Excentrycy i słoneczny jazz

[ex]ob1Podtytuł filmu nawiązujący do popularnej piosenki jazzowej w pełni oddaje klimat „Excentryków…” Janusza Majewskiego. Słoneczna strona lat powojennych w Polsce już w kinach.

Polska, koniec lat pięćdziesiątych XX w. Na pierwszy rzut oka dokoła tylko szara rzeczywistość, bieda i wstrętna ideologia. Do takiej ojczyzny powraca z emigracji, z Anglii Fabian Apanowicz (Maciej Stuhr), opętany jazzem puzonista. Osiada w Ciechocinku, w którym mieszka jego siostra, dentystka, dawniej również śpiewacza jazzowa, Wandzia (Sonia Bohosiewicz). Po krótkim czasie Fabian zakłada swingowy big band. Bo jak się okazuje, w zrujnowanym Ciechocinku ukrywają się same muzyczne talenty. Zaczynając od milicjanta, który przed wojną był trębaczem (Wiktor Zborowski), pianista – stroiciel fortepianów, który w każdym pisarzu, nawet w wieszczu Mickiewiczu, widzi homoseksualistę (Wojciech Pszoniak), dystyngowany doktor klarnecista – amator (Jerzy Szejbal), a na grupie młodych bikiniarzy kończąc. Do zespołu dołącza również Wandzia oraz tajemnicza, wodząca za nos Fabiana, Modesta (Natalia Rybicka).

„Excentrycy, czyli po słonecznej stornie ulicy”, tak jak i powieść Włodzimierza Kowalewskiego, opowiada o latach powojennych, o muzyce granej na przekór ponurej rzeczywistości. Historyczne wątki, takie jak przesiedlenia czy nowy ustrój są zakamuflowane, nie mówi się o nich wprost (jak już to jest to pełna przekleństw wypowiedź Bayerowej, zagranej fenomenalnie przez Annę Dymną). Na pierwszym miejscu jest swing i cała jego otoczka. Melodie jazzowe są obecne w filmie już od pierwszych minut. Skoczne kawałki przeplatają się z wolniejszymi piosenkami. Są tu zadymione kluby, w których bawią się młodzi, tajemnice i szpiedzy, radość i smutek, romans jak z Hollywood, a wszystko przy akompaniamencie muzyki. Naturalnie jest to pogodny wyimek z historii, ale takie rzeczy również działy się przed rokiem 1989. Wbrew temu co zazwyczaj mówi się o latach powojennych bywały też słoneczne chwile. Były one swego rodzaju złudzeniami. Jakby było w nich coś magicznego.

Majewski zebrał na planie przede wszystkim rzeszę aktorów starszego pokolenia. Są tu Wiktor Zborowski, Marian Opania, Adam Ferency, Marian Dziędziel. Pokazują oni, że nadal mogą nie jedno pokazać, przedstawić się z innej strony. Najbardziej zapadającymi w pamięć kreacjami są wcielenia Anny Dymnej, kompletnie inne od dotychczasowych oraz Wojciecha Pszoniaka jako osobliwego stroiciela fortepianów (na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Pszoniak otrzymał Złote Lwy za Najlepszą drugoplanową rolę męską). Z młodszych aktorów najbardziej zadziwia Maciej Stuhr, który w końcu do swojego dorobku w kinematografii może dopisać postać amanta. Natomiast Natalia Rybicka to tajemnicza femme fatele.

[ex]ob2Piosenka „On the Sunny Side of the Street” oprócz tego, że jest ulubionym utworem reżysera, stała się pewnego rodzaju hymnem dla całego obrazu. Na potrzeby filmu aktorzy, będący częścią zespołu swingowego, uczyli się śpiewu oraz gry na instrumentach. A efekt przygotowań jest niewiarygodny. Nad ścieżką dźwiękową pracował Wojciech Karolak. Jednak swój udział w muzycznym przedsięwzięciu ma również Big Collective Band pod kierownictwem Wiesława Pieregorólki oraz Wojtek Mazolewski Quintet.

W jednym z wywiadów Janusz Majewski wypowiadał się, że w ostatnich latach Polska na ekranach kin jest podzielona na dwa fronty. Z jednej strony to państwo meneli i nieudaczników, wokół których brud i ubóstwo. Z innej to piękny obrazek z reklamówki, pełen wieżowców, lecz niestety głupkowaty. Filmem „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” chciał pokazać, że można o Polsce opowiadać inaczej. I rzeczywiście można.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *