Szybko o slow fashion #1 – Zuzanna Knieżyk

źródło: instagram @lumpekspwa.krolowa

Slow fashion – idea zrównoważonej mody, pogląd według którego do ubrań podchodzi się indywidualnie, rozważając każdą opcję ich wtórnego zastosowania. O tym dlaczego warto zwolnić, rozmawiam z dziewczyną, którą na Instagramie możecie spotkać pod nickiem @lumpeksowa.krolowa – właściwie Zuzanną Knieżyk. W czasie, gdy nie przebywa w wirtualnej przestrzeni, studiuje architekturę wnętrz. Ma 21 lat. Interesuje się sztuką, DIY, ekologią i tak zwanym lumpowaniem.

Magdalena Makowska: Zacznijmy od początku. Skąd wziął się tak ikoniczny instagramowy nick? Ktoś określał Cię dokładnie w ten sposób, czy może była to Twoja spontaniczna decyzja?

Zuzanna Knieżyk: Wydaje mi się, że sama na niego wpadłam i nie ma dłuższej historii z tym związanej. Podobało mi się, że te dwa słowa się rymują i wtedy pomyślałam, że szybko muszę zająć tę nazwę, zanim pojawi się masa podobnych kont.

MM: Swoje konto zakładałaś więc z zamiarem tworzenia lumpeksowego contentu?

ZK: Tak, od początku chciałam pokazywać, że można ubrać się fajnie i do tego za nieduże pieniądze. Nie potrzebujesz 300 zł, żeby wyglądać spoko.

MM: Czy niskie ceny to twoja główna motywacja, aby kupować ciuchy z drugiej ręki?

ZK: Na początku, kiedy zaczynałam przygodę, to faktycznie cena była głównym pozytywnym aspektem, który mnie motywował. Z czasem, wkręciłam się, temat został nagłośniony. Obejrzałam wtedy The True Cost – film dokumentalny obnażający mechanizmy fast fashion. Ten temat jest straszny, świat mody to drugi największy truciciel na Ziemii. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, kiedy zobaczyłam warunki pracowników oraz ilość zużywanej do produkcji sieciówkowych ubrań wody, byłam wstrząśnięta. To mnie zmotywowało, żeby szukać stylizacji z drugiej ręki.

źródło: instagram @lumpekspwa.krolowa

MM: Od kiedy ubierasz się w ten sposób?

ZK: Właściwie, można powiedzieć, że częściowo od zawsze. Moja mama kupowała mi pierwsze ubrania z lumpeksów. Rzeczywiście okres gimnazjum to był czas pewnego kryzysu. Chyba dla każdego nastolatka jest to trudny czas, dorastania, buntu. Z jednej strony chcemy szukać siebie, eksperymentować stylem, z drugiej boimy się osądu, hejtu.  Dobre kilka lat temu temat lumpów nie był tak rozwinięty. Wtedy wstydziłam się do tego przyznawać. Zamiast tego częściej kupowałam w sieciówkach. Myślałam, że jak będę miała sweterek za 50 zł z popularnej marki, będę fajna. Czy tak było? No nie wydaje mi się (śmiech).

MM: Teraz na szczęście to się zmieniło. Ubrania z lumpeksu są pewnego rodzaju dumą. Czy też tak masz, że cieszysz się, mogąc komuś powiedzieć „mam to za złotówkę”?

ZK: Tak, dokładnie! To jest w tym najfajniejsze! Swoją sukienkę na studniówkę kupiłam za 20 zł. Robiła efekt wow, była cała cekinowa.

MM: Czy nie uważasz, że lumpeksy to trochę hazard?

ZK: Zgadzam się, to jest loteria – nigdy nie wiesz, co się trafi. Okej, możesz sobie założyć, że chcesz kupić basicowe spodnie, ale ogólnie nigdy nie wiesz, co znajdziesz.

MM: Do tego rywalizacja z innymi klientami, chodzi o czas…

ZK: Zachowanie innych kupujących szczerze mnie zniechęca. Szczególnie w dzień dostawy. Przerażają mnie te ogromne kolejki ustawiające się już przed otwarciem. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się widzieć osoby, które wyciągają losowo dużą ilość wieszaków, aby następnie sprzedawać te ubrania drożej. To nie jest fajne, bo później właściciele lumpeksów mają problem z dotowarowaniem. Przez to też ubrania stają się coraz droższe.

MM: Wiele osób utrzymuje, że nie umie kupować w lumpeksach. Myślisz, że takie „oko” można w sobie wykształcić?

ZK: Może ktoś nie mieć cierpliwości. Bo wydaje mi się, ze tylko o nią chodzi. Powinniśmy się też nie nastawiać na konkretne zakupy. Przecież możemy potraktować to jako formę medytacji. Jeśli lubisz słuchać muzyki lub podcastu, włącz sobie i przekładaj wieszaki. Faktycznie ktoś inny może być w tym szybszy, mieć większą świadomość materiałów, ale tego można się nauczyć. To też konsekwencja.

MM: Gdybyś miała wybrać ze swojej szafy totalną lumpeksową perełkę, którą byś przedstawiła?

ZK: Myślę, że byłby to różowy, vintage komplet Diora z lat 80. – spódniczka i marynarka. Nie jestem już tak nastawiona na marki, ale rzeczywiście on robi na mnie niesamowite wrażenie.

źródło: instagram @lumpekspwa.krolowa

MM: Czy poza kupowaniem, wykorzystujesz też materiały z drugiej ręki?

ZK: Tak. Właśnie to jest super, że pobudzamy naszą kreatywność. Przerabiam ubrania, czasem po nich maluję. Niekiedy też kupuję materiały, prześcieradła, poszewki i z nich robię zupełnie nowe rzeczy. Mam ich pełno, gorzej z czasem.

MM: Skąd czerpiesz na to wszystko inspirację? Twój styl określiłabym jako vintage z nutą intrygi. Czy bazujesz na lookach konkretnych osób, czy może Pinterest?

ZK: Często używam Pinteresta, który jest głęboką kopalnią różnych inspiracji. Ale w zasadzie moją największą inspiracją są same lumpeksy — to, co tam znajduję. Od razu myślę  jak połączyć to z tym, co już mam. Nigdy nie szukałam nawet swojego stylu. Był on zawsze plastyczny, lubię ubierać się w zależności od humoru.

MM: Gdybyś miała przekazać jakąś radę osobie mniej doświadczonej, co to by było?

ZK: To na pewno zajmuje więcej czasu, bo ja swoją szafę buduję latami. Uważam, że warto, bo te ubrania z lumpeksu mają swój charakter, są niepowtarzalne. Jest to też bardziej ekologiczne.

MM: Masz może też tak, że podchodzisz do tych ubrań jakoś bardziej sentymentalnie? Mają one już jakąś historię za sobą.

ZK: Zawsze mnie to intryguje, i chociaż nigdy się tego nie dowiem, myślę, jak mogła wyglądać osoba, która nosiła daną rzecz przede mną, kim ona była, gdzie mieszkała. Myślę, że to jeszcze bardziej podbija wartość ubrania.

MM: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

ZK: Również dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × 2 =