27/09/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Ile kosztuje wolność? „Pojedynek” Łukasza Palkowskiego

5 min przeczytania

fot. Jarosław Sosiński, materiały prasowe FPFF.

Łukasz Palkowski, nagrodzony Złotymi Lwami za film Bogowie w 2014 roku, powraca na Festiwal Polskich Filmów Fabularnych z nową produkcją. Pojedynek, bo o nim mowa, znalazł się w Konkursie Głównym. Przedstawia on dobrze znane polskim widzom wydarzenia z przeszłości naszego kraju – odnosi się bowiem do zbrodni katyńskiej, ukazując chwile, które bezpośrednio ją poprzedzały.

Całość zaczyna się od trzęsienia ziemi – obserwujemy rozłożonych w lesie wojskowych, nad którymi nagle pojawiają się samoloty. Dzieje się to niedługo po dołączeniu się Rosji do inwazji na Polskę. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nalot przeżywa Karol Grabowski (w tej roli Jakub Gierszał). Trafia on, jako jeniec, do rosyjskiej niewoli. I tu zaczyna dziać się tytułowy pojedynek. Major Wasilij Zarubin (Aidan Gillen) ma w planach złamać opór Polaków. Obiecuje im bogactwo, podróże oraz pozorną wolność, jeśli tylko zaakceptują nowy porządek świata. Szczególnie kusi on Karola, zwycięzcę Konkursu Chopinowskiego, przyrzekając mu, że wystarczy jego jeden podpis, by największe koncertowe hale wypełniały się właśnie dla niego (warto dodać, że jest to postać fikcyjna, stworzona na potrzeby produkcji). Dalej dowiadujemy się, że właściwie każdy z wojskowych otrzymał propozycję współpracy. Część, jako znani naukowcy mogła pracować nad rozszczepieniem atomu, inni jako pisarze mieli dostać szansę na wstąpienie do Związku Literatów i otrzymanie mieszkania w Moskwie…

Zanim nadejdzie tragedia

Film ma jedną nadrzędną zaletę – pokazuje dobrze znane wydarzenia historyczne z takiej perspektywy, jakiej w polskim kinie zdaje się brakować. Bardziej niż na mechanizmach politycznych, Palkowski skupia się na wojskowych, którzy znaleźli się w niewoli. Z paroma z nich widz zdąży się – mniej lub bardziej – zaprzyjaźnić w trakcie filmu, co tylko podbija końcową grozę.

Pojedynek czerpie również bogato z odwołań kulturowych. Główny bohater, z którego zdecydowano się stworzyć uzdolnionego muzyka, przywołuje błyskawicznie na myśl Pianistę Romana Polańskiego. To jednak niejedyne, co wprawne oko widza może zauważyć. Twórcy puszczają oko do widowni, przenosząc tunel rodem ze Skazanych na Shawshank do polskich realiów wojennych.

Co paradoksalne, nie da się nie zaśmiać w trakcie seansu. Pomimo powagi sytuacji, wojskowi docinają sobie i często żartują. Niekiedy powodów do śmiechu dostarczają konkretne sytuacyjne, chociażby  sceny z synem Zarubina (gra go genialny w tej roli Hryhorii Horobchuk) i jego pieszczotliwie nazwanym – zgodnie z sugestią Polaków – psem Sralinkiem.

Saszka, syn Zarubina (Hryhorii Horobchuk)/fot. Jarosław Sosiński, materiały prasowe FPFF.

Stereotyp zamiast niejednoznaczności

Niekiedy wyczuwalne są jednak pewne skróty. Głównym problemem w odbiorze zdają się być dość stereotypowe narracje. Za każdym razem, kiedy Zarubin mówi o tym, że nie rozumie tego narodu, który nawet dla bogactwa, sławy, czy wolności nie pójdzie na współpracę, utrwala się jedynie mit naszych rodaków, jako może i upartych, ale za to dumnych oraz honorowych. Cierpi na to zresztą sporo filmów historycznych, idąc na łatwiznę, by nie silić się na szersze spojrzenie. Działa to również nieco w drugą stronę, choć sam Zarubin wyłamuje się raczej z tego, jak postrzegani są Rosjanie – polscy bohaterowie wiele razy narzekają na nich, a zwłaszcza patrzą na nich w kategoriach prymitywów.

Nieco więcej można było również oczekiwać po samym tytułowym pojedynku. Relacja Karola i Zarubina jest bez wątpienia osią całej historii, ale momentami ich starcie wydaje się zbyt jasno rozpisane na dwie skrajności. Z jednej strony mamy człowieka, który za wszelką cenę próbuje zachować własne zasady, z drugiej – oficera przekonanego, że każdego można kupić odpowiednio wysoką ceną. Problem w tym, że wraz z kolejnymi rozmowami coraz mniej miejsca pozostaje na rzeczywistą niejednoznaczność. Zamiast stopniowo odkrywać motywacje bohaterów, widz dość szybko wie, kto jest kim i czego można się po nim spodziewać.

Karol Grabowski (Jakub Gierszał) i Wasilij Zarubin (Aidan Gillen)/fot. Jarosław Sosiński, materiały prasowe FPFF.

A szkoda, bo to właśnie w ich rozmowach Pojedynek jest najbliższy swojemu założeniu. Zamiast kolejnej opowieści o samej zbrodni film próbuje pokazać moment poprzedzający tragedię, czyli czas, w którym bohaterowie jeszcze nie wiedzą, co dokładnie ich czeka. Zarubin próbuje przekonać ich, że przyszłość można sobie urządzić, jeśli tylko zrezygnuje się z części własnych przekonań. Pytanie o to, gdzie znajduje się granica kompromisu, jest znacznie ciekawsze niż samo przeciwstawienie dobra i zła.

Pojedynek, który mógł być trudniejszy

Można odczuwać niedosyt przez fakt, że produkcja nie zawsze ma odwagę pozostać przy niejednoznaczności. Kiedy pozwala bohaterom po prostu ze sobą rozmawiać, potrafi być naprawdę angażująca. Kiedy natomiast sięga po gotowe wyobrażenia o Polakach i Rosjanach, staje się bardziej przewidywalna. W efekcie historia, która mogłaby być przede wszystkim opowieścią o ludzkich wyborach w sytuacji granicznej, chwilami zamienia się w kolejną lekcję o polskim honorze.

Nie zmienia to faktu, że Palkowskiemu udaje się stworzyć film, który ma własny rytm i kilka naprawdę zapadających w pamięć scen. Pojedynek nie próbuje rekonstruować samego Katynia, lecz skupia się na tym, co mogło wydarzyć się tuż przed nim – na próbach złamania człowieka. I właśnie dlatego jego najmocniejsze momenty nie wynikają z rozmachu historycznego, lecz z próby przekupienia kogoś, by zrezygnował z własnych przekonań.