Walka o sprawiedliwość – Złota Dama

7685405.3Wojna to tragedia. Pochłania wiele ludzkich istnień. Jednak nie tylko człowiek jest ofiarą wojny. Ofiarami są także obrazy, rzeźby, biżuteria… sztuka. Wszystko to, co w czasie trwania konfliktu grabili naziści. Wszystko to, o co dziś walczą ich prawowici właściciele. Przykład jednej z takich walk w swoim filmie zamieścił Simon Curtis. 

Maria Altmann (Helen Mirren), Austriaczka żydowskiego pochodzenia, mieszka w Los Angeles. Po śmierci siostry odkrywa listy, które umacniają ją w przekonaniu, że musi walczyć o rodzinne pamiątki utracone w czasie II wojny światowej. Wraz z młodym prawnikiem, Randolem Schoenbergiem (Rayn Reynolds), który także ma austriackie korzenie, wyrusza do Wiednia, by stoczyć walkę o odzyskanie swojej własności i przy okazji zawalczyć o sprawiedliwość.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach ekranizacja odzyskania „Złotej Adeli” Gustava Klimta udowadnia, że o wojnie nie trzeba robić filmów, w których leje się krew i umierają ludzie. Najnowszy obraz Simona Curtisa (reżysera „Mój tydzień z Marylin”) pokazuje dramat kobiety, która musiała zostawić swoją rodzinę i zrzec się swojej tożsamości, by przeżyć. Na dodatek, po wszystkim co ją spotkało, musi domagać się zwrotu obrazów, których jest właścicielką. A obywatele kraju poniekąd odpowiedzialnego za te krzywdy wcale nie chcą się przyznać do winy i oddać dzieła sztuki, między innymi portret będący wizytówką Austrii.

„Złota dama” to przede wszystkim Helen Mirren. Lauretka Oscara za „Królową” od 2007 roku rywalizuje z Meryl Streep o tytuł najlepszej aktorki i wygląda na to, że (choć z mniejszą ilością nagród Akademii i nominacji do nich) na razie wysuwa się na prowadzenie. Jako walcząca z przeszłością przymusowa emigrantka urzeka widza swoim sposobem bycia i dowcipem, ale wzbudza również współczucie i zrozumienie dla jej trudnej sytuacji. A nieprzekonani niech chociaż docenią, jak doskonale mówi z niemieckim akcentem. Nie można jednak zapomnieć o reszcie obsady. Na brawa zasługuje z pewnością Rayn Reynolds. Znany z filmów dla nastolatek, roli superbohatera w „X-Men Geneza: Wolverine” i pięknych dwóch żon udowadnia, że jego długa filmografia i nominacje do nagród nie są przypadkowe. Bardzo dobrze ukazuje przemianę swojego bohatera, który z nieokiełznanego chłopaczka staje się dojrzałym prawnikiem, dla którego ważniejsza od pieniędzy staje się pamięć o swoich korzeniach. Ciekawie prezentuje się również postać Hubertusa Czernina (Daniel Brühl). Okazuje się, że ideologia wcale nie musi przechodzić z ojca na syna. Nie możemy zmienić poglądów i działań naszych przodków, ale możemy zrobić wszystko, by zatrzeć wspomnienie o tym, co zrobili.

Aż trudno uwierzyć, że „Złota dama” to debiut scenarzysty Alexiego Kaye’a Campbella. Film ma naprawdę dobrą fabułę i choć wspomnienia do przeszłości mogą trochę przypominać „Titanica”, stanowią dużą część historii ukazującej nie tylko życie rodziny Marii, ale także sytuację Żydów w Austrii w latach 30. A portret Adeli jest świetnym pomostem między przeszłością a współczesnością. Zresztą, w filmie bardzo dobrze odwzorowano atmosferę tamtych czasów i pokazano kulturę żydowską. Wrażenie robi scenografia, szczególnie apartament rodziny Bloch-Bauerów. Pięknie pokazany został również Wiedeń. A muzykę do filmu stworzył sam Hans Zimmer.

Widz może odnosić wrażenie, że obraz Curtisa to krytyka Austrii i wychwalenie Stanów Zjednoczonych, w których obywatel może dobiegać swoich praw i własności. Ale z drugiej strony, czy to właśnie nie tam uciekła główna bohaterka, by zaznać spokoju i szczęścia? Czy to nie ten kraj zagwarantował jej bezpieczeństwo? Poza tym bez przesady z tą laurką. To przecież amerykański urzędnik przyznaje, że zabiera swoją córkę do Austrii, bo ta bardzo lubi kangury…

Portret Adeli Bloch-Bauer, ciotki Marii Altmann w 2006 roku został sprzedany za rekordową wtedy sumę 135 milionów dolarów. Trafił do Neue Galerie w Nowym Jorku. Sama Altmann zmarła w 2011 roku. Spełniła swoje marzenie, ale nie przyniosło jej to aż takiej satysfakcji, czego zapewne spodziewają się widzowie. Czy satysfakcję będzie mogła poczuć Helen Mirren, odbierając w przyszłym roku Oscara za tę rolę? Pozostaje nam tylko czekać. Ale na pewno nie można czekać z obejrzeniem „Złotej Damy”. Chociażby ze względów historycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *