„Sny” to taki mały fragment rzeczywistości

Sny kojarzą się z czymś przyjemnym. Mogą nas poruszać i dziwić. Wiele osób po przebudzeniu nie pamięta swoich snów. Jednak te „Sny” zapamiętacie na długo.

Grupa pasjonatów muzyki dzieli się z innymi swoim talentem pod szyldem: Mały fragment Rzeczywistości. Kreują swój mały świat i chcą udostępniać go publiczności. Dlatego w grudniu 2020 roku wydali swoją pierwszą płytę zatytułowaną „Sny”. Zespół pochodzi z Poznania i gra muzykę rozrywkową. Na krążek składają się utwory o zróżnicowanej stylistyce. Jest to pięć kawałków, z których każdy opowiada oddzielną historię. Są wyjątkowe pod względem tekstowym, ponieważ powstały na bazie życiowych doświadczeń i przeżyć muzyków. Cała płyta emanuje emocjami i uczuciami. Grupa w swojej twórczości czerpie z muzyki elektronicznej, funku, jazzu.

Płytę otwiera „Piątkowy romans”. Może to wskazówka, aby rozpocząć słuchanie właśnie w piątek? Intrygująca linia gitary basowej i pałki perkusji wybijające rytm oznajmiają, że nie będzie to zwykła, prosta przygoda muzyczna. Powyższe instrumenty nadają początkowo lekko tajemniczą aurę. Kolejno w zwrotkach na myśl przychodzi klimat lat 20. Długie suknie, frędzle, pióra, rękawiczki i za wokalistką zespół. W refrenie atmosfera retro przeradza się w styl soundtracku rodem z filmów o agencie jej królewskiej mości – Jamesie Bondzie. Konkretnie myślę tutaj o „Skyfall” Adele. „Piątkowy romans” opowiada o tym, co by było, gdybyśmy potrafili czytać w myślach. Moglibyśmy wiedzieć wtedy, co siedzi w głowie danego człowieka. Kolejny utwór to szeptanie „Na ucho”. Mały Fragment Rzeczywistości wprowadza słuchacza w wieczorny, ciepły, cichy klimat. Jest to utwór o miłości, szeptanych na ucho wyznaniach kochanków. Posiada charakter funkowo-elektroniczny. Soczystości całej formie dodają refreny zaśpiewane na wysokich dźwiękach. Głos wokalistki potrafi przyprawić o dreszcze, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wątki miłosne przeplatają się ze wzlotami i upadkami, z którymi boryka się każdy człowiek.

„Sny” rozpoczynają się trochę bajkowo, dźwiękiem pozytywkowym. Następnie na fali akordów płynnie przechodzą w kilka „kryminalnych” nutek, wykonywanych przez ostro brzmiącą gitarę. Cały ten motyw przeplata się w utworze kilkukrotnie ze słowami. Grany na zmianę przez gitarę i klawisz z nałożonym efektem. Jest to utwór o nieco innym brzmieniu i tematyce niż poprzednie. Opowiada o osobie, która woli śnić, niż mierzyć się z rzeczywistością. Można poczuć senny klimat i na chwilę odpłynąć, ale tylko w celu doznania przyjemności akustycznych. W następnej piosence unosimy się na „Sześć metrów”. Opowiada ona historię uniesienia, ale także miłości, która przynosi wiele wątpliwości. Zanurzamy się w spokojnym, lekko melancholijnym brzmieniu, aby potem zderzyć się z mocnym refrenem. Zaskoczeniem okazuje się męski głos, szepczący zaledwie kilka słów na końcach każdego z wersów. Mało? Być może. Ale w tym przypadku wystarczająco, by utrzymać słuchacza w napięciu i dostarczać odpowiednią dawkę zadowolenia. Na zakończenie EPki po raz kolejny w utwór wprowadza nas gitara basowa z ciekawą linią melodyczną. Wydaje się być lekka i bardzo melodyjna. Piosenka w pewnych momentach emanuje wręcz dziwną atmosferą. Jest tak za sprawą tekstu, który opowiada o czymś, co kusi i jednocześnie przyprawia o ciarki na plecach. „Królowa fal” potrafi porwać w odmęty muzycznej satysfakcji. Świetnie zaaranżowane zwolnienie w środku utworu, po którym ponownie pojawia się radosny funkowy temat.

„Sny” to debiutancki krążek, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Płyta idealnie pasuje do słuchania wieczorami we dwoje. Jednak samemu lub w większej grupie też zdaje egzamin. Album, choć krótki, obfituje w różne smaczki, które przypadną do gustu nawet najwybredniejszemu słuchaczowi.

Lista utworów:

  1. Piątkowy romans
  2. Na ucho
  3. Sny
  4. Sześć metrów
  5. Królowa fal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *