Światło w chłodnym domu. O 6. sezonie „Kulawych Koni”
9 min przeczytania
grafika: Maxi Niechciał / plakat: materiały prasowe Apple TV
Niespodziewane zgony byłych pracowników zaburzają niezmącony spokój w zadymionym sanktuarium Jacksona Lamba. Szpiedzy ze Slough House, choć brakuje im kompetencji, wiedzą, że to nie może być zbieg okoliczności. Szefowa MI5 rozpoczęła nową, niebezpieczną grę – ale dlaczego zabójcy ścigają agentów z peryferii służb? Kulawe konie powracają w 6. sezonie, pełnym intryg, adrenaliny i nieoczekiwanych powrotów.
Każdy dobry szpieg strzeże swoich informacji… ale jesteśmy w Slough House. Tekst zawiera spoilery do 6. sezonu Kulawych koni oraz książek Joe Country i Slough House Micka Herrona.
Choć tytuł sugerowałby przeciwnie, Kulawe konie galopują zaskakująco szybko pośród serialowych premier. 6 sezon, którego pierwszy odcinek ukazał się na platformie Apple TV 16 września, możemy oglądać zaledwie 4 lata od debiutu serialu. Więcej o wyjątkowej jak na współczesną telewizję strategii realizacji Kulawych koni przeczytacie w Opiniowtorku o wcześniejszych sezonach.
Najnowsza odsłona przyniosła kilka kluczowych zmian w pionie twórców. Ze względu na konflikty terminowe twórca serialu, Will Smith, opuścił posadę showrunnera po pięciu sezonach. Na czas realizacji 6. sezonu rolę głównego scenarzysty przejęła po nim Gaby Chiappe, natomiast sezony 7 i 8 napisał Ben Vanstone. Zmiany w writers’ room skutkowały również niespodziewaną decyzją, by nowy sezon był adaptacją dwóch książek. Poprzednio każdy sezon czerpał z kolejnej książki w serii Slough House autorstwa Micka Herrona, tym razem natomiast scenarzyści postanowili połączyć wątki z tomów 6. i 7. – Joe Country oraz Slough House. Czy ta zmiana obroniła się na przestrzeni odcinków?
Konie na celowniku

Agenci ze Slough House, oddziału MI5 dla zdegradowanych nieudaczników, odkrywają, że zniknęli ze wszystkich rejestrów służb. Jakby brak informacji o skreśleniu z listy płac nie był wystarczającym problemem, dwójka byłych Koni ginie w podejrzanych okolicznościach. Jackson Lamb (Sir Gary Oldman) i jego zespół muszą odkryć, kto i dlaczego ich ściga, oraz na ile zaangażowana jest w to Diana Taverner (Dame Kristin Scott Thomas), nowe Pierwsze Biurko MI5. Zresztą Lady Di, która w końcu zdobyła wyczekiwaną posadę, nie jest w najlepszej pozycji – ma na karku Komisję Nadzoru, podczas gdy zawarte potajemnie układy okazują się bardziej skomplikowane niż myślała. Szefowa Służb Bezpieczeństwa rozkłada nową planszę, na której pionkami staną się – ponownie – najmniej niezbędni agenci. Lecz co robić, jeśli stawka jest znacznie większa, a grając Taverner ryzykuje własne dobre imię? Czy Lamb zdoła powstrzymać bieg wydarzeń nim zginą kolejne Konie?
Sezon 6 po raz kolejny podnosi stawkę zagrożeń czyhających na Lamba i jego Kulawe konie. Pośród świstu kul i knowań na wyższych stanowiskach, agenci przechodzą także przez prywatne tragedie, a przeszłość okazuje się być im bliższa niż kiedykolwiek, wplątując w wir niebezpieczeństw niegdyś znane twarze.
Agencie, wycofaj się póki możesz. Tekst poniżej zawiera spoilery do 6. sezonu Kulawych koni.
Pożegnania i powroty
Nim widmo zagrożenia stanie się w pełni realne, River Cartwright (Jack Lowden) musi zmierzyć się z czymś o wiele bardziej personalnym. Pierwszy odcinek jest pożegnaniem jego dziadka, Davida Cartwrighta (Sir Jonathan Pryce), legendy wywiadu, a jednocześnie jedynej bliskiej Riverowi osoby. Ich relacja od początku serialu była czymś, co kształtowało Rivera – w końcu to dziadek zaszczepił w nim marzenie o karierze w służbach – i choć desperacko próbuje zepchnąć emocje na drugi plan, widzimy, jak bardzo jest zagubiony i samotny w obliczu straty.

Pogrzeb Cartwrighta Seniora, mimo najszczerszej woli Rivera, nie może jednak przebiec spokojnie. W małym kościele zbiera się wielu przedstawicieli Służb, a także kilka niespodziewanych twarzy – choćby Peter Judd (Samuel West), który bardziej niż opłakiwać zmarłego, przyszedł z intencją zamienienia kilku słów z Dianą Taverner. Wychodząc z kościoła, River spostrzega jednak ostatnią osobę, której się tam spodziewał – swojego ojca, Franka Harknessa (Hugo Weaving). Jego obecność staje się katalizatorem historii, a pamiętając wydarzenia z 4. sezonu, szybko orientujemy się, że ciała dopiero zaczną upadać.
Na marginesie, podczas przemowy Rivera wprawne oko dostrzeże wśród zebranych, obok szefowej MI5, samego Micka Herrona, autora Kulawych koni.
Harkness nie jest jednak jedyną twarzą z przeszłości, która staje przed Cartwrightem. Zamiast oczekiwanego telefonu od matki, która znów zniknęła bez słowa, otrzymuje kilka głuchych połączeń. Gdy Roddy Ho (Christopher Chung) lokalizuje dzwoniącego w domu jego dziadka, River podejrzewa, że to okrutny żart Harknessa i niezwłocznie jedzie na miejsce. Zastaje tam jednak kogoś, kogo od dawna uważał za zmarłego – Sid Baker (Olivia Cooke).
„Nie chcę, żebyś to kiedykolwiek znów była ty”

Dla widzów, którzy nie czytali 7. tomu serii, Slough House, powrót Sid może być niemałym zaskoczeniem. Tak samo zresztą jak dla Rivera, choć jeszcze w 1. sezonie razem z Ho odkryli, że jej akta zostały wymazane z bazy, zamiast oznaczone czerwoną pieczęcią „zmarły”, co nie musiało być synonimiczne. Ponowne spotkanie bohaterów jest zatem, jak na Kulawe konie przystało, niezręczne; pełne niewypowiedzianych słów i nienazwanych myśli. Sid i River nie mają jednak czasu na rozmowy o minionym czasie przy herbacie. Do drzwi puka dwójka ludzi, przed którymi uciekła Sid – ta sama dwójka, która wcześniej zabiła Struana Loya (Paul Higgins) i Kay White.
Wątek Rivera i Sid jest prawdopodobnie najciekawszym, albo co najmniej jednym z, w całym sezonie. Relacja między nimi w końcu ma szansę wybrzmieć, a wręcz się rozwinąć. Choć w żadnym wypadku nie są tymi samymi osobami, których przekomarzanie pamiętamy z pierwszych odcinków serialu, dialogi między nimi iskrzą równie dobrze, tym razem w parze z dłuższymi spojrzeniami i skrywanymi uśmiechami. To w głównej mierze zasługa Olivii Cooke, Jacka Lowdena i ich charyzmy oraz komediowego wyczucia, sprawiających, że wyczekuje się ich kolejnych wspólnych scen. Także im zawdzięczamy pocałunek z 5. odcinka – jak w jednym z wywiadów przyznała Gaby Chiappe, była to improwizacja aktorów.
Pozdrowienia z Rosji
Wspomniane knowania Taverner i Judda ponownie okazały się znacznie niebezpieczniejsze dla szefowej Służb niż pierwotnie zakładała. W tym sezonie mamy do czynienia z bodaj najbardziej złożoną intrygą od początku Kulawych koni, która okazuje się festiwalem porażek Lady Di. Poszukując zewnętrznych funduszy do wsparcia ograniczonego budżetu MI5, związała swój los z Damienem Cantorem (Harry Lloyd), prawicowym magnatem medialnym, którego ambicje wykraczały ponad osobiste podziękowania. Udzielenie wywiadu dla kanału telewizyjnego Cantora stało się być może największym błędem w karierze Diany Taverner, i wydaje mi się, że jego echo jeszcze w pełni nie wybrzmiało.

Zresztą to nie jedyna wątpliwa decyzja Taverner przybliżona w tym sezonie. Jej plan zlecenia zabójstwa w Kazaniu i wykorzystania do tego nazwiska Sid Baker wplątał rehabilitowaną agentkę w ciąg wydarzeń, który nie mógł skończyć się dla niej dobrze, gdyby nie zwróciła się po pomoc do Rivera. A także gdyby Jackson Lamb nie znalazł rozwiązania – błyskotliwego, jak na szefa Slough House przystało, i wykonanego z akompaniamentem SOS Abby.
Na przestrzeni tego sezonu można było momentami mieć wrażenie, że Lamb zszedł bardziej na drugi plan. Jednak, jak zazwyczaj, to on miał najlepszy ogląd sytuacji i najszybciej rozumiał, co właściwie się dzieje. Lamb konfrontuje Taverner i wypomina jej układy ryzykujące życie jego ludzi, finalnie znajdując sposób, by uratować skórę jej i swoich ludzi, a przy okazji pozbyć się z planszy próbującego układać się z Rosjanami Cantora. Przynajmniej na moment ten plan zadziałał…
Nieodbyte rozmowy, niewypowiedziane zarzuty
Jak zatem 6. sezon Kulawych koni wypada jako adaptacja dwóch tomów serii Micka Herrona? Autor przyzwyczaił nas do skomplikowanych intryg i na pierwszy rzut oka, szczególnie znając treść Joe Country i Slough House, pomysł przeniesienia na scenariusze obu tytułów wydaje się co najmniej karkołomny. Gaby Chiappe i zespół scenarzystów tworzą jednak własną intrygę, która w perspektywie całego sezonu zaskakująco dobrze się broni. W głównej mierze opierają się na drugim z tytułów, czerpiąc z Joe Country niektóre wątki, chociażby obecność Franka Harknessa. Ciekawe śledzi się kolejne odcinki poszukując elementów z książek, które zostały wykorzystane, a finalnie także fani prozy Herrona mogą momentami być zaskoczeni.

Takie podejście do materiału źródłowego, a także mnogość wątków i postaci, ma jednak swoje konsekwencje. Bodaj największy zarzut jaki mam do tego sezonu odnosi się do pierwszego odcinka i pierwszej konfrontacji Lamba i Taverner. Gdy ten wypomina Lady Di brak informacji o zgonie jego byłego pracownika, ta, w obecności Catherine Standish (Saskia Reeves) wspomina morderstwo Charlesa Partnera. Standish nie wiedziała jeszcze, że to Lamb, z którym pracuje od lat, zamordował jej byłego szefa. Choć to niezwykle istotna scena, po której można życzyć Taverner najgorszego, i która ma doprowadzić do jednej z najważniejszych i najtrudniejszych rozmów w serialu… finalnie nie ma większego wydźwięku. Temat wraca jedynie w jednej scenie, gdzie Standish, alkoholiczka, idzie do sklepu z winem, po czym niechętnie wsiada do samochodu z Lambem. Mam nadzieję, że ta rozmowa czeka Lamba i Standish w kolejnym sezonie – bo jak można byłoby zostawić bez przepracowania fakt, że jej obecny szef zastrzelił poprzedniego?
Wciąż w galopie, choć kulawe
Odkładając na bok podłoże książkowe, 6. sezon Kulawych koni jest niezwykle angażujący i zdecydowanie dorasta do poziomu poprzedników. Oferuje złożoną historię i elementy zarówno dramatyczne, jak i komediowe. Przede wszystkim, Kulawe konie wciąż bawią się szpiegowską konwencją i nie tracą rezonu nawet po sześciu sezonach. To serial wybitnie zagrany i dobrze oraz konsekwentnie prowadzony, który niezmiennie pozostaje jednym z najciekawszych wciąż rozwijanych tytułów.
Wszystkie 6 sezonów Kulawych koni (org. Slow Horses) dostępne jest w serwisie Apple TV.
Rocznik '05. Studentka Wiedzy o Filmie i Kulturze Audiowizualnej. Uwielbia kino – różnorakie, w dużej ilości, lepszej i gorszej jakości. Równie wysoko ceni sobie muzykę i literaturę, a czasem zdarza się jej pisać o którymś z tych trzech. Entuzjastka koncertów, podróży, dobrej herbaty, kolekcjonowania plakatów i płyt, kultury Szkocji i „Kulawych Koni”.

