Finałowa walka o wolność – recenzja filmu „Peaky Blinders: Nieśmiertelny”
4 min przeczytania
Autor grafiki: Eden Król/plakat: materiał wykorzystany w ramach prawa cytatu
W końcu, po czterech latach wyczekiwania, ukochany Thomas Shelby powraca na ekrany. Tym razem nie w serialu, a w filmie stanowiącym kontynuację znanego serialu Peaky Blinders. Cillian Murphy ponownie zaskakuje i zachwyca swoim aktorstwem, a u jego boku stoją równie świetni aktorzy.
20 marca tego roku na serwis streamingowy Netflix trafił długo wyczekiwany film – Peaky Blinders: Nieśmiertelny. Reżyserii podjął się Tom Harper (który wcześniej nakręcił trzy odcinki do serialu Peaky Blinders), a za scenariusz odpowiedzialny jest Steven Knight (pomysłodawca wcześniejszego serialu).
Krótki zarys fabuły
Tommy Shelby (Cillian Murphy) opuścił Birmingham. Żyje w izolacji, pisząc swoją autobiografię, nawiedzany przez ducha zmarłej córki – Ruby. W końcu przyjeżdża do niego Ada (Sophie Rundle) – jego siostra. Kobieta informuje go, że syn Duke (Barry Keoghan) jest przywódcą gangu Peaky Blinders. Gang ten przyjechał pod zniszczoną fabrykę i ukradł z niej amunicję. Niedługo potem, Tommy w swojej posiadłości zastaje Kaulo Chiriklo (Rebecca Ferguson) – siostrę bliźniaczkę Zeldy Chiriklo (matki Duke’a). Namawia ona Shelby’ego do powrotu do Birmingham. Wraz z biegiem fabuły, Tommy decyduje się na to, aby uratować swojego syna i wyrównać pewne rachunki.
Nieszczęśliwy Tommy Shelby
Dokładnie za takim Tommym Shelbym tęskniłam. Jak już wcześniej wspomniałam, nawiedza go duch zmarłej córki. Ukazująca mu się dziewczynka zostawia mu swój czerwony szalik na gałęzi drzewa. Mężczyzna postanawia pozostawić go na grobie swojego zmarłego starszego brata – Arthura. Tommy spisuje swoją przeszłość tworząc z niej autobiografię. Twierdzi, że w jego głowie panuje wojna, a od momentu śmierci brata otworzyły się w niej drzwi, których nie potrafi zamknąć. Pomimo tego, że w posiadłości jest z nim Johnny Dogs (Packy Lee), jest samotny i wyobcowany. Nie może poradzić sobie ze stratą bliskich mu osób. Poddaje się ukazującym się mu wizjom, zachowując przy tym zimną krew. Cillian znakomicie przedstawia rozdarcie wewnętrzne Thomasa, tak naprawdę nie pokazując wielu emocji. Pomimo to, my jako widzowie, czujemy jego udrękę za każdym razem, kiedy pojawia się na ekranie. Widoczne jest to, że aktor nie miał problemu z ponownym wejściem w skórę swojej postaci.
Zbuntowany syn
Duke wydaje się lekkomyślnym i nadto śmiałym chłopakiem. Nie boi się innych, bo wie, że to on wywołuje strach pośród ludzi. Tak samo jak ojciec, nie ma problemu z wyciągnięciem broni i zdobyciem tego, czego chce. Okazuje się, że połączył siły z nazistowskim agentem Johnem Beckettem (Tim Roth), który chce zlecić Peaky Blinders dystrybucję fałszywych pieniędzy – 350 milionów funtów. Chłopak zostaje uwikłany w intrygę, a po niewykonaniu zleconego przez Becketta zadania nadszarpuje jego zaufanie. W końcu, Duke stawia siebie przed pytaniem, czy powinien zdradzić swojego ojca?
Barry Keoghan podołał zawieszonej poprzeczce oraz świetnie wykreował postać syna Thomasa Shelby’ego. Pokazał zarówno nierozważność Duke’a, jak i jego zdolność do przemyślenia rozsądnego planu. Te dwie cechy raczej się wykluczają, ale Keoghan dobrze je zbalansował, znajdując złoty środek.
Podsumowanie
Muszę przyznać, że trochę stęskniłam się za światem Peaky Blinders. Co prawda serial obejrzałam dwa lata temu i nie pamiętałam niektórych wątków, ale nie przeszkodziło mi to w seansie na tyle, na ile myślałam, że będzie uciążliwe.
Cillian Murphy ponownie znakomicie wcielił się w rolę Thomasa Shelby’ego (kto by się spodziewał). Zostałam pozytywnie zaskoczona Barrym Keoghanem, gdyż nie sądziłam, że jego rola tak mi się spodoba. Wcześniej byłam nastawiona do niego dosyć neutralnie, co w końcu okazało się dobre. Niestety zawiodłam się czasem ekranowym Rebecci Ferguson. Nie mogłam doczekać się jej występu, a koniec końców uważam, że było jej dosyć mało. Pomimo tego, jej rola również była świetna, a postać dobrze wykreowana.
Oczywiście muszę też zaznaczyć, że gdy w tle zaczęła grać piosenka Red Right Hand w wykonaniu Nick Cave & The Bad Seeds, dostałam gęsiej skórki. Słowem końcowym, uważam, że pomimo pobocznych wątków, które nie przemówiły do mnie na tyle, na ile bym tego oczekiwała, zakończenie filmu jest właściwe.
