła się z właścicielką mieszania. – Często rozmawiałyśmy, Pani Stasia dużo mi opowiadała o swoim życiu. Często też razem jadałyśmy – mówi dziewczyna, która spędziła tam aż cztery lata studiów. Dzisiaj mieszka w kawalerce ze swoim chłopakiem i często odwiedza swoją „przyszywaną babcię”.

„Kosmiczne” wymagania

Agnieszka w poszukiwaniu stancji z początku nie miała aż tyle szczęścia. – Podczas rozmowy telefonicznej pani była bardzo miła, ale na miejscu odebrało mi mowę – mówi dziewczyna, która wspomina, że właścicielka mieszkania miała „kosmiczne” warunki wspólnego mieszkania. Opowiada, że pokój był duży i niestety zaniedbany. – Ze ścian schodziła farba, meble były tak stare, że aż bałam się usiąść na kanapie, a zamiast biurka stała ława, więc garb zagwarantowany. W pokoju był też telewizor z anteną i balkon, którego nawet nie chciałam oglądać – wylicza dziewczyna. Dodatkowo nie dostała by nawet własnego klucza a w domu miała być najpóźniej o 20.00. Koledzy też nie byli tam mile widziani.

Facet z trzema kobietami

Karol dzielił stancję z trzema kobietami i nigdy nie miał problemów z kolejką do łazienki. – Wychodziliśmy o różnych porach, co bardzo ułatwiało sprawę, a toaleta była osobno – mówi student. Niestety z gotowaniem było gorzej. W kuchni zawsze panował tłok.

Student uważa, że mieszkało mu się bardzo dobrze, na dole był sklep i apteka, a osiedle było monitorowane. Imprezy odbywały się tam regularnie. – Nikt się o to nie spinał – mówi. Dużym atutem jego pokoju był balkon.  – Znajomi wychodzili tam na papierosa – wspomina. I gdyby nie zbyt wysoka cena to najprawdopodobniej mieszkałby tam do dziś.

Pięć lat, sześć mieszkań

fot. University of Chicago Magazine

fot. University of Chicago Magazine

Martyna w ciągu pięciu lat studiów mieszkała w sześciu różnych miejscach. W domkach jednorodzinnych (była to piwnica przerobiona na mieszkanie), w małym domku, w dwurodzinnym i różnej maści blokach. Liczba jej współlokatorów też bywała różna – od jednego do czworga.

Gdy rozpoczynała studia postanowiła, że zamieszka z przyjaciółmi i ich znajomym. Atmosferę, która tam panowała Martyna zapamięta do końca życia. – Było bardzo rodzinnie, wspólne sprzątanie, gotowanie, pranie, spotkania przy herbacie, oglądanie telewizji – wylicza. Jednak mieszkań przerobionych z piwnicy nie poleca. – Choć właściciele włączali ogrzewanie, to na dole było zawsze zimno. No i jeszcze rozległy grzyb na jednej ze ścian – wspomina. To przesądziło, że zrezygnowała z tamtej stancji i przeprowadziła się do kolegi z roku.

Na trzecim i czwartym roku studiów Martyna mieszkała w domkach na jednej posesji. Dziewczyna wspomina, że było tam tanio, przyjacielsko i trafiła na najlepszą właścicielkę w swojej studenckiej karierze. Mieszkanie, a właściwie domek był w starym stylu, meble z drugiej połowy ubiegłego wieku i bardzo przytulna kuchnia. Nie było internetu, za to mieli kablówkę. Pokój dzieliła z koleżanką ze studiów, a w drugim była przyjaciółka jeszcze z czasów liceum z chłopakiem. Po wyprowadzce tych drugich razem z Agatą zamieszkały w domu obok. I wszystko było by dobrze, gdyby nie nieustanne kłótnie z nowymi sąsiadami. – Mieliśmy wspólną pralnię przylegającą do naszego domku, więc pranie wstawiane niekiedy w środku nocy niezbyt nam się podobało, a pralka nie należała do tych najcichszych – wspomina Martyna.

Nie tylko dach nad głową

Poszukując stancji studenci najczęściej skupiają się na lokalizacji i wyglądzie mieszkania, w którym spędzą kilka miesięcy życia. To tam będą odpoczywać, uczyć się, czasem imprezować. Jednak nie samym dachem nad głową można się zadowolić a ludźmi, z którymi będzie się go dzielić. Dobre relacje ze współtowarzyszami mogą zamienić nasze życie w raj. Jeśli nam się nie poszczęści to nasza oaza spokoju może zamienić się w piekło na ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *