Ku chwale nowemu Panem!

20151018_232340_115763058Fani „Igrzysk Śmierci” z obawą oczekiwali na ostatnią produkcję przygód Kosogłosa. Patrząc przez pryzmat innych produkcji, finalne części rzadko kiedy dorównują poziomem całej serii. Czy w tym przypadku jest podobnie?

Katniss Everdeen (laureatka Oscara – Jennifer Lawrence) staje do ostatecznej walki o wolność Panem. Wraz z Peetą Mellarkiem (Josh Hutcherson), Galem Hawthornem (Liam Hemsworth) i innymi rebeliantami udaje się w niebezpieczną podróż do Kapitolu. Właśnie tam będzie chciała dopaść i zdetronizować bezwzględnego Prezydenta Snowa (dwukrotny zdobywca Złotego Globa – Donald Sutherland).

Austriacki reżyser – Francis Lawrence („Woda dla słoni”, „Jestem legendą”, „Constantine”)  po raz kolejny (i ostatni) zaopiekował się projektem „Igrzysk Śmierci”. Trzeba przyznać, że udało mu się utrzymać poziom podobny do poprzednich, genialnych zresztą części. Zaskakujące zwroty akcji i niesamowite efekty specjalne budują ogromne napięcie. To z kolei sprawia, że film ogląda się w pełnym skupieniu. Momentami obraz zachwyca sferą wizualną, prezentując oszałamiające widoki ogromnego, zniszczonego miasta. Wielkie chapeau bas należy się Kurtowi i Bartowi, amerykańskiemu duetowi projektantów odpowiedzialnych za kostiumy w tym filmie. Artyści, podobnie jak reżyser,  zachowali pewien poziom swojej poprzedniczki – Trish Summerville, która tworzyła kreacje do pierwszych dwóch części przygód Katniss Everdeen. Wyczarowali oni niepowtarzalne dzieła, które na dłużej zapadną w pamięci odbiorców. Najlepiej prezentowała się w nich oczywiście Elizabeth Banks, której bohaterka (Effie Trinket) może i nie jest istotną postacią w tym filmie, ale na pewno jest wyrazista.

„Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2” jest przedstawieniem tak naprawdę dwóch aktorów: Jennifer Lawrence i Josha Hutchersona. Amerykańska aktorka gra bardzo naturalnie, przez co bez problemu ujmuje w każdej, dramatycznej scenie. Zaś 23-letni aktor, choć nie pojawia się na ekranie już tak często jak w poprzednich częściach, kreuje swoją postać w taki sposób, że nie można nie odczuwać do niego sentymentu. Brawa należą się również Liamowi Hemsworthowi, którego gra aktorska, przez wszystkie produkcje „Igrzysk Śmierci”, pozostaje na tym samym, beznadziejnym poziomie. Jednak w drugim rozdziale „Kosogłosu”,  jego postać niezmiennie obrażonego chłopczyka przestaje już chyba kogokolwiek irytować.

Reżyser popełnił ogromny błąd spychając na dalszy plan takich aktorów jak Woody Harrelson, Philp Seymour Hoffman czy Julianne Moore. Ich kreacje rozmyły się pośród wielu innych, niekiedy szarych bohaterów. Choć ich talent sceniczny oraz doświadczenie za kamerą wskazywałoby na co innego. Ponadto twórcy filmu kompletnie zignorowali kwestię muzyki. O ile poprzednie produkcje wzbogacały wyjątkowe nagrania, niejednokrotnie nominowane do Złotych Globów czy Grammy, o tyle w tym obrazie nie znajdzie się nic interesującego. „Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2” zostały zresztą ogromnie skrzywdzone przez reżysera i producentów. Ich decyzja o podzieleniu ostatniej części na dwa rozdziały wywołała efekt podobny jak w „Harrym Potterze” czy „Zmierzchu”. Finał i zawarty w nim punkt kulminacyjny okazuje się po prostu mało zaskakujący, nijaki, wręcz wzbudzający uczucie zawiedzenia. Wielkie oczekiwania widzów co do krwawej i mocno sensacyjnej zemsty rebeliantów spaliły się na panewce.

Jednak te negatywne odczucia może nie będą tak dotkliwe, jeśli na ten film spojrzymy z innej perspektywy. Trzeba pamiętać o tym, że Lawrence postanowił kompletnie zmienić przesłanie filmu. Rewolucyjna próba zmian politycznych i społecznych przestaje być najważniejszym i nurtującym motywem. Na pierwszy plan wysuwają się w końcu aspekty psychologiczne głównej bohaterki. Dla Katniss, pomimo jej sztucznych zapewnień, nie jest najistotniejsze to, aby zabić prezydenta Snowa i wyzwolić Panem. Dla niej nadszedł wreszcie czas, by skupić się na sobie. Przede wszystkim na ciągłych rozterkach uczuciowych, które zmuszają ją do przewartościowania i uporządkowania swojego życia. Będzie zmuszona wybrać pomiędzy dwoma bliskimi sobie osobami – Peetą i Galem, zadając przy tym najważniejsze pytanie: kto da mi wreszcie poczucie bezpieczeństwa? Reżyser bowiem nie stara się ukryć przed widzami faktu, że Katniss coraz mniej gra silną bohaterkę, wręcz coraz bardziej przypomina wystraszoną i przepełnioną bólem dziewczynę, dla której największą próbą okaże się nie przedostanie do Kapitolu, ale pogodzenie się ze stratą bliskiej osoby i zorganizowanie swojego życia na nowo, w kompletnie innej rzeczywistości.

Nic jednak nie zmienia faktu, że w produkcji Lawrence’a każdy znajdzie coś dla siebie. I to jest jej największy atut. To właśnie różnorodność zawartych w niej motywów (m.in. miłosnych, fantastycznych, sensacyjnych) sprawia, że sale kinowe bardzo szybko zapełniają się widzami o różnych preferencjach filmowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *