Pele – bóg farmerów?

fot. facebook.com/Pele

Choć wszyscy wiedzieliśmy, że ten moment zbliża się nieubłaganie, to jednak irracjonalnie gdzieś w duchu liczyliśmy, że król futbolu będzie z nami chociaż ten jeden dzień dłużej. Niestety, wobec czasu nawet najwięksi są bezsilni. Odszedł Pele, została legenda.

A nawet w tych trudnych chwilach nie brakuje głupców, którzy podważają jego niewątpliwy geniusz piłkarski. Powołują się na mity, wciąż uparcie wierząc w bajeczki o pół-amatorach z dzikich plemion, którzy łączyli treningi na Copacabanie z pracą farmerów czy też robotników. Swoje strzeleckie rekordy Pele miał zawdzięczać rzekomym amatorstwem rywali.

W rzeczywistości to właśnie liga brazylijska za czasów Pelego była jedną z najbardziej profesjonalnych lig na świecie. Co więcej, to właśnie brazylijskie kluby jako jedne z pierwszych zaczęły korzystać z psychologa sportowego, a reprezentacja Brazylii miała największy sztab szkoleniowy na Mundialu w 1958 roku. Nieźle jak na farmerów, grających sobie na luzie po pracy.

Dodajmy jeszcze, że kluby z Kraju Kawy wcale nie radziły sobie gorzej od drużyn ze Starego Kontynentu, a nawet w bezpośrednich starciach bywały lepsze (wystarczy przejrzeć wyniki Santosu czy Botafogo z tournée po Europie). W rozgrywkach o Puchar Interkontynentalny zespoły z Ameryki Łacińskiej także radziły sobie świetnie, a sam Pele dwa razy mógł się cieszyć ze zdobycia tego trofeum.

A czemu Pele nigdy nie zagrał w Europie? Bo mu się to zwyczajnie nie opłacało. Gdyby zdecydował się na taki transfer, to jednocześnie skreśliłby siebie z listy powołań do reprezentacji. Ówcześnie federacja zezwalała na grę w drużynie narodowej jedynie tym piłkarzom, którzy grali w rodzimej lidze. Musiałby zwariować, żeby popełnić na swojej karierze takie samobójstwo.

Ignoranci także często wytykają Pelemu, że nie poradziłby sobie we współczesnym futbolu, który jest dużo bardziej wyspecjalizowany. Równie dobrze można stwierdzić, że w czasach Pelego to Lionel Messi nawet nie zostałby piłkarzem, bo Barcelona nie sfinansowałaby mu leczenia karłowatości przysadkowej (Argentyńczyk miałby wtedy około 145 centymetrów wzrostu). Można się w takie rzeczy bawić, ale nie ma to większego sensu.

Porównywać piłkarzy z różnych generacji można zatem co najwyżej w ramach ciekawostki. Wszelkie próby oszacowania, który z nich był najlepszy pod względem umiejętności ma taki sam sens jak porównywanie armii rzymskiej do wojsk Wehrmachtu. Wiadomo, że armia rzymska nie poradziłaby sobie w starciu z czołgami, ale to w żaden sposób jej nie deprecjonuje.

Ignoranci byli, są i będą – tego się nie zmieni. Tak samo oni nie zmienią tego, że to właśnie Pele był pierwszą globalną gwiazdą piłki nożnej. Exegi monumentum wybudowanego przez Brazylijczyka zburzyć już nigdy nikt nie zdoła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 × 4 =