„Pokój”. Cicha tragedia w czterech ścianach

T7708550_3akiego filmu jeszcze nie było. Historia, która gdyby wydarzyła się naprawdę, nie schodziłaby z czołówek gazet na całym świecie. Jedni powiedzą, że Lenny Abrahamson inspiruje się tragedią, jaka rozegrała się w domu Austriaka Josefa Fritzla. Tylko że „Pokój” jest znacznie bardziej subtelny. Wciąga i nokautuje każdego, kto wejdzie w ten mikroskopijny świat.

Reżyser zamyka widzów i swoich bohaterów w ciasnym pokoju. Mały Jack (Jacob Tremblay) nie zna innego świata poza czterema ścianami, w których przyszło mu żyć już 5 lat. Jest umywalka, mikrofalówka, łóżko, telewizor, który pokazuje obrazki z kosmosu i szafa, w której Jack co wieczór chowa się przed Starym Nickiem. Ten przychodzi tylko do jego Ma (Brie Larson). Ma nie zawsze miała takie życie. Mieszkała w pięknym domu na przedmieściach, była popularną cheerleaderką w szkole. Wreszcie któregoś dnia Stary Nick zaciągnął ją do swojego samochodu, porwał i przez 7 lat więził w tytułowym pokoju. Ostatnie 5 spędziła tam z synem Jackiem – jej jedyną kotwicą trzymającą przy życiu.

Historii o porwaniach i tragicznych losach kobiet było w kinie już wiele. Porwano już pewnie pół piękniejszej części Hollywood, ale „Pokój” wydaje się być fenomenem. Abrahamson nie skupia się na tym, żeby ze swojego filmu robić tani odpowiednik „CSI:Miami” czy kolejny blockbuster z zawrotnym tempem akcji i mało błyskotliwymi dialogami. Idzie w zupełnie inną stronę. Sam fakt uprowadzenia Ma jest zupełnie w tle historii. Zamiast tego wchodzimy głębiej w beznadzieją sytuację kobiety, która nie dość, że przez 7 lat oglądała zaledwie wycinek świata przez niewielkie okienko w suficie, to w dodatku jest codziennie gwałcona przez swojego porywacza, aż wreszcie rodzi mu dziecko.

Postać Brie Larson to najlepszy element tego filmu. Z jednej strony pogodna matka, która stara się jak może, by jej dziecko miało co robić przez cały dzień. Z niczego potrafi zrobić mu urodzinowy tort, ze skorupek po jajkach robi mu węża-zabawkę, organizuje synowi nawet niby treningi – jest i bieganie, i joga. Z drugiej, prosta dziewczyna, która musiała zbyt szybko dorosnąć. Wydaje się, że ona i Jack są parą doskonałą. Od tego nawet się zaczyna. Dwie osoby w ciasnym świecie, nikt więcej. Z każdą minutą filmu atmosfera zaczyna gęstnieć. Nie chodzi o żaden konflikt. To u widza dzieje się rewolucja, bo tragedia Ma coraz bardziej wypływa na powierzchnię tej mętnej od tragedii historii. Ma jest zdesperowana, a Abrahamson próbuje nas nakłonić do zastanowienia się, ile może wytrzymać człowiek w takich warunkach. Kiedy jedyne, co sprawia ci przyjemność w życiu, to dziecko twojego gwałciciela.

To, że Ma i Jack opuszczą wkrótce pokój wiedzą wszyscy ze zwiastunów. Tylko, że to, co dzieje się tuż po tym, to clue tej opowieści. Jak wrócić do życia, kiedy praktycznie cały okres dorastania spędziło się w zamknięciu? Jak bliscy mają zaakceptować dziecko, które urodziło się w niewoli i to z takim człowiekiem? Takich pytań rodzi się mnóstwo. „Pokój” to jeden z tych niewielu filmów, który rzeczywiście „skłania do myślenia”. Fraza błaha jak problemy bohaterów w komercyjnych serialach, ale w tym przypadku to jedyne słuszne podsumowanie tego filmu. Mroczny, ale też pełen nadziei. Wciągający i odpychający cichym okrucieństwem zarazem.

Może do tegorocznych Oscarów pretenduje kilka świetnych kobiecych ról, ale to Brie Larson powinna pod koniec gali trzymać statuetkę. Aktorce trudno odmówić doświadczenia na planie, ale nikt przed „Pokojem” nie byłby w stanie wymienić nawet dwóch filmów, w których grała, bez wspomagania się biografią. Teraz nagle okazało się, że rzeczywiście potrafi grać i to w jakim stylu. Gdzie chowałaś swój talent, Larson?

A może to zasługa samego Abrahamsona. Wydaje się, że „Pokój” to ich „winda do nieba”, choć lepiej napisać, „przepis na sukces”. Reżyser zaczął być doceniany dopiero po ubiegłorocznym „Franku”. Teraz oboje, i on i Larson, stoją w świetle Hollywood. Trudno też nie wspomnieć o Jacobie Tremblayu, którego reżyser wypatrzył na jednym z castingów. Podobno był cichy i potrafił obserwować to, co działo się wokół. O tym, czy trudno przekonać dziecko, że historia, którą musi odgrywać na planie jest tylko bajką, przekonacie się idąc do kina. Obejrzyjcie koniecznie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *