Hollywoodzkie niebo

niebo istnieje naprawdę - film

Randall Wallace podjął się sfilmowania światowego bestsellera. Na swój cel wybrał „Niebo istnieje… naprawdę!”. Jest to historia chłopca, który odwiedził Niebo…

Akcja rozgrywa się w miasteczku Imperial w Stanach Zjednoczonych. To tu pewnego dnia, niespełna czteroletni Colton Burpo (Conor Corum) musiał przejść niebezpieczną operację trzustki. Kilka godzin po zabiegu chłopiec wyzdrowiał. Lekarze całą sytuację opisywali jako cud. Po kilku miesiącach, całkiem przypadkiem, Colton oznajmił rodzicom, że podczas pobytu w szpitalu śpiewały mu anioły. Od tej pory jego ojciec – pastor, Todd Burpo (Greg Kinnear), wypytuje syna co jeszcze działo się w szpitalu. Najbardziej zaskakującą odpowiedzią jest to, że Colton podczas narkozy poszedł do Nieba i wrócił na ziemię.

Całą prawdziwą historię opisał Todd Burpo oraz Lynn Vincent w książce o tym samym tytule. Dla kogoś kto nie zna książki, niektóre wydarzenia przedstawione w filmie mogą wydawać się nielogiczne. Film skupia się bardziej na opisie przeżyć ojca. Sprawa podróży chłopca do Nieba jest jedynie dodatkiem.

Ekranizacji pokazuje, że rodzina, w której ojciec jest pastorem, może być całkiem normalna. Przedstawia też siłę małej wspólnoty parafialnej, w której wszyscy się znają i wzajemnie wspierają. Przede wszystkim uświadamia widzom jak to jest z wiarą w Niebo, które wydaje się bardzo odległe, obce i zapomniane.

Greg Kinnear (przed laty był nominowany do Oscara za rolę w „Lepiej być nie może”) świetnie sprawdził się w roli ojca. Waha się między wiarą w słowa syna, a rozsądkiem, który podpowiada, że cała historia to ułuda. Młodziutki Conor Corum wiarygodnie odtwarza postać Coltona. Trzeba pamiętać, że to jego pierwsza rola. Szczerość, pewność i niewinność, która płynie z chłopca sprawia, że oglądający od razu wierzy w każde jego słowo.

Reżyser, Randall Wallace (znany przede wszystkim z „Braveheart – Waleczne serce”) stworzył naprawdę bardzo ładny obrazek amerykańskiego miasteczka, w którym dochodzi do sensacji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie książka. Po przeczytaniu tego bestsellera, rozczarowujące może być zakończenie. Wydźwięk obu dzieł jest inny. Kolejna ekranizacja książki ze światłym przesłaniem okazała się ładnym i hollywoodzkim obrazkiem, do którego nie można by się przyczepić, gdyby nie opisana w książce prawdziwa historia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *