Podróże w czasie i trochę emocji, czyli „Projekt Adam” – recenzja

Źródło: Filmweb.pl

Jeśli śledzicie nowości Netflixa albo jesteście fanami filmów science-fiction, to z pewnością waszą uwagę przykuł „Projekt Adam”. Amerykański film w reżyserii Shawna Levy’ego pojawił się na Netflixie 11 marca.

Film przedstawia historię Adama, granego przez Ryana Reynoldsa, który podróżuje w czasie, aby postawić się czarnym charakterom i zmienić przeszłość. Przez pomyłkę ląduje w innym roku niż powinien i spotyka dwunastoletnią wersję samego siebie, graną przez Walkera Scobella. Z jego pomocą stara się uratować przyszłość, mimo że wymaga to dużego poświęcenia.  

W filmie jest kilka głównych wątków, takich jak podróże w czasie, walka dobra ze złem czy problemy rodzinne. Żaden z nich nie zaskakuje. Efekty specjalne są przeciętne, a momentami przypominają sztuczne animacje zmieszane z realizmem. Sceny walk, mimo że dynamiczne, są z góry przesądzone i nawet przez chwile nie wątpi się w zwycięstwo dobra. Przemiana głównego bohatera, może być dla niektórych wzruszająca, ale na pewno nie zaskakująca czy głęboka. Gra aktorska nie jest zła, ale nie jest też wybitna. Trudno to ocenić, bo główny bohater to dwunastoletni chłopiec, który nie do końca wie, co się dzieje, i dorosły mężczyzna, który przez większość filmu nie okazuje żadnych emocji. Sytuację ratują dialogi pomiędzy nimi. Są zabawne, czasem ironiczne, co utrzymuje uwagę oglądającego. Wyróżniłabym tu jednak Zoe Saldana, która gra Laurę, żonę Adama. Jej postać jest najbardziej wyrazista, prezentuje inne cechy niż dobro i zło, a sceny z jej udziałem wywołują zamierzone emocje.  

Moim zdaniem film „Projekt Adam” nie jest zły, ale przeciętny. Przez cały czas był ciekawy i chociaż przewidywalny, to nie nudny. Pewnie nie poleciłabym go komuś jako konieczny do obejrzenia, ale na sobotni wieczór z rodziną, nie będzie stratą czasu.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

17 − 9 =