Słodko-gorzka spowiedź emigranta – koncert Czesława Mozila

Gdyby atrakcyjność imprezy mierzyło się ilością osób na metrze kwadratowym, to wtorkowy (23.06) wieczór w Spółdzielni na wstępie wypadłby świetnie. Jednak na tłumie, przyciągniętym za sprawą koncertu Czesława Mozila, się nie skończyło. Muzyk przywiózł ze sobą garść dowcipu, odrobinę wzruszeń i szczyptę ironii i po raz kolejny ujął serca publiczności.

Spółdzielnia ze swojej natury jest miejscem przytulnym i kameralnym. Wygodne kanapy, domowe meble i  retro-wystrój tworzą unikalny klimat tego pubu. Ale zabawa zaczyna się dopiero, gdy na koncert przychodzi wypełniający lokal po brzegi tłum. We wtorek już samo znalezienie wolnego miejsca było niełatwe, nie mówiąc już o przemieszczaniu się między rzędami zajętych krzeseł. Właśnie w takich okolicznościach przyrody, między zebranymi niepostrzeżenie prześlizgnął się Czesław i zaprosił na swoją spowiedź emigranta.

czesław_spółdzielnia 049Czesław, można to śmiało powiedzieć, powinien mieć stwierdzone muzyczne ADHD. Tempo, z jakim przerzucał się z akordeonu na klawisze i odwrotnie, w międzyczasie dzieląc się swoimi spostrzeżeniami i anegdotami, robiło spore wrażenie. Aż dziw bierze, ile on ma w sobie energii. Jeśli jednak ktoś pojawił się tylko po to, żeby zobaczyć „tego śmiesznego Czesława”, to go nie znalazł. I bardzo dobrze.

Owszem, Mozil ma ogromne poczucie humoru i dystans do siebie, ale im starszy, tym bardziej ironiczny i przewrotny, co pokazał również we wtorek. Kiedyś powiedziano mi, żebym w przedstawieniach dla dzieci nie używał ironii, bo dzieci jej nie rozumieją. Tak będzie też dzisiaj. Jedni z was będą się śmiać, inni płakać i to jest w porządku, zapowiadał. Wydźwięk Solo Actu był raczej smutny, tak jak i ostatniej płyty, „Księga Emigrantów. Tom I”. Muzyk w punkt trafił we wszystkie bolączki, wzloty i upadki zarówno emigrantów, jak i tych, co zostają w kraju. I trzeba mu to przyznać, jest świetnym obserwatorem. Kto inny mógłby tak celnie opisać realia życia emigrantów za granicą i tolerancji oraz jej braku, jeśli nie Polak, który większość życia spędził w Danii?

Ze sceny popłynęły więc piosenki z najnowszej płyty, takie jak: „Poszukaj męża”, „Tango magister” czy „Biały murzyn”, „Łabędzie” i „Do kościoła”. I choć, w charakterystycznym dla Czesława stylu, są zabawne, to nie brakuje w nich kąśliwości i goryczy. Co, niestety, nie zostało wyłapane przez niewielką część widowni. Zawsze znajdzie się rozrywkowy ułamek publiczności, który swoim, mało zabawnym zresztą show, konsekwentnie przeszkadza całej reszcie. Na szczęście, ułamek jest tylko ułamkiem, i wieczór przebiegł bez większych zakłóceń.

czesław_spółdzielnia 008Fani mogli czuć się usatysfakcjonowani, bo nie brakowało utworów z poprzednich płyt, jak „Ucieczka z wesołego miasteczka”, „Żabka tonie w betonie” i „Kiedy tatuś sypiał z mamą” czy „A jednak” (z „Czesław Śpiewa Miłosza”), ale w nowej formie. I tak, zaczynały się znajomo, by być przerwane przez narrację Czesława, a potem wrócić do normy. Jedno jest pewne, takich wersji słucha się tylko raz. I właśnie w tej spontaniczności i ulotności tkwił cały urok koncertu. Z pozorną nonszalancją i urokliwym niechlujstwem, Czesław czarował publiczność dźwiękami i można było odnieść wrażenie, że otoczony szczelnie fanami, gra dla każdego z osobna. Publiczność nie była mu dłużna i raz po raz nagradzała go gromkimi brawami. Solo Act to koncert wyjątkowo warty zobaczenia. Artysta w pojedynkę wystawia się publice i jest jej bliżej niż zwykle, a ponadto, występ za każdym razem jest inny. I to chyba jedna z najwdzięczniejszych form budowania relacji między muzykiem a odbiorcami.

Kiedyś byłem artystą, grali mnie nawet w Trójce, teraz jestem celebrytą – powtarzał przekornie. Ale gdy patrzyło się, z jaką pasją i energią gra swoje piosenki, a po koncercie z uśmiechem rozmawia, rozdaje autografy i pozuje do zdjęć (za które dochód, jak prosił, szedł na cele charytatywne), to nasuwała się tylko jedna myśl. Takich celebrytów powinniśmy życzyć sobie jeszcze więcej.

fot. Magda Drozdek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *