18/06/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Konwalie – przeszłość, którą warto ocalić

5 min przeczytania

fot. Hanna Wiczkowska

Na obrzeżach Gdańska znajduje się miejsce, które wciąż istnieje — choć niewiele brakuje, by zaczęło znikać. Stary cmentarz na Ujeścisku, sięgający XVII wieku, nie jest ruiną porośniętą chaosem. Wręcz przeciwnie — zachowały się tu fragmenty dużych nagrobków, ciężkie kamienne elementy przypominające dawne grobowce, a być może nawet pozostałości niewielkich kaplic.

Teren odgradzają jedynie niewielki płotek i bramka. To właśnie ta dostępność stanowi największy paradoks tego miejsca.

Konwalie między grobami

Trudno o bardziej symboliczny obraz niż widok konwalii, które co roku wyrastają wśród cmentarnych kamieni. Ich subtelność i biel wyraźnie kontrastują z szarym ciężarem nagrobków. Wciskają się w każdą szczelinę, szukają cienia pod starymi drzewami i — co najbardziej poruszające — najczęściej rosną w miejscach, o których świat już zapomniał.

Między trwaniem a znikaniem

cmentarz
fot. Hanna Wiczkowska

Cmentarz sprawia wrażenie, jakby przetrwał czas, stając się osobnym miejscem pamięci, odciętym od współczesnego świata. Kamienie, choć głęboko nadgryzione zębem czasu oraz pokryte grubą warstwą mchu i porostów, nadal trwają niczym milczący strażnicy dawnych sekretów.

Niektóre z nich leżą obalone, pęknięte pod ciężarem minionych dekad. Inne są już ledwo widoczne, niemal całkowicie pochłonięte przez dziką roślinność. To przestrzeń zawieszona pomiędzy dawnym istnieniem a powolnym, nieuchronnym zanikiem.

W powietrzu unosi się zapach wilgotnej ziemi, starych drzew i czegoś nieuchwytnego — jakby zapomnianej obecności. W każdym wyrytym na kamieniu nazwisku, w każdym zdobieniu zatartym przez czas wyraźnie widać, że coś tu było. Coś ważnego.

Otwarte, czyli narażone

Choć teren jest ogrodzony, trudno mówić o jego realnej ochronie. Niski płot i otwarta bramka nie stanowią większej przeszkody — są raczej symbolicznym zaznaczeniem granicy.

Każdy może wejść. Każdy może przejść między nagrobkami, stanąć na kamiennych płytach czy przesunąć fragment, który wydaje się luźny. Niekoniecznie ze złej woli. Czasem wystarczy ciekawość. Czasem brak świadomości.

Dbałość o cmentarze jest przejawem ochrony dziedzictwa. Groby to miejsca wiecznego odpoczynku, które wymagają odpowiedniego traktowania. Jest to kwestia etyki i szacunku wobec zmarłych i ich rodzin. (…) Brak zabezpieczeń na pewno przyspiesza ich degradację. Należy też pamiętać o innych czynnikach – np. o warunkach atmosferycznych czy zwierzętach. – mówi dr Małgorzata Ryś-Kiełtyka, historyczka

Historia nie zawsze znika w wyniku wielkich wydarzeń. Znacznie częściej ginie przez drobne, powtarzalne gesty. I właśnie dlatego, patrząc na to powolne kruszenie się pamięci, uświadamiamy sobie, jak przerażająco łatwo można wszystko stracić, jeśli pozwolimy, by pokryła to nasza własna obojętność.

Historia, która przestała być czyjaś

cmmantarz
fot. Hanna Wiczkowska

To miejsce jest świadectwem bardziej złożonej przeszłości regionu. Dawne niemieckie cmentarze na Pomorzu, w tym również w Gdańsku, przypominają o mieszkańcach, których już tu nie ma.

Po zmianach granic i przesiedleniach ludności po II wojnie światowej wiele takich miejsc straciło swoich opiekunów. Przestały być „czyjeś”. A to często oznacza początek ich powolnego znikania — nie przez celowe niszczenie, lecz przez brak zainteresowania.

Problem ten nie dotyczy wyłącznie Gdańska, ale całego Pomorza. Jak zauważa historyczka z Ziemi Bytowskiej, dr Ryś-Kiełtyka:

Na Ziemi Bytowskiej jest wiele cmentarzy na których znajdują się groby Polaków i Niemców (np. w Płotowie, Studzienicach, Ugoszczy). Są one w różnym stanie- nie tylko w związku ze złą intencją. Dlatego uważam, że warto zadbać o ich wygląd. Dobrym pomysłem są np. wspólne tablice z imionami i nazwiskami, głazy, pomniki czy wspólny krzyż.

Samosiejki pamięci

Wbrew powszechnemu przekonaniu o obojętności młodych ludzi to właśnie w nowym pokoleniu tkwi największa szansa na ocalenie takich zapomnianych miejsc. Cmentarze nie muszą być dla nich jedynie stertą zniszczonych kamieni — mogą stać się żywą lekcją historii.

Potwierdza to dr Ryś-Kiełtyka, która przez lata obserwowała to zjawisko z perspektywy szkolnej:

Szczególną rolę odgrywają nauczyciele (…) Ukłon kieruję w stronę Szkoły Podstawowej w Borowym Młynie. Uczniowie tej szkoły opiekują się cmentarzem żołnierzy Armii Czerwonej z czasów II Wojny Światowej. Jest to przykład kształtowania właściwych postaw mimo różnic ideologicznych, szacunku do godności bez jakiegokolwiek względu.

Więcej niż samo istnienie

cmentarz
fot. Hanna Wiczkowska

Chociaż konwalie potrafią przetrwać same, kamień już niekoniecznie. Bez troski, zabezpieczenia i świadomości ludzi nawet najtrwalsze elementy z czasem ustępują. Pękają, zapadają się, znikają — aż w końcu przestaje być jasne, co właściwie się tu znajdowało.

Ten proces niszczenia nie jest przypadkiem, ale smutnym standardem, który obnażają oficjalne raporty Najwyższej Izby Kontroli. Analizy NIK dotyczące państwowej opieki nad zabytkami pokazują niepokojącą prawidłowość: publiczni właściciele historycznych obiektów często nie podejmują działań ratunkowych, tłumacząc to brakiem środków finansowych. Co więcej, wyniki kontroli są bezlitosne — w wielu przypadkach „ochrona” ogranicza się jedynie do zabicia okien deskami lub, jak na Ujeścisku, postawienia niewielkiego ogrodzenia. Braki kadrowe w urzędach konserwatorskich oraz nieaktualne bazy danych sprawiają, że dziedzictwo przeszłości zbyt często pozostaje pozostawione samo sobie.

Dlatego takie miejsca wymagają czegoś więcej niż tylko fizycznego istnienia. Nie zawsze potrzebna jest kosztowna renowacja. Czasem wystarczy wyraźne oznaczenie, lepsze zabezpieczenie i informacja, która powie przechodniowi: „to miejsce jest ważne — zwróć uwagę, gdzie stawiasz kroki”.

Ten cmentarz przetrwał wieki — wojny, zmiany granic i odejście całych społeczności. Dziś nie niszczy go historia, lecz obojętność. Otwarta bramka nie wygląda groźnie, ale to właśnie przez nią pamięć może powoli tracić swoją materialną formę. Konwalie znów zakwitną między kamieniami. Pytanie tylko, czy za kilka lat będzie jeszcze między czym.