Nowy Closterkeller będzie jak magma – wywiad z Anją Orthodox

Pierwsza dama polskiego metalu, która wraz z Closterkellerem wprowadziła gotyk na krajową scenę. Królowa mrocznego, romantycznego świata i wulkan pozytywnej energii o pięknym głosie. W rozmowie z CDN-em Anja Orthodox opowiada o ostatnich zmianach w zespole, planach na solową płytę i swoich pozamuzycznych pasjach.

Closterkeller przeszedł ostatnio spore zmiany w składzie. Odszedł basista (Krzysztof Najman) i gitarzysta (Mariusz Kumala). Jak nowe nabytki odnajdują się w zespole?

Olek Gruszka radzi sobie świetnie. Ja nawet nie muszę słuchać co on gra, bo znamy się już parę ładnych lat. To bardzo dobry, zawodowy muzyk. Oczywiście, gra inaczej niż poprzedni basista, ale wiadomo przecież, że każdy ma swój określony styl. Olek jest niezawodny. Więcej uwagi poświęcam Zuzie Jaśkowiak. Uważam, że drzemie w niej ogromny potencjał. Najważniejsze w Closterkellerze jest tworzenie i właśnie dlatego przyjęłam ją do zespołu. Postanowiłam, że przymknę oko na jej ewentualne niedociągnięcia, a skupię się na tym, że obie nadajemy na tych samych twórczych falach i świetnie dogadujemy się muzycznie.

Zuza jest pierwszą dodatkową kobietą w Closterkeller, prawda?

Tak, to się nam zdarzyło pierwszy raz. Rozłożyliśmy tym ludzi na łopatki. Od razu spieszę dementować ewentualne plotki – nie był to żaden komercyjny ruch. Nie wzięłabym jej do zespołu tylko dlatego, że jest dziewczyną. Od kiedy poznałyśmy się dwa lata temu, od razu poczułam do niej taką muzyczno-artystyczną sympatię. Wręcz ją pokochałam, bo poza tym to rzeczywiście przeurocza osoba. Nie znam drugiej tak dobrej typowo rockowej gitarzystki, może oprócz Kaśki z Catharsis, która gra deathmetal jak szalona. Inne pewnie też gdzieś są, ale na tym polu dziewczyny mają przechlapane, bo branża jest zdominowana przez facetów, i to facetów z jajami, którzy nieczęsto chcą zobaczyć w kobiecie równorzędnego muzyka. Na szczęście u nas Olek, Michał i Robert, gdy poprosiłam, żeby ją przesłuchali, powiedzieli, że spodobała im się, a nawet się ucieszyli, że do nas dołączy.

Nowi członkowie dołączyli do zespołu kończąc ciężki dla Clostekellera czas. Gdy byłaś w Gdańsku w listopadzie nic nie zapowiadało tego kryzysu. Źle działo się już wcześniej czy to była natychmiastowa zmiana?

Wiedziałam już wtedy, że to się rozwali, ale nie chciałam o tym mówić. Czekałam spokojnie aż wszystko pieprznie. Pojawiły się bardzo poważne nieporozumienia na gruncie prywatnym i na gruncie muzycznym. Atmosfera w zespole była tak fatalna, że pod koniec trasy już wiedziałam, że dalej już się tak nie da. Już w październiku podczas rozmowy z szefami wytwórni powiedziałam z żalem, że póki co nie będzie nowej płyty, bo ten skład rozpadnie się do końca roku. Dlaczego tak się stało? Mówiąc najkrócej, Krzysiek i Mariusz bardzo źle mnie traktowali. Najpierw przymykałam na to oczy, starałam się łagodzić. Z czasem poczuli się jednak bezkarni. Pozwoliłam im się rozbujać, a w końcu nie złapałam huśtawki. W pewnym momencie przekroczyli granice, ale ostatecznie z zespołu odeszli sami.

Czy to oznacza także zerwanie prywatnych kontaktów?

Z Krzyśkiem Najmanem kontaktu nie mam. Z Mariuszem, ponieważ jest to mój mąż, owszem, mam. Tutaj nałożyło się jeszcze pogorszenie stosunków w naszym małżeństwie i przyznaję, że to ja nabroiłam. Ale uważam, że jeśli ludzie się kochają, to potrafią sobie wybaczać. Bo miłość to zrozumienie i wybaczanie. Niestety, ja tego nie doznałam.

Podziwiam cię, że mimo tego wszystkiego, co na ciebie spadło, jesteś nadal silna i z taką energią ciągniesz zespół dalej i jeszcze bardziej go rozwijasz.

Dlaczego miałabym go nie ciągnąć? To moje dziecko, a dziecka się nie zostawia tylko dlatego, że tatuś się ewakuował. Mam energię ponieważ postanowiłam sobie, że nie pozwolę rozpierniczyć zespołu. Takie historie Closterkeller przechodził nie raz i sądzono, że nie dam sobie rady. Przecież baba w rocku to druga kategoria. Powiedziałam wtedy – o nie, dawałam sobie wtedy radę, dam i teraz, bogatsza o kolejne doświadczenia. Wzięłam się do pracy. Zaprosiłam Zuzę i Olka i jeszcze zagraliśmy koncerty przed Fields Of The Nephilim. Nie przeszło to bez echa, ale z racji, że panowie odeszli z zespołu, ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać. Poza tym, zabieram się za moją solową płytę, którą mam nadzieję wydać przed wakacjami.

Jaka będzie ta płyta?

Chcemy się trochę odsunąć od klimatu Clostera. Przede wszystkim chciałabym wykorzystać moje niewydane utwory jeszcze z 2000 roku. Są bardzo ładne, klimatyczne, ale jeszcze nie chciałabym mówić za wiele o tym albumie.

Wiosenna trasa, jak rozumiem służy temu, by zespół się dotarł. Co dalej?

Zgadza się. Zawsze przyjmowałam tę taktykę, że dawałam zespołowi czas na okrzepnięcie. Ostatnio poświęciłam na to dwa lata, zanim z nowymi muzykami wydaliśmy płytę, a skończyło się jak skończyło. Tym razem nie mam zamiaru tracić czasu. Wymyśliłam więc, że po tej trasie najlepiej będziemy się zgrywać tworząc nowy materiał. A jaki on będzie? Dzięki temu, że tak dobrze dogadujemy się z Zuzą, to wyobrażam sobie go jako potężną, ciężką, wylewającą się po zboczach wulkanu lawę. Taką czerniejącą, ale w środku gorącą, bezlitosną, straszliwą magmę.

Ostatnio dzięki książce „Beksińscy. Portret podwójny” znów zrobiło się o tej rodzinie głośno. Nie umiem się powstrzymać, żeby nie zapytać. Co sądzisz o tej książce?

Bardzo fajna książka, genialnie napisana. Prawdę mówiąc, to ja mam już alergię, kiedy pytają mnie o Beksińskiego, głównie Tomasza. Nie chcę już o tym opowiadać, bo ile można? To był mój najbliższy, najlepszy przyjaciel i nie mam ochoty o nim opowiadać, bo mam poczucie żerowania na tym temacie. Natomiast autorkę tej książki, Magdę Grzebałkowską, poznałam już wcześniej. Robiła ze mną wywiad do „Wysokich Obcasów” i pokochałam tę kobietę za jej przeuroczą, rockandrollową osobowość i piękne pisanie. I dlatego, gdy poprosiła mnie o rozmowę z zaznaczeniem, że pisze tę książkę, to w ramach wielkiego wyjątku się zgodziłam. Bo wiedziałam, że wszystko, co wyjdzie spod jej pióra będzie dobre. I się nie zawiodłam. Książka jest pasjonująca. Jest napisana pięknie, z wyczuciem. Wszyscy moi znajomi byli pod wrażeniem. Wystawiam jej spokojnie 9,5/10.

Widzę, że masz koszulkę Obscure Sphinx. Czy prócz nich zauważasz jakieś inne młode, ciężkie zespoły na polskiej scenie, które są warte uwagi?

Mój przyjaciel Yony gra w tym zespole. Odkryłam kapelę przypadkiem, kiedy przy którejś rozmowie przyznał mi się, że to jego band. Postanowiłam ich sprawdzić. Za pierwszym razem myślałam, że się pomyliłam i słucham jakiejś amerykańskiej gwiazdy, ale potem okazało się, że to jednak oni. Posłuchałam ich wokalistki i muszę przyznać, łeb urywa. Popędziłam więc do niego, kupiłam płytę, koszulkę, no i teraz mogę się chwalić, że ich znam. Poza tym, gra on w innym, zajebistym zespole Licorea. Często spotykamy różne fajne kapele, a jeśli są w klimacie zbliżonym do naszego, to zapraszam ich na support. Tak robimy np. ze Splendorem, z którym mamy wspólną salę prób. Są totalnie odjechani, ale przesympatyczni i świetnie grają. No i w perkusji widać kobiecą rękę. Kasia nawet pałki ma kolorowe, świecące albo z brokatem. Odlot.

Jeśli o znajomych mowa, to niedawno zaskoczyło mnie, że w zespole Venflon gra twój syn, Adam Najman.

Tak, jest w nim bębniarzem. Zdarzyło mi się nawet być kiedyś na ich koncercie z dziewczyną mojego syna, Desdemoną, w klubie pod Warszawą. Jakaś grupka młodych zastanawiała się, kto tak świetnie gra na bębnach, więc wtrąciłam się i przyznałam, że to mój syn. Chyba mnie nie poznali, ale i tak się zdziwili, że jakaś baba chodzi na koncerty syna. Takich czasów się doczekałam, że się mogę dzieckiem przechwalać. Bo muszę powiedzieć z dumą, że mój syn jest piekielnie zdolnym, urodzonym muzykiem. Na bębnach gra. Talent kompozytorski ma. Na gitarze nauczył się grać od niechcenia. Na basie brzdąka. Ja mu pokazałam jak się obsługuje kilka programów do nagrywania dźwięku. Do tego ma fajny niski głos. Na pewno wziął po mnie i po Krzyśku to, co najlepsze. Na płytę „Bordeaux” przygotowywał z chłopakami bębny, a ostatnio skomponował utwór dla mnie, który na pewno znajdzie się na nowej płycie Closterkellera. O, i właśnie takim synem mogę się przechwalać.

Zastanawiałam się, czy prócz muzyki i pasji do komputerów jest jakieś inne zajęcie, któremu mogłabyś się poświęcić?

Rzeczywiście, kompami się pasjonuję. Ale tak właściwie to miałam być genetykiem i pod tym kątem kończyłam studia. Kończyłam zootechnikę, no i właśnie w genetyce się specjalizowałam, i do tego mnie jeszcze czasami ciągnie. Przy dzisiejszym postępie nauki, byłoby pięknie w tym zawodzie pracować, w tym bym się spełniła. W ogóle jestem wszechstronna. Zazdroszczę paniom w żłobku. Chciałabym pracować z dzidziusiami albo przedszkolakami. Uwielbiam zajmować się małymi dziećmi. Bo wbrew pozorom bardzo kocham dzieci, ot taka jestem dzieciolubna.

fot. Magda Wisińska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *