Indie-rock po szkocku

Glasvegas 1Muzyka powinna wzbudzać szereg emocji i wzruszeń. Tych nie zabrakło na koncercie szkockiej grupy Glasvegas. W ostatni poniedziałek (3 lutego) zespół wystąpił w gdańskim Żaku, promując swój najnowszy album „Later… When The TV Turns To Static”. Ich pierwsza wizyta w Gdańsku odbiła się szerokim echem i wzbudziła duży entuzjazm wśród fanów indie-rockowych brzmień.

Glasvegas, dowodzony przez Jamesa Allana, pojawił się na scenie Żaka kwadrans po 20.00. Na wejście zaprezentował tytułową kompozycję z nowej płyty „Later… When The TV Turns To Static”, czym zyskał gromkie brawa zgromadzonej tego wieczoru w Żaku publiczności.

Glasvegas 4Ta, nieoczekiwanie, składała się nie tylko z mieszkańców Trójmiasta i okolic. Pod sceną nie brakowało Szkotów, a nawet obywateli Obwodu Kaliningradzkiego, którzy reagowali najbardziej żywiołowo i dawali innym przykład jak można bawić się przy piosenkach Glasvegas.

Charakterystyczny wokal Jamesa Allana pełen jest wyczuwalnej nostalgii i tęsknoty. Słychać je było między innymi w „It’s My Own Cheating Heart That Makes Me Cry”. U reszty zespołu widać było znakomite zgranie. Na perkusji szalała Jonna Löfgren, której żywiołowa gra przykuwała wzrok publiczności.

Wokalista w przerwie między piosenkami wdawał się w luźne dyskusje z fanami. W nich brylowali przybysze z Kaliningradu, których egzotyczny akcent rozbawił Jamesa Allana.

Glasvegas 3W setliście nie zabrakło takich hitów jak „Geraldine” czy „Go Square Go”, które wzbudziły duży aplauz. Po twarzach niektórych widać było pozytywne zaskoczenie z faktu, że Glasvegas jest w Gdańsku i gra właśnie koncert. Duże brawa należą się ekipie nagłaśniającej występ Szkotów, bo całość wypadła naprawdę solidnie brzmieniowo.

Na bis wyszedł sam Allan. Wziął gitarę i wykonał na specjalne życzenie fanów utwór „Please Come Back Home”. Ale to jeszcze nie był koniec. Po chwili, do wokalisty dołączyła reszta zespołu. Jonna Löfgren usiadła do klawiszy akompaniując Allanowi przy „I’d Rather Be Dead (Than Be With You)”. Zespół brawurowo wykonał także niezwykle emocjonalny „Daddy’s Gone”. Zakończyli „Lots Sometimes”.

Najzagorzalsi fani czekali na Glasvegas po występie, by wziąć autograf, zrobić sobie zdjęcie i zwyczajnie porozmawiać. Takiego koncertu dawno w Gdańsku nie było. Z muzyką indie-rockową mamy w Trójmieście styczność jedynie podczas większych festiwali. Koncert Glasvegas udowodnił, że wcale nie musi tak być.

fot. Paweł Wroniak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sześć + 1 =