Artyści i pomocna dłoń Ministerstwa Kultury

Przez obowiązujące obostrzenia związane z pandemią wszelkie wydarzenia kulturalne zostały odwołane. Przez to artyści i muzycy wraz ze swoim zapleczem zostali odcięci od źródła dochodu i przestali zarabiać na życie. W tej sytuacji z pomocą przychodzi polski rząd.

Tarcze antykryzysowe mają pomóc przedsiębiorcom przetrwać trudny czas pandemii. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przygotowało pomoc dla artystów i muzyków, którzy ucierpieli przez odwołane imprezy kulturalne. Zakaz organizacji eventów oraz zgromadzeń sprawił, że ich sytuacja finansowa w dość dużym stopniu pogorszyła się. W celu podratowania branży kulturalnej powstał Fundusz Wsparcia Kultury, który zakłada zwiększenie skali pomocy finansowej dla środowisk twórczych oraz dla instytucji, które prowadzą działalność w sferze artystycznej (teatr, muzyka i taniec). Obejmuje on ponad 400 mln złotych. Pieniądze miały zostać rozdysponowane między 2064 beneficjentów, a informację, kto miał otrzymać wsparcie, możemy znaleźć na portalu rządowym gov.pl. Na tej stronie dostępny jest dokument, zawierający tabelę, w której znajdują się wszystkie podmioty i kwota, jaka została im przypisana. Jednak w Internecie pojawiła się fala oburzenia. Co poszło nie tak?

Wydaje się, że pomoc jest jak najbardziej potrzebna. Nie ma koncertów ani spektakli, więc artyści nie mają z czego czerpać zysku, tylko sytuacja generuje straty. Niektóre kwoty przyprawiają o zawroty głowy. Największą pomoc otrzymały – Teatr Muzyczny w Gdyni im. Danuty Baduszkowej oraz Teatr Muzyczny Roma – po 4 mln złotych.  Dalej w zestawieniu możemy znaleźć wiele firm, które zajmują się produkcją muzyki, sprzedażą biletów i organizowaniem koncertów. Dotacja dla nich wyniosła równe 2 mln złotych. Z powyższego wynika, że nie tylko muzycy i artyści mogli ubiegać się o pomoc.  Jednak największą kontrowersję wywołały stawki m. in.: zespołu Golec uOrkiestra – 1,89 mln zł, Bayer Full – 550 tys. zł, Weekend Radka Liszewskiego – kolejne pół miliona. Ogromne pieniądze miały trafić również na konta krezusów muzyki pop, głównie do Beaty Kozidrak – 750 tys. zł czy do Grzegorza Hyżego – 449 tys. zł. A te wszystkie wypłaty, to tylko mała część, wierzchołek góry lodowej.

Pojawiły się spekulacje, że najwyższe wsparcie otrzymali artyści przychylni władzy oraz tworzących muzykę z gatunku Disco Polo. Minister Gliński oczywiście twierdzi, że nie decydowały o tym sympatie, lecz określaniem kto dostaje pomoc, zajmował się specjalny algorytm. Jeżeli tak ogromne liczby, jak 400 milionów są dla przeciętnego Kowalskiego praktycznie niepoliczalne, to już w przypadku kwoty w wysokości setek tysięcy dla pojedynczego artysty jest już możliwa kalkulacja. Każdy z wykonawców jest w stanie policzyć, jak długo musiałby pracować, aby uzbierać taką sumę. I to już samo w sobie naturalnie budzi wściekłość, bo inni mogą tylko pomarzyć o tego typu sumach. Spoglądając na obecną sytuację państwa pogrążonego w kryzysie, jest to niedopuszczalne. A zrzucanie wszystkiego na jakiś algorytm zupełnie nie pomaga.

Dlatego najlepiej zastanowić się nie nad tym, dlaczego „oni” dostali wsparcie, ale trzeba pomyśleć o tym, czy pomoc w tej ogromnej skali powinna zostać przekazana do artystów znanych z okładek pism i pierwszych stron gazet. Do tych, o których możemy powiedzieć bardzo dużo, ale nie to, że ledwo mogą związać koniec z końcem, że nie starcza im do pierwszego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *