Die Antwoord – biedni, ale seksowni

die antwoordPodobno mieli odmówić Lady Gadze wspólnej trasy, podobno Marilyn Manson chce nagrać z nimi płytę – o Die Antwoord krążą już legendy, a połowa z nich napędzana jest przez samych muzyków. Dziś należą do panteonu muzycznych dziwaków. W weekend pojawią się wreszcie na dużym ekranie w filmie „Chappie”, a w lipcu zagrają w Gdyni na Open’erze.

W czerwcu 2008 roku Ninja (Watkin Tudor Jones) miał sen. W tym śnie dryfował w łodzi z kości przez morze pcheł i ropy. Nad nim unosił się księżyc w kształcie szczurzego, wściekłego oka. Zero światła, wiatru, do tego mężczyzna nie mógł się obudzić. Sen trwał tygodniami, aż wreszcie do zagłodzonego i spragnionego Ninja przyleciał gołąb z zapalniczką i kartką z napisem odpowiedź. Ninja złożył papier w samolocik, podpalił go i posłał na morze pełne ropy przy akompaniamencie wrzeszczących pcheł. Obudził się, poszedł do biblioteki, by szukać znaczenia słowa odpowiedź w słowniku afrikaans. Pośród półek dostrzegł Yo-Landi Vi$$er, ale wrócił do wertowania książek. Odpowiedź to w afrikaans die antwoord. Na tej samej stronie znalazł martwą pchłę – zjadł ją i zapytał Yo-Landi czy kiedykolwiek rapowała. Tak zespół przedstawił się na portalu „The Stranger”.

Mocny początek

Jones działa na południowo-afrykańskim rynku muzycznym od wielu lat. Przed Die Antwoord tworzył hip-hopowy Max Normal. Grupa ewoluowała i tak powstał MaxNormal.tv. Swoją muzykę grali na żywo, przebrani w trzyczęściowe garnitury. Watkin rapował, a jego osobista asystentka – Yolandi – tworzyła stylizowane na Powerpointa prezentacje ilustrujące jego teksty.

W 2002 roku przyszedł czas na kolejny projekt – The Constructus Corporation. Pod koniec roku pojawił się „Zikkurat”, czyli ponad 80-stronicowa, różowa książka zawierająca opowiadania stworzone przez Jonesa. Było to połączenie fantastyki i hip-hopu, przygody dwójki dzieci w wielkim świecie (centrum handlowym). Wszystko to uzupełnione ilustracjami i soundtrackiem w wykonaniu Watkina. Mimo swojej oryginalności projekt rozpadł się tuż po premierze płyty.

Die-AntwoordPięć lat musiało minąć, zanim na świat przyszło takie Die Antwoord, jakie dziś znamy. Jones przybrał pseudonim Ninja i jak wciąż powtarza w wywiadach: Ninja jest dla mnie tym, czym Superman dla Clarka Kenta. Dołączyła do niego znana już Yolandi (której prawdziwe nazwisko to Anri du Toit) oraz Dj Hi-Tek – znany głównie z tego, że posiada w domu komputer.

Styl abstrakcyjny

Ich twórczość zawsze przypisuje się do kontrkultury zef. Termin ten przyjął się w RPA w latach 70. XX wieku, kiedy to największą popularnością cieszył się Ford Zephyr. Był to symbol klasy robotniczej. Społeczeństwo wyniszczone apartheidem, boom na złoto – to wszystko odbija się w tym stylu. Sam termin „zef” tłumaczy się jako „powszechny”. Jesteś zef, kiedy jesteś biedny, ale fancy. Biedny, ale seksowny – określa styl Yolandi.

Z kontrowersją im do twarzy

Swój pierwszy album „$O$” udostępnili za darmo w Internecie. Krążek zrobił duże zamieszanie w sieci, a utwory takie jak „Rich Bitch”, „Wat Pomp” czy wreszcie „Enter the Ninja” zapewniły im globalny sukces. O Die Antwoord upomniała się Ameryka. Swój pierwszy międzynarodowy koncert zagrali na festiwalu Coachella w Kalifornii. Niedługo potem teledysk do „Enter the Ninja” zapewnił im wygraną w konkursie MySpace na najlepsze video.

Kolejną płytę nagrali już pod szyldem własnego wydawnictwa – Zef Recordz. Album „Ten$hion” z singlami „Fok Julle Naaiers”, „I Fink U Freeky”, „Baby’s on Fire” i „Fatty Boom Boom” podniosły temperaturę wokół zespołu. Cały świat zwariował na punkcie stukniętych muzyków z Kapsztadu. Muzyka to jedno, a prezencja członków zespołu to zupełnie inna sprawa. Obok Die Antwoord nie można przejść obojętnie i jeśli ktoś uważa Lady Gagę za szczyt stylizacyjnej abstrakcji, to nie widział Yolandi w swoim najlepszym wydaniu. Napisać „niebanalni” to wyważona dyplomacja. Amerykanie zachłysnęli się nowymi świrami na rynku i doszło do tego, że zespół wystąpił w reklamie Alexandra Wanga.

Dziennikarze lubią pytać o ich inspiracje i ulubionych artystów. Oboje przyznają, że podoba im się Justin Bieber. To słodki, mały chłopiec. Jest naprawdę fajny. Może kiedyś zostanie prawdziwym ninja, ale teraz nie jest wystarczająco brzydki – przyznają. Ninja ma nawet plan jego przemiany: Kazałbym mu naciąć swoją twarz jak wojownicy Zulu, potem niech zamieszka na 5 miesięcy w dziczy. Będziemy polować na hieny. Jeśli nie ucieknie, zabierzemy go na następny level.

Mistrzowie video

Każdy ich kolejny teledysk to hit Internetu. Jeden z ostatnich singli – „Ugly Boy” (z wydanej w 2014 r. płyty „Donker Mag”)rozszedł się w sieci jak świeże bułeczki. Na Youtube teledysk ma już ponad 16 milionów wyświetleń. To prawdziwa wisienka na torcie wśród video na koncie Die Antwoord. To też najbardziej „angielski” tekst. Jest mrocznie, efektownie i są gwiazdy. W teledysku migają m.in. Cara Delavigne, Dita von Teese i Marilyn Manson. Ten ostatni zaprosił nawet artystów do swojej posiadłości. Pojechaliśmy do niego do domu, a on nie chciał nas wypuścić. Zamknął drzwi na klucz. Dał nam do wypicia sporo absyntu – mówił, że tworzy własną markę, Mansynt – 66.6 procent alkoholu. Próbowaliśmy nagrać wspólnie piosenkę, ale byliśmy zbyt pijani – mówią w jednym z wywiadów.

W „Baby’s on Fire” Yolandi rapuje, że Neill Blomkamp zrobi ze mnie gwiazdę filmową – i stało się. Kto jak nie ten południowo-afrykański reżyser (znany z „Dystryktu 9”) miałby dać im szansę pojawienia się na kinowym ekranie? Yolandi i Ninja grają parę gangsterów, która porywa policyjnego robota i jego twórcę. Robot obdarzony sztuczną inteligencją ma być ich nową bronią. Koniecznie wybierzcie się do kina na „Chappie”!

fot. materiały promocyjne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *