Urodzony na lądzie, wychowany na wodzie – wywiad z Jaśkiem Sadowskim

10687141_10204627041411450_7312702272397159043_n

Sezon surfingowy 2014 się zakończył, jednak ludzi z płetwami zamiast kończyn nie przeraża grudniowy chłód. Jasiek Sadowski – tegoroczny wicemistrz STAND UP PADDLE, założyciel firmy SUP ACADEMY oraz członek Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Surfingowego w rozmowie z CDN-em opowiada o swojej przygodzie z surfingiem, licznych podróżach i planach na nowy rok.

Jak zaczęła się twoja przygoda z surfingiem? 

Kiedy byłem zbuntowanym nastolatkiem, pojechaliśmy na wakacje w odwiedziny do wujka w Bretanii, we Francji. Akurat w tym czasie miałem też imieniny i rodzice z tej okazji kupili mi bodyboarda. Zaraz po tym zdarzeniu pojechaliśmy na plażę obok Douarnenez. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem tak duże fale i właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Wskoczyłem na deskę i dałem się porwać falom. To był ten krótki moment, zaraziłem się i obiecałem sobie, że jak dorosnę i zarobię pieniądze to nauczę się surfować tak na poważnie.

W którym momencie życia zrozumiałeś, że surfing zostanie twoim sposobem na zarabianie pieniędzy i stanie się nierozłączną częścią życia?

Surfing jest tylko jednym ze sposobów. Zrozumiałem to w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy w podróży na drugim końcu świata złapałem dystans i zrozumiałem, jak kruche i mało znaczące jest życie takiej mróweczki jak człowiek. Trzeba brać sprawy w swoje ręce i, jak ja to mówię, TB – Trzeba Walczyć.

SUP surfing, inaczej Stand Up Paddle, posiada coraz więcej możliwości i staje się coraz bardziej popularny wśród ludzi na całym świecie. W jaki sposób i kiedy spotkałeś się z SUP-em?

Z SUP-em spotkałem się kilka lat temu, kiedy surfowałem na spocie, bodajże w Portugalii. Widziałem jak goście łapali znacznie więcej fal i mogli znacznie szybciej pokonywać większe odległości, a na ich twarzach był nieustanny uśmiech. Początkowo troszkę to hejtowałem, jak prawilny Polak. Pewnego dnia sam spróbowałem i zrozumiałem, że nie należy oceniać z góry, póki się nie spróbuje. Jest zajawa i SUP ma szereg możliwości. Pływanie na Teneryfie z delfinami przekonało mnie totalnie do tego. Potem przyszły inne akweny i sprawdzenie, jak fajnym i kompleksowym treningiem jest wiosłowanie na stojąco czyli Stand Up Paddling.

10350415_827922697260307_8465270794134388691_nSurfing kojarzymy z ujeżdżaniem morskich bałwanów, z odwieczną walką z żywiołem. Dlaczego działasz w centrum Warszawy i zamieniasz morze na pływanie po naszej Wiśle?

Po pierwsze nie zamieniam, bo jak są fale to staram się jechać na Bałtyk i pływać na nich. Warszawa przede wszystkim jest miejscem magicznym, w którym miasto wokół rzeki po 40 latach odwrócenia się do niej tyłkiem ponownie nad nią wróciło. Rzeka znów jest czysta, mamy przepiękne plaże, nowe bulwary, mariny, klubokawiarnie, wakepark – tutaj właśnie podczas sezonu wszystko tętni życiem, a sama Wisła jest akwenem bardzo fajnym na uprawianie Stand Up Paddle i innych sportów wodnych. No i oczywiście trzeba podkreślić, że Urząd Miasta i instytucje działające nad Wisłą są otwarte i wspierają fajne inicjatywy. Odwiedzałem Dolny Śląsk, Kraków, Trójmiasto, Podlasie, Olsztyn, Rzeszów, Poznań, ale to Warszawa rozwija się najprężniej w tej materii.

Pływasz na windsurfingu, SUP-ie, ale masz za sobą również stricte surfingową przeszłość. Gdzie nauczyłeś się pływać na surfingu?

Na surfie pływam już zaawansowanie, ale ciągle uczę się czegoś nowego. Surfing to moja największa pasja, a pierwsze kroki stawiałem w Bretanii i w Wielkiej Brytanii, a potem na innych spotach w Europie.

Czy uprawianie „ekstremalnego” surfingu jest możliwe na polskim Bałtyku?

Najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co oznacza pojęcie „ekstremalny” surfing. Dla jednych to wielkość fali, dla drugich pływanie przy -27 °C, a jeszcze dla innych wejście w totalną kipiel i wykańczające prądy podczas Ksawerego. Natomiast wszystkie wyżej wymienione czynniki zdarzają się u nas, więc tak, uprawianie „ekstremalnego” surfingu jest możliwe na polskim Bałtyku.

Na pewno masz za sobą wiele podróży z deską u boku. Która z nich najbardziej zapadła Ci w pamięci i zdejmuje sen z powiek? No wiesz, jedna z takich historii, które opowiadasz swoim fankom.

W zasadzie żadna sytuacja na wodzie  nie zdejmuje mi snu z powiek. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni – grunt to się podnieść i wyciągnąć wnioski z kryzysowych sytuacji. Jednakże wszystkie przygody pamiętam i najciekawsza to ta w zimowym Maroku, kiedy to odważyłem się surfować na dużych falach, z nieproporcjonalnymi umiejętnościami do nich i po błędzie na fali się przewróciłem. Nie zdążyłem nabrać powietrza, siła fali zerwała mi deskę z leasha (linki przywiązywanej do kostki z deską – przyp. red.). Następnie wpadłem w tak zwaną „pralkę” (wpadnięcie w wir fali – przyp. red.), ostatecznie zakręciło mną, chwilę powalczyłem, a następnie straciłem resztki powietrza w płucach i byłem w ciemnej głębi nie widząc różnicy w dostępie światła z żadnej strony. Bez powietrza miałem bardzo małą wyporność. Unosiłem się na wodzie i traciłem resztki powietrza. Aż w końcu poklatkowy teaser życia przed oczami mi przeleciał i wtedy właśnie  zorientowałem się, że miałem zbyt zajebiste życie, by tak po prostu się utopić. Jestem pod wrażeniem ludzkiego organizmu, gdyż nagle wyostrzyły mi się zmysły i poczułem w wodzie zagęszczenie piasku unoszącego się w toni. Skierowałem tam nogi i po chwili mogłem odbić się od dna, po czym wypłynąłem na powierzchnię po drodze dławiąc się wodą i z falami zostałem wyrzucony na brzeg. Tam spędziłem kilkadziesiąt minut kaszląc i plując wodą oraz płacząc i śmiejąc się na przemian. Nagle podbiegli do mnie ludzie krzycząc, że widzieli moją deskę, ale nie mogli mnie znaleźć, po czym ułożyli mnie w bezpiecznej pozycji. Następnego dnia wstałem, zjadłem śniadanie i wróciłem surfować. Po prostu.

10834527_10204627078492377_1253325442_oW polskich realiach surf lifestyle nadal nie jest zbyt popularny, wręcz kojarzony ze snobistycznym hobby, które uprawiają „bogate banany”. Przełamujesz ten stereotyp, ale czy spotykasz na swej drodze więcej młodego narybku, który chce zaczerpnąć prawdziwej przygody niepodszywanej chęcią polansowania się na desce?

Jak ktoś lubi się polansować to jego sprawa. Mi to nie przeszkadza. Niestety młodych ludzi lubiących aktywne spędzanie wolnego czasu jest zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku. Cały czas jednak spotykam młodzież, która ostro ciśnie na deskach. No i dużo średniolatków się w to bawi.

Należysz do Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Surfingowego, regularnie startujesz w zawodach. Jakie nagrody masz już w dorobku?

Największe laury jeszcze przede mną. (śmiech) Wicemistrzostwo Polski  w SUP-ie na rzece, ale to nie jest w zasadzie sukces, bo przyjechałem tam po mistrza. Stawałem już na wszystkich miejscach na podium w Pucharze Polski w SUP-ie. No i jakieś tam puchary wójta, buziak od koleżanki, czy parę piw. (śmiech)

Ludzie wyobrażają sobie, że surfing istnieje tylko w sezonie letnim. Jak wygląda twoje członkostwo w Zachodniopomorskim Stowarzyszeniu Surfingu i treningi podczas sezonu zimowego?

Podczas sezonu zimowego jeździmy z Zachodniopomorskim Stowarzyszeniem Surfingu i chętnymi ludźmi na surfcampy w ciepłe miejsca. Oczywiście do tego dochodzi trening kompleksowy na siłowni i na basenie oraz okazyjne „padlowanie” na rzekach. Jeśli chodzi o surfing, to jak Bałtyk nie zamarznie, to cisnę cały rok. Trzeba mieć tylko odpowiedni strój i siłę woli.

Czy planujesz w przyszłości rozwinąć swoją firmę? Jaki masz pomysł na przyszłość i czy dalej będzie ona związana z SUP-em?

Tak, właśnie jestem na etapie przygotowywania nowego sezonu, ale planuję rozwój firmy i rozszerzenie jej o inne sporty deskowe, ciekawe usługi i pomysły dla klientów. Jestem na etapie przygotowania nowego sezonu w SUP Academy Poland.

Czy stereotyp surfera­ wolnego ducha, który nie może się opędzić od tabunów pięknych dziewcząt jest prawdziwy? Czy możesz się określić stereotypowym surferem­-lekkoduchem?

Nie powiem, bo jestem bardzo wstydliwy. (śmiech)

Organizujesz różnego rodzaju surf tripy. Jak wygląda przykładowy obóz?

Jedziemy, integrujemy się, pływamy i szkolimy. Jeszcze więcej pływamy i szkolimy, zapewniamy sobie rozrywkę i aktywność 24h na dobę, po czym wracamy z bananem na twarzy. Wzbogaceni o umiejętności, wspomnienia i nowe znajomości.

Niedawno wróciłeś z Teneryfy. Jak wspominasz ten wyjazd?

Zapraszam na facebook’owy profil Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Surfingu. Tam znajdziecie pełną relację.

Jakie podróże planujesz w najbliższej przyszłości?

Na pewno Bałtyk zimową porą. W dniach 28 stycznia-4 lutego 2015 ponownie Teneryfa. A co dalej, czas pokaże.

fot. Jasiek Sadowski / materiały promocyjne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *