O.S.T.R. i jego „Podróż zwana życiem” w Gdyni

Jak Polska długa i szeroka, tak wszędzie znajdą się ci, którzy twierdzą, że rap to wyłącznie niecenzuralne słowa na „k” w co drugim akapicie, kobiety, hajs hajs hajs i jeszcze raz kobiety, tak na wszelki wypadek, gdyby o tych wcześniejszych ktoś zapomniał. Jeśli cokolwiek jest ogromnie krzywdzące dla polskiego rapu, to właśnie tak schematyczne myślenie. Jasne, takie numery również się zdarzają, ba – jest ich całkiem sporo, ale prawdziwie wartościowe treści są praktycznie na wyciągnięcie ręki. Ich przedstawicielem jest O.S.T.R., który w czwartek, 10 grudnia, wystąpił w gdyńskim klubie Pokład.

„Każdy muzyk chce robić muzykę dla ludzi, którzy przyjmują ja jak własną” – takie podsumowanie padło z ust Ostrego. Nie można się z tym nie zgodzić. Wyobraźmy sobie pewien scenariusz – artysta tworzy muzykę, wypełnia treść swoimi przemyśleniami, doświadczeniami, misternie tworzy metafory. Koniec końców jednak okazuje się, że słuchacze tego nie kupują. Bo ten przekaz do nich po prostu nie trafia. Bo treść im nie odpowiada. Bo nie wywołuje w nich emocji. Bo nie odnajdują tam ani odrobiny siebie. To oczywiście tylko hipotetyczna sytuacja, ale świetnie obrazująca obawy artysty przed wydaniem nowego materiału. Nasz dzisiejszy bohater, Ostry, takich rzeczy obawiać się chyba jednak nie musi. U niego przekaz właśnie gra najistotniejszą rolę. I co najważniejsze, trafia on na podatny grunt, w postaci słuchaczy.

DSC01560Ostrowski słynie z nawiązywania świetnego kontaktu z publicznością podczas koncertów. Opowiada ludziom zgromadzonym pod sceną o wydarzeniach ze swojego życia, o swojej żonie, dzieciach. Opowieściami wypełniona jest praktycznie każda wolna przestrzeń między kolejnymi numerami. Tworzy to niepowtarzalny klimat i poczucie ludzkiej bliskości. To tak, jakby wychodząc z klubu po koncercie, każdy mógł powiedzieć „Adam to mój kumpel”.

Historie o dzieciach są rozczulające, jednak prawdziwym mocnym uderzeniem są opowieści o zmaganiu się z chorobą. Przy każdej możliwej okazji Ostry wspomina o operacjach, które przeszedł w styczniu, o paradoksach służby zdrowia oraz o tym, że lekarze dawali mu zaledwie 20% szans na powrót na scenę. Nie minęło jednak nawet pół roku, a on już grał pierwszy koncert. Adam za każdym razem dziękuje swoim fanom za wsparcie, dobrą energię, za mnóstwo pozytywnych myśli i za to, że miał dla kogo walczyć i dla kogo wracać do rap-gry.

Z utworów pojawiły się między innymi „Lubię być sam”, „Mówiłaś mi”, „Kochana Polsko” czy „Hybryd”. Ten ostatni to jeden z tych numerów, które stają się kultowe jeszcze w tym samym roku, w którym zostały wydane. Największą robotę robi tu oczywiście tekst. W kategorii Utwór o czymś, „Hybryd” plasuje się w ścisłej czołówce.

Powoli kończy się rok, za chwilę więc zaczną pojawiać się zestawienia najlepszych płyt ostatnich dwunastu miesięcy. Za pewnik bierzemy obecność „Podróży zwanej życiem” w większości z nich. Ostry jednak ani na moment nie zwalnia, nie czeka i już teraz zapowiada kolejny album! Po wybitnej „Podróży …”, nadchodzi zupełnie nowy etap. Na potwierdzenie tego w Gdyni zaprezentowany został świeżutki bit. Mistrzowski bit! Co prawda na razie był to jedynie instrumental, jednak przypuszczać można, że tekstowo wszystko będzie się zgadzało. Z resztą jak zawsze.

fot. Marcin Lis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *