Co za dużo to nie zdrowo – recenzja “Z dala od zgiełku”

imageSpędzając upalne lato w wielkim mieście, ucieknijcie od zgiełku hałasu i spalin do urokliwej dziewiętnastowiecznej Anglii. Pomoże wam w tym najnowszy film Thomasa Vinterberga. Po prawie pół wieku na ekrany wraca adaptacja dramatu Thomasa Hardy’ego „Z dała od zgiełku”.

Bathsheba Everdene (Carey Mulligan) po śmierci wuja dziedziczy farmę. Niezależna młoda kobieta walczy ze stereotypami i próbuje przywrócić przedsiębiorstwu jego dobre imię. Jej zawziętość robi wrażenie na mężczyznach (Matthias Schoenaerts, Michael Sheen i Tom Sturridge), którzy zaczynają adorować niezaznajomioną w uczuciach Angielkę. Rywalizacja o jej względy prowadzi do konfliktu, a w ostateczności wywołuje tragedię…

Dzieła brytyjskiego pisarza to materiał bardzo atrakcyjny dla filmowców. W kinach gościła już „Tessa D’Urbervilles ” (m.in. w reżyserii Romana Polańskiego), „Juda nieznany” i „Burmistrz Casterbridge”. Podobnie było z dramatem „Z dała od zgiełku”, którego pierwsza ekranizacja powstała już w 1967 roku. Tym razem duński reżyser Thomas Vinterberg, twórca „Moja droga Wendy” i „Polowanie, spróbował uwspółcześnić historię Bathsheby. W swoim obrazie dużą uwagę poświęcił stereotypom i walce kobiet o przetrwanie w typowo męskim świecie. Nie trudno zauważyć jak aktualne są sceny, w których główna bohaterka musi udowadniać swoje zdolności, bo jej pracownicy (oczywiście mężczyźni!) nie wierzą, że potrafi pracować na farmie. Momentami jednak Duńczyk przesadził ze swoją współczesną wizją, bo zmartwychwstały sierżant Troy wraca do żony w stroju zapożyczonym od Ekskluzywnego Menela.

Drugą dużą rolę w filmie zyskały emocje. To na nich właściwie opiera się fabuła. Przez to powieść Hardy’ego jest dosyć powierzchownie zobrazowana, ale z drugiej strony gdyby nie usunięcie wielu elementów wersji tekstowej, z kina widzowie wyszliby nie po dwóch, a po pięciu godzinach. Kolejnym plusem takiej koncepcji adaptacji jest ukazanie zdolności aktorskich odtwórców głównych postaci. Na uznanie zasługuje Tom Sturridge, który czaruje nie tylko kobiety na ekranie, ale również te obecne w sali kinowej. Chociaż i tak od początku wiadomo, że będzie czarnym charakterem historii. Talentem nie ustępują mu dwaj pozostali aktorzy: Michael Sheen, ostatnio znany jako Aro z „Saga Zmierzch”, oraz Matthias Schoenaerts, o którym zrobi się zapewne jeszcze głośniej w 2015 roku. Carey Mulligan, nominowana do Oscara za rolę w „Była sobie dziewczyna”, łączy w sobie delikatność i zawziętość głównej bohaterki. Trudno wcielić się w tak niezdecydowaną postać jaką jest Bathsheba Everdene. Niby niezależna i niedostępna, ale wystarczył jeden gest, jedno słowo ze strony przystojnego żołnierza, by zmieniła swoje przekonania o 360 stopni.

Tradycyjnie, jak to bywa w filmach współtworzonych przez BBC Films, zachwycają widoki. Chapeau bas dla Charlotte Bruus Christensen za zdjęcia. To tak à propos stereotypów i roli kobiet w zmaskulinizowanym świecie. Nie sposób nie zakochać się w Anglii jej twórczości. Trochę czuć tu “Dumę i uprzedzenie” z 2005 roku, ale… Sorry, taki mamy klimat! No i oczywiście muzyka. Znany z „To właśnie miłość” czy „Moulin Rouge” laureat Grammy, Craig Armstrong nie zawodzi po raz kolejny. Szykujcie pieniądze, muzyka z filmu już jest dostępna na płytach.

Podsumowując, jeśli przepadacie za filmami kostiumowymi, „Z dala od zgiełku” to absolutny must watch! Jeśli nie – wybierzcie się do kina dlatego, aby utwierdzić się w przekonaniu, że nie należy szukać za daleko, bo najlepsze jest czasami na wyciągnięcie ręki. Śliczna buzia i kilka miłych słów nie wystarczą, kiedy potrzeba oparcia i pomocy. Jak mówi powodzenie: „Ładna miska jeść nie daje”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *