14/04/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Romantyzowanie bad boya, czyli „Wichrowe Wzgórza” jako romansidło gen Z

6 min przeczytania
opiniowtorek wichrowe wzgórza

Grafika: Eden Król/plakat: materiały prasowe

W te walentynki wszyscy, nawet single, otrzymali prezent w postaci najnowszej filmowej wersji kultowej powieści Wichrowe Wzgórza w reżyserii Emerald Fennell. Co prawda premiera odbyła się dzień wcześniej, ale fabuła filmu idealnie wpisuje się w klimat święta zakochanych. Prezent na pewno spodobał się fanom Jacoba Elordiego, którzy mogli zobaczyć go w roli pociągającego i mrocznego kochanka, ale czy takie same odczucia mieli fani książki Emily Brontë?  

Fennell po niedawnej premierze Saltburn powraca z kolejną produkcją oraz nowym wcieleniem Elordiego. Jej Wichrowe Wzgórza to idealne romansidło dla pokolenia Z. Muzyka Charli XCX, obsadzenie w głównej roli jednego z internet boyfriends” oraz powszechne ostatnio romantyzowanie bad boya”. Czego chcieć więcej? Ale czy ze względu na te modne elementy można mówić o adaptacji osiemnastowiecznej powieści czy bardziej o zainspirowaniu się nią w celu stworzenia pikantnego romansu? 

Kilka słów wstępu  

Swoją powieść Wichrowe wzgórza Emily Brontë wydała pod męskim pseudonimem Ellis Bell w 1848 r. Jest to jej pierwsza i ostatnia książka, oprócz pojedynczych tomików poezji, które napisała wspólnie ze swoimi siostrami — Charlotte (Dziwne losy Jane Eyre) oraz Anne (Agnes Grey). Emily Brontë zmarła młodo w wieku 30 lat, odmawiając leczenia zapalenia płuc, prowadzącego do poważnej gruźlicy. Jej dorobek artystyczny w postaci Wichrowych Wzgórz zyskał popularność dopiero po jej śmierci. Wcześniej uważano jej powieść za zbyt mroczną i melancholijną, potępiano ją również ze względu na porzucenie konwencji literackich obowiązujących w ówczesnej epoce. 

Jej utwór stanowi inspiracje do dziś. Stworzono wiele filmów mających adaptować jej dzieło, m.in. w 1992 i 1939 r. Jak zatem poradziła sobie tegoroczna ekranizacja?

Fot. materiały prasowe

Emerald Fennell podjęła decyzję o stworzeniu kolejnej adaptacji powieści Brontë w 2024 r. Na planie pełniła rolę zarówno reżyserki, jak i scenarzystki. Główne role zagrali: Margot Robbie (Cathy), Jacob Elordi (Heathcliff), Hong Chau (Nelly Dean), Shazad Latif (Edgar Linton) oraz Alison Oliver (Isabella Linton). Okres zdjęciowy rozpoczął się pod koniec stycznia, a zakończył w kwietniu 2025 r. Zdjęcia realizowano na terenie Wiekiej Brytanii. Prawa do dystrybucji filmu nabył Warner Bros. Pictures. 

Pikantna Fennell, cierpka Brontë 

Co poszło nie tak? Zacznijmy od tego, że Wichrowe Wzgórza Fennell to nie te Wichrowe Wzgórza, które czytałam. Ciężko tu mówić nawet o faktycznej adaptacji powieści, bardziej o zainspirowaniu się nią i stworzeniu fanfiction z jej głównymi bohaterami. W fabule filmu występuje tyle zmian i przeinaczeń, że nie da się ich wszystkich wymienić, a tym bardziej zignorować. 

Fennell w jednym z wywiadów mówi, że chciała odtworzyć swoje wrażenia z dzieciństwa, gdy czytała tę książkę po raz pierwszy, dlatego w tytule pojawia się cudzysłów, jako że jest to jedynie luźna adaptacja. Ciężko jest się zgodzić ze słusznością tego toku rozumowania, gdy plakat do filmu pojawia się na okładkach oryginalnej powieści. Takich chwytów marketingowych jest mnóstwo, nawet album Charli XCX zatytułowany Wuthering Heights tworzy sztuczny szum wokół dzieła Fennell, mający zachęcić większą pulę odbiorców do odwiedzenia kin. 

Co najbardziej wpływa na negatywną recepcję filmu to to, że w jego kreacji pozbyto się skomplikowanej problematyki jaką skrywa w sobie powieść, a w to miejsce dodano erotyczne sceny, pełne niejasnych odniesień do sadomaso. Fabuła książki jest znacznie mroczniejsza i poważniejsza, nie oscyluje jedynie wokół romansu Cathy i Heatcliffa. Pojawią się w niej problemy podziału społecznego, prześladowań na tle rasistowskim, traumy pokoleniowej, przemocy fizycznej lub psychicznej i wiele innych. Zdaje się, że Emerald Fennell zignorowała je wszystkie, bo nie pasowały do jej erotycznej i pseudoromantycznej wizji relacji Cathy i Heathcliffa. Słuszność tego osądu potwierdza fakt, że akcja filmu rozgrywa się od dzieciństwa pary po śmierć Katarzyny — sceny, która stanowi połowę utworu Brontë.  

Kontrowersji ciąg dalszy

Jeśli zignoruje się istnienie powieści to może faktycznie film staje się znośniejszy. Trzeba

Fot. materiały prasowe

przyznać, że jego estetyka jest taka, że „palce lizać”. Piękne ujęcia, niebanalne kostiumy i scenografia jak z bajki. No dobrze, ale co poza tym? Bo na moje oko scenariusz „kuleje”. Nie potrafiłam zaangażować się emocjonalnie w relacje Cathy i Hethcliffa, nie kibicowałam im. Poza tym brakowało motywacji w ich działaniach. Dodatkowo tylko Katarzyna zdawała się być jedyną rozwinięta postacią, reszta, wraz z Heathcliffem, gra wokół niej tylko drugie skrzypce. Wielka szkoda, bo chętnie dowiedziałabym się nieco więcej o Nelly. Muszę przyznać, że zabieg zrobienia z niej złego charakteru, wiedząc, że w książce poznajemy jedynie jej wersje wydarzeń, jest ciekawym posunięciem, tyle że nie w wykonaniu Fennell.  

To, co reżyserka robi ze swoim filmem jest niezwykle lekkomyślne. Przede wszystkim zmienia charakter bohaterów z dobrego na zły i odwrotnie. Najgorszym posunięciem w jej wydaniu jest romantyzowanie” Heathcliffa. Jest to o tyle niebezpieczne, ponieważ to bohater mściwy, o zepsutej moralności oraz posiadający skłonności do przemocy. Robienie z niego kogoś atrakcyjnego, wiedząc, że jest to postać, którą raczej powinno się potępiać, jest kompletnie bezmyślne. Natomiast Nelly — narratorka w książce Brontë i jedyna pozytywna postać w filmie – została przeobrażona w zły charakter, który stoi na drodze zakochanym. Taka kreacja wprowadza widza w błąd i sprawia, że toksyczna relacja Heathcliffa oraz Cathy zostaje usprawiedliwiana i postrzegana jako atrakcyjna 

Ogromny niesmak wywołuje także whitewashing” Heathcliffa. Skoro reżyserka podczas jednego z wywiadów jawnie wypowiada się, że nie chciała poruszać kwestii rasizmu w swoim filmie, to dlaczego w takim razie Heathcliff został ukazany jako osoba jasnoskóra, podczas gdy rolę Nelly i Edgara zagrali aktorzy o innym odcieniu skóry. Wspominałam wcześniej, że Fennell zamieniła charakter postaci z dobrych na złe i akurat ci bohaterowie, którzy reprezentują ludzi koloru, zostali sportretowani jako ci, którzy stoją na drodze zakochanym. Reżyserka chcąc uniknąć rasizmu, sama go kultywuje. 

Scenariusz Fennell ma bawić widzów, a czytelników wystawić na próbę. Reżyserka podczas projekcji nieustannie puszcza oko do fanów książki, świadczą o tym: napis „Wuthering Heights” z włosów, imiona Katarzyny na szybie, palenie listów przez Nelly. Wydaje się jakby w ten sposób chciała powiedzieć, tak przeczytałam książkę, ale teraz ty oglądasz moją wersje. I ta jej interpretacja może i nie byłaby taka zła, gdyby pod grubą wartwą brokatu”, którym posypała ten film, kryło się jakieś głębsze przesłanie.  

Kate Winslet i Leonardo DiCaprio wymienieni na Margot Robbie i Jacoba Elordi

Z szacunku do powieści Brontë nie mogę uznać tego filmu za dobry. Osobiście uważam, że Fennell nie uszanowała twórczości dziewiętnastowiecznej pisarki i zabrała z jej książki tylko to co, jej się spodobało, a resztę, która nie pasowała do jej cukierkowej fantazju, wyrzuciła. Jest to niezwykle przykre, biorąc pod uwagę jakie Wichrowe Wzgórza mają przesłanie oraz z jaką samoświadomością mówią o aktualnych dotychczas problemach. Jasne spodobał mi się Elordi z tym swoim złotym kolczykiem, ale oprócz takich właśnie smaczków wizualnych”, nic więcej z tego filmu nie da się wyciągnąć.  

Wychodząc z kina usłyszałam stwierdzenie, że ten film jest jak turecka telenowela. Może i tak? No bo skoro Fennell w jednym z wywiadów wyraziła nadzieję, że jej Wichrowe Wzgórza staną się Titanicem tej generacji, to może faktycznie zgadza się to z powyższą opinią. Muszę przyznać, że reżyserka wybrała naprawdę osobliwą książkę do produkcji tego rodzaju filmu, gdy na półkach czekają znacznie bardziej romantyczne powieści. Decyzja o puszczeniu na początku piosenki Charli XCX House była trafiona, bo może nie umrzemy w tym domu, ale już w kinie…