Świat zamknięty w piosenkach

karenW czwartek, 10 kwietnia B90 opanowała muzyka pełna wdzięku. Można było odnieść wrażenie, że przeniosło się do innego, magicznego świata. Ten pełen dobrej energii koncert zapewnili Mademoiselle Karen i Peter J. Birch.

Supportować gwiazdę wieczoru nie jest łatwo. Trzeba stawić czoło zbierającej się dopiero publiczności, a do tego wprowadzić ją w dobry nastrój. Peter J. Birch poradził sobie z tym jednak po mistrzowsku. Nie potrzebował żadnego show – wystarczyły tylko jego gitara i harmonijka i głos – głęboki, niski, przyprawiający o ciarki. Piotrek Brzeziński, bo tak się nazywa, czarował wokalem o niemałej skali. Z uśmiechem opowiadał o przygodach, jakie miał zanim dotarł do klubu. – Nie mogłem tu trafić, pytałem robotników i gości w dresach, ale udało się dotrzeć i zagrać koncert. Podczas jego występu widziało i słyszało się w klubie nikogo poza nim. Serca publiczności podbił swoim spojrzeniem na amerykański folk.

Chwilę później, niepostrzeżenie pojawiła się na scenie Karen ze swoim zespołem. Trzeba zaznaczyć, że muzycy grający na co dzień z Czesławem Mozilem są doskonali technicznie, widać i słychać u nich pełne zawodostwo. Nie brakuje u nich też radości grania i poczucia humoru, szczególnie w chórkach, jakie robili Karen Martin Bennebo, Hans Find Møller i Troels Sejr Drasbeck. Podczas koncertu nie brakowało momentów lirycznych, nastrojowych, ale i tych z gitarowym pazurem, a nawet mocno tanecznych kawałków.

Karen Duelund Guastavino z właściwym sobie urokiem porozumiewała się z publicznością raz po angielsku, raz po polsku. Mimo, że chwilami trudno było ją zrozumieć, to należy jej się szacunek za to, że jako rodowita Dunka próbuje rozmawiać w naszym języku. Koncert obfitował w przeplatane piosenki z albumów „Attention!” i „Comme Les Garçons”. Te z poprzedniej płyty, jak np. „Madame Lente & Monsieur Rapide”, czy „Ouaf, Ouaf” zostały odświeżone nowymi aranżacjami. Nowe piosenki pokazały, że Karen się rozwija i jest coraz lepsza w tym, co robi. Na uwagę zasługują szczególnie liryczna „Perdue” czy przepełniona rozkowym zacięciem „Fischerman”. Największą sympatię publiczności zdobyły oczywiście polskie piosenki, czyli znany i lubiany „Kochany, Kochany” i uroczy „Tulipan”. Fani nie dali zespołowi zejść bez bisu, a dokładniej, bez finałowego zagrania „To ja, kobieta”. Karen nie ukrywała radości występowania w Gdańsku i podsumowała krótko – Jesteście cudowną publicznością, wieczór z wami był fantastyczny.

Z pewnością, każdy, kto był na tym kameralnym koncercie, wychodził z uśmiechem na twarzy. W końcu wieczór z polsko-angielsko-francuską piosenką nie zdarza się codziennie.

Fot. Marcin Pawlikowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *