Jelonek hasał w Kwadratowej

jelonek-6

Byłeś kiedyś na koncercie, na którym ,,śmierdzi siarą”, a wokalista śpiewa ,,szwedzkie kolędy”, które nie są kolędami? A może któryś z Twoich ulubionych muzyków był kiedyś Świętym Mikołajem, który wręczał fanom mielonkę tyrolską, paprykarz szczeciński i makaron? Tego wszystkiego byli świadkami Ci, którzy 14 grudnia wybrali się na koncert Jelonka do gdańskiego klubu Kwadratowa.

Michał Jelonek, jego kask z rogami i członkowie zespołu, pojawili się na scenie chwilę po godzinie 20:00. Już przy rytmach, pierwszej w kolejności, piosenki ,,Violmachine” w klubie rozpoczęło się pogo. Nad jednymi fanami falowali inni, a wszystko przy wspaniałym połączeniu skrzypiec i muzyki rockowo-metalowej.

Jelonek, mimo, że nie hasał za dużo po niewielkiej scenie klubu Kwadratowa, to porwał publiczność już na początku. Cały czas motywował wszystkich do zabawy, np. wielokrotnie mówiąc nazwę naszego miasta, a także co rusz sprawdzając, jak bawią się poszczególne części sali.

Artysta poprosił też fanów dwa razy, aby Ci.. się przytulili. Później założył ,,odjazdowy plecak”, z którego wydobywały się piękne, złote iskry, po których po chwili pozostał jedynie silny, drażniący zapach siarki. Potem był młynek, później śpiewanie ,,szwedzkiej kolędy” – ,,Mana mana” z Muppetów, a potem prawdziwej, polskiej – ,,Przybieżeli do Betlejem”.

jelonek-4W pewnym momencie Jelonek zniknął, a członkowie jego zespołu z teatralną gracją zastanawiali się, gdzie jest. Na scenie zamiast niego, pojawił się jednak Św. Mikołaj, który zaprosił na scenę dwóch fanów – dziewczynę i chłopaka. ,,Jestem Mikołajem i pytam Ciebie, jak masz na imię” zaczął mówić do Mariki, której zadaniem było powiedzieć wierszyk i zaśpiewać piosenkę. I mimo, że tego nie zrobiła, to i tak po siedzeniu u Mikołaja na kolanach i ,,kuligu”, otrzymała wyjątkowe prezenty: koszulkę z logiem Jelonka, paprykarz szczeciński, mielonkę tyrolską, zupkę chińską, czekoladę i kisiel. Po chwili Jelonkowy Mikołaj na scenie spotkał.. drugiego Mikołaja, który również dostał prezenty. Jeden z nich – makaron, postanowił podarować tym, mniej-szczęśliwym, którzy nie znaleźli się na scenie.

Zaraz szczęśliwie wrócił Jelonek, jednak.. dziwnym zbiegiem okoliczności, znalazł w swojej buzi małą ilość waty. Nie przeszkodziło mu to w wykonywaniu reszty utworów. W pewnym momencie zarządził: ,,Gdańsk, jedziemy w disco!”, po czym wszyscy hasali przy hicie zespołu Boney M – ,,Daddy Cool”.

Na scenie zabrzmiały kolejne kolędy, a potem ,,Sabre dance” (czyli Taniec z Szablami) i ,,Last Christmas”. Wężykiem, który stworzył Jelonek, po całej sali podróżowali i młodzi, i starzy. A potem wszyscy (łącznie z ochroniarzami i barmanem) kucali.

jelonek-18– Było mega. Wszystko mnie boli po tym całym pogo, ale było zajebiście – komentował jeden z fanów. – To jest coś fantastycznego. Nie lubię ani metalu, ani muzyki skrzypcowej, ale na koncercie Jelonka jestem trzeci raz. On jest fenomenalny – usłyszeliśmy od innego.

Chociaż muzyka grała tu pierwsze skrzypce, to jednak wiele wniosła charyzmatyczna postać Jelonka, który dał się poznać szerokiej publiczności grając w kultowym, heavy metalowym zespole Hunter. Jednocześnie współpraca z Orkiestrą Dni Naszych pokazała, że w sercu wyjątkowo głośno gra mu folkowa muzyka. Na koncie ma dwie studyjne płyty: „Jelonek” i „Revenge”, które na żywo porywają tłumy. Nie inaczej było w gdańskiej Kwadratowej.

Fot. Paweł Wroniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *