Czy możemy wierzyć Sarah? – recenzja książki „Bezwzględni”
4 min przeczytania
Grafika: Eden Król/Okładka książki: Wydawnictwo Znak
, Dezinformacja, manipulacja danymi, inwigilacja, mobbing i polityka „po trupach do celu” – tego wszystkiego doświadczą czytelnicy książki „Bezwzględni. O władzy, chciwości i upadku ideałów największego portalu społecznościowego” autorstwa Sarah Wynn-Williams, która obnaża kulisy Facebooka.
Z pewnością jest to jedna z najciekawszych pozycji wydawniczych I kwartału 2026 r. (polska premiera miała miejsce 11 marca). Sama książka ukazała się 11 marca 2025 r., a we wrześniu tego samego roku firma Meta (dawniej Facebook) pozwała autorkę za mieszankę nieaktualnych treści i fałszywych oskarżeń wobec kierownictwa. Sama Wynn-Williams otrzymała sądowy zakaz promocji i wypowiadania się na temat swojej książki.
Kim jest autorka?
Sarah Wynn-Williams jest nowozelandzką dyplomatką oraz prawniczką specjalizującą się w prawie międzynarodowym. Pracowała m.in. dla rządu Nowej Zelandii oraz jako przedstawicielka ONZ. Przez rok próbowała skontaktować się z Facebookiem – jak sama twierdziła, chciała być częścią zespołu zmieniającego świat.
Na początku nikt nie traktował jej propozycji poważnie. Sarah parę razy została odesłana z kwitkiem, bo zespół Facebooka nie miał i nie potrzebował osoby od polityki. W końcu Sarze udało się dopiąć swego i przez siedem kolejnych lat pełniła funkcję dyrektorki do spraw polityki globalnej.
W tym czasie stała się jedną z najwyżej postawionych osób w firmie, podróżując w imieniu Facebooka po całym świecie. Regularnie pracowała nad stworzeniem spójnej polityki firmy w negocjacjach z przedstawicielami innych państw i przebywała w towarzystwie najwyżej postawionych osób w Facebooku – dyrektora generalnego, Marka Zuckerberga, szefowej operacyjnej, Sheryl Sandberg oraz szefa działu komunikacji i spraw publicznych, Elliota Schraga. W miarę upływu czasu optymizm Sarah jednak osłabł i zaczęła dostrzegać prawdziwą, mroczną stronę największego portalu społecznościowego.
Jaki jest Facebook opisywany przez Sarah?
Pierwsze, co rzuca się autorce w oczy to przepych. Jej szefowie latają prywatnymi odrzutowcami, a asystenci chodzą w szpilkach od Christiana Louboutina i określają siebie jako „niezależnych finansowo”. I jest to prawda, bo wraz ze stażem pracy, cały zespół poza wypłatą dostaje także akcje spółki.
Drugą wartością jest praca. Gloryfikacja nadmiernej ilości obowiązków przewija się przez całą lekturę – od czerwonej książeczki z filozofią pracy Facebooka, po groteskowe wręcz opisy z życia Sarah. Poznajemy historię kobiety, która poświęca czas rodzinny (w tym redaguje materiały podczas narodzin pierwszego dziecka) oraz pracuje ponad swoje zdrowie, bo nawet podczas urlopu macierzyńskiego po kolejnej ciąży i niezwykle ciężkiej rekonwalescencji (po krwotoku i wielokrotnej transfuzji krwi) jest non stop potrzebna w firmie i uczestniczy w spotkaniach na odległość.
A co z ludźmi?
Kolejną wartością jest zakłamanie rzeczywistości. Asystenci regularnie przytakują swoim przełożonym w najbardziej błahych sprawach. Mało kto odważa się krytykować Marka Zuckerberga, a szef zawsze musi wygrywać – nawet jeśli chodzi o gry planszowe, które proponuje jako przerywnik w podróży służbowej. Prawa ręka, Sheryl Sandberg, musi z kolei być stale chwalona i gloryfikowana podczas wystąpień publicznych.
Szefowie chcą pełnej lojalności i oczekują jej nawet wtedy, gdy na skutek działań Facebooka możesz trafić do więzienia. Najbardziej niepokojącym aspektem firmy jest jednak seksizm i wykorzystywanie seksualne pracowników. Znaczącą większość w firmie stanowią mężczyźni z jednego środowiska, którzy wzajemnie tuszują wszelkie sprawy dotyczące nadużyć.
Sama Sarah wielokrotnie dostawała dwuznaczne uwagi i zaczepki od swojego przełożonego, Joela Kaplana, wiceprezesa do spraw globalnej polityki publicznej. W związku z otwartym sprzeciwem, Nowozelandka została definitywnie zwolniona, a jej przygoda z Facebookiem zakończyła się w 2017 r.
Nie oznacza to jednak, że Sarah była w Facebooku osamotniona – miała ona w firmie wiele przyjaciółek. Wielokrotnie na łamach książki pojawiają się Debbie Frost czy studentka Sadie, które podnoszą bohaterkę na duchu. Dowiadujemy się także o istnieniu Feminist Facebook Club, czyli zamkniętej grupy, w której pracownice Facebooka krytykują promęską politykę firmy. Jednak działania te nie zmieniają destrukcyjnej machiny wpływów.
Czy możemy wierzyć autorce?
Książka z pewnością ma dużo szokujących momentów, które pokazane są głównie z perspektywy autorki. Są jednak chwile, w których miałam pewne wątpliwości co do kierunku rozwoju książki. Jeden z nich był już na samym początku, gdy autorka przybliżyła nam historię ze swojego dzieciństwa – atak rekina w 1993 r. (choć może być to także oczko w stronę nowozelandzkiej społeczności, gdzie ataki rekinów budzą sensację w lokalnych mediach).
Myślę jednak, że nie jest to książka o samej firmie, a o kłamstwie amerykańskiego snu z perspektywy (czasem zbyt naiwnej) imigrantki. I o ile można czasem odnieść wrażenie, że opisy współpracowników bywają przerysowane, to pomiędzy słowami dostajemy „mięso”. Przedstawiane są nam fakty takie jak: targetowanie kampanii reklamowych do nastolatków z problemami psychicznymi, agresywne kampanie podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 r., kolaboracja z komunistyczną partią Chin i przekazywanie wrażliwych danych użytkowników, czy podsycanie przez algorytmy Facebooka nienawiści skutkującej masowym ludobójstwem w Mjanmie (Birmie).
Jednym z najbardziej nurtujących pytań pozostaje jednak: dlaczego? Dlaczego Sarah nie odeszła wcześniej, skoro nie godziła się na kierunek, w jakim zmierza firma? Czy jej sytuacja finansowa rzeczywiście była tak tragiczna, jak opisuje na łamach książki?
Podsumowując, uważam jednak, że jest to pozycja wartościowa. Nie tylko z perspektywy studentki dziennikarstwa, ale też szarego użytkownika internetu. By przypomnieć sobie, że Big Techy nie są naszymi przyjaciółmi, a firmami nastawionymi na zysk z naszych danych.
