Vin (młot na czarownice) Diesel – recenzja „Łowcy czarownic”

bb174106ba2eac8e5dbe506b4f376d61Jeżeli szukacie czegoś innego niż tradycyjna walka dobra ze złem, to się nie zawiedziecie. „Łowca czarownic” pełen jest zwrotów akcji, zagadek, niezłej gry aktorskiej i humoru. Mimo że to hybryda wielu utartych motywów,  film ten może okazać się jednym z lepszych w 2015 roku.

Scena otwierająca film to odległa, bliżej nieokreślona przeszłość, która stylistyką przypomina niektóre odcinki serialu „Wikingowie”. Oto waleczny Kaulder (Vin Diesel) wraz z kompanami wyrusza, by zgładzić pradawne zło – Królową Czarownic (Julie Engelbercht). Gdy w końcu udaje się mu wedrzeć do gniazda wiedźm i stanąć twarzą w twarz z piekielną siłą, dochodzi do makabrycznej walki. Ginie w niej większa część towarzyszy łowcy czarownic. Kaulder ostatkiem sił wymierza cios w potężną czarownicę. Ta jest jednak na tyle silna, że rzuca na wojownika klątwę nieśmiertelności.

Następnie akcja przenosi nas do lat współczesnych. Kaulder (skazany na wieczne życie) jest łowcą czarownic, ale ich nie zabija, a jedynie pełni funkcję policjanta, strażnika w organizacji Topór i Krzyż. Dba, by wszystkie czarownice nie wykorzystywały czarów do czynienia zła ludziom. Pomaga mu w tym Dolan numer 36 (Michael Caine). W filmie jest to dziedziczona funkcja sekretarza Kauldera. Caine znany z roli majordomusa Batmana staję się pomocnikiem innego herosa i wychodzi mu to bardzo dobrze.

Główna gwiazda filmu, Vin Diesel, sprawdził się w produkcji. Ciężko tego mięśniaka wyobrazić sobie w klimatach fantasy, ale ewidentnie takie produkcje mu służą. Być może w dużej mierze to sprawa scenarzystów, ale Diesel nie był tu jednowymiarowy. Potrafił jednym zdaniem zakończyć dyskusję, rozbawić widza niebanalnym humorem.  Towarzysząca mu na ekranie Rose Leslie (Ygritte z „Gry o tron”) to wschodząca gwiazda Hollywood. Aktorka udowodniła, że jej nietypowa uroda i szkocki akcent to atuty, które zmyślnie wykorzystuje na swą korzyść. Jedyną osobą, która nie popisała się grą to Elijah Wood („Władca Pierścieni”). O ile Danielowi Radcliffe’owi udało wyzwolić się z roli Harry’ego Pottera to Wood ma problem z pozbyciem się brzemienia Froda. Nie ważne czy jest dobry, czy gra złą postać, nadal pozostanie małym i walecznym hobbitem z Shire.

Choć efekty specjalne były na wysokim poziomie, to czegoś brakowało. Nie można zarzucić niedopracowania czy wykonania czegoś po łebkach. Wszystko to jednak już widzieliśmy w takich produkcjach jak „Czarownica” czy „Nieustraszeni bracia Grimm”, dlatego teraz widz może oczekiwać czegoś więcej niż to, co pokazał reżyser Breck Eisner.

„Łowca czarownic” z jednej strony powiela schematy, co jest minusem, ale z drugiej strony wpływa to na lepszy odbiór tego widowiska. Po mistrzowsku (i za pewne z myślą o Dieselu) wprowadzono klimat luksusowych, wyścigowych aut rodem z serii „Szybcy i wściekli”. Takie zagranie to ukłon w stronę fanów aktora, a jednocześnie ciekawe połączenie nadprzyrodzonych sekwencji, ze współcześnie rozwijającą się technologią oraz kinem drogi i akcji.

Hybryda, jaką jest „Łowca czarownic”, spełnia swoje funkcje doskonale. Czerpie z podobnych produkcji utarte schematy i łączy je z nowością i świeżością, jeżeli chodzi o odbiór przez widza. Przez dwie godziny spędzone w kinie nikt się nie wynudzi. Akcja z każdą minutą nabiera tempa, a hipnotyzujący tembr głosu Vina Diesela sprawia, że widz poczuje się częścią świata, w którym egzystują czarownice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *