Strach się mścić

oldboySpike Lee postanowił wskrzesić klasyka. Premierowa produkcja reżysera takich filmów jak „Plan doskonały” czy „Malcolm X” to masakra kina gatunkowego. Czy „Oldboy. Zemsta jest cierpliwa” ma się czym bronić przed krytyką?

Życie Joe Doucetta (Josh Brolin) wywraca się do góry nogami. Z nieznanych sobie powodów zostaje porwany i uwięziony w pokoju, który przypomina te hotelowe, gdzie trafiają bohaterowie tanich horrorów. Joe, zapijaczony przedstawiciel firmy reklamowej, wkrótce dowiaduje się, że jest poszukiwany przez policję za zamordowanie byłej żony, na oczach 3-letniej córeczki – Mii. Wielki Brat obserwuje każdy krok swojego więźnia, który dzielnie postanawia być lepszym człowiekiem i za wszelką cenę wydostać się z niewoli. Szybko okazuje się, że Joe wmieszany został w okrutną grę ekscentrycznego milionera, który sam chce dokonać zemsty na bohaterze.

Nowy „Oldboy” to próba reanimowania kultowej wersji filmu, autorstwa Chan-wook Parka. Koreańczyk zainspirowany mangą, stworzył brutalny świat, gdzie jedynie zemsta, może wyzwolić od cierpienia. Tak oto po latach opowieść powróciła do szerokiego obiegu. Uwięziony Brolin wygina się przed telewizorem niemal jak panie w teledysku do Call on me Erica Prydza, a gdy już zostaje uwolniony, to budzi się na środku polany w walizce od Luis Vuittona. Chcąc dowiedzieć się kto wmieszał go w zabójstwo żony i odnaleźć córkę, uzbrojony jedynie w młotek i ajfona, przemierza azjatyckie knajpy.

Czy klasyka warto było reanimować? W porównaniu z koreańskim pierwowzorem, film Lee to obraza dla widza. Gatunki mieszają się tu w stopniu nie do przyjęcia. Od groteskowych scen w „celi” bohatera, po nieudane próby nawiązywania do wschodnich sztuk walki i dramatyczne zwroty akcji. W całej historii mocnym uderzeniem mógłby być końcowy twist, choć jest tak patetyczny i przerysowany, że prędzej można się zaśmiać, niż rzeczywiście dać się zaskoczyć.

Chwiejącej się fabule nie pomagają nawet znani aktorzy. Oprócz drewnianego Brolina, grać próbuje Elizabeth Olsen, która wciela się w postać doświadczonej życiem Marie Sebastian. Duet Joe & Marie to clue filmu – wymuszone i bardzo przerysowane. Jedyną postacią, która ma charakterek i warto na niej zawiesić oko, jest szef porywaczy Chaney – Samuel L. Jackson. Jego drugoplanowa postać przyćmiewa całą resztę. Aż szkoda, że to nie on gra tu pierwsze skrzypce.

Cała ta „misternie” zaplanowana gra Spike’a Lee z widzem okazuje się wielkim nieporozumieniem. Pomimo kilku dobrych kadrów i pomysłów scenarzysty – Marka Protosevicha (napisał scenariusz do „Jestem legendą”), filmowi brakuje ikry. Lee serwuje tym razem wydmuszkę, która nijak ma się do gatunku jaki „Oldboy” miał reprezentować. Fani thrillerów, strzeżcie się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *