Rockowa Meryl: Nigdy nie jest za późno

7697716.3Motyw podstarzałej gwiazdy rocka pozostaje wciąż popularny w amerykańskiej kinematografii. Mimo że wcielają się w nich głównie mężczyźni, to kobiecych ról również nie brakuje. Przykład? „Nigdy nie jest za późno”.

Linda Brummel (trzykrotna laureatka Oscara – Meryl Streep) to podstarzała gwiazda rocka, grająca w zespole Ricki and The Flash. Kilka lat wcześniej opuściła męża – Pete’a (zdobywca Oscara – Kevin Kline) i trójkę dzieci, chcąc rozpocząć swoją karierę muzyczną. Pewnego dnia postanawia znów zbliżyć się do rodziny.

Reżyser filmu – Jonathan Demme („Milczenie owiec”, „Filadelfia”) postanowił stworzyć projekt wybitnie… przeciętny. Najwidoczniej nie przemyślał on swojego kiepskiego pomysłu połączenia musicalu „Mamma Mia” (w którym swoje popisy wokalne również prezentowała Streep) z komedią Seana Andersa „Spadaj tato”. Obraz Demme’a jest tak naprawdę zlepkiem kilku mało wciągających, przewidywalnych scen bez jakiegokolwiek przesłania. Niektóre z nich są na dodatek tak bezsensownie przedłużane partiami muzycznymi, że w pewnym momencie można zasnąć z nudów i kompletnie zgubić wątek filmu.

Tę produkcję trudno jednoznacznie zaklasyfikować jako konkretny gatunek filmowy. Z jednej strony nie da się go właściwie nazwać komedią, biorąc pod uwagę wyjątkowo słaby poziom komizmu. Z drugiej strony nie można o nim także mówić jako o dramacie. Kilka żenująco ckliwych, banalnych i mało emocjonalnych scen (zresztą bardzo charakterystycznych dla amerykańskiego kina) nie zrobi z niego chwytającego za serce obrazu. Jednak już nawet nie ważne czym jest. Przy tym wszystkim boli także fakt, że kompletnie nie wnosi on niczego nowego, fascynującego czy nowatorskiego do kinematografii. Po laureacie Oscara dla najlepszego reżysera za „Milczenie owiec” można było po prostu oczekiwać czegoś lepszego.

Meryl Streep nie do końca przekonuje mnie swoją grą aktorską, próbując zaprezentować się jako rozkapryszona i niedojrzała gwiazda rocka. Być może dlatego, że przyzwyczaiła ona już widzów do bardziej dojrzałych, pewniejszych i realistycznych kreacji niż ta. Na pewno nie jest to jej górnolotna rola i kompletnie niezrozumiały jest powód dlaczego postanowiła zaangażować się akurat w ten projekt. Jednak należy pamiętać, że zdobywczyni ośmiu Złotych Globów to klasa sama w sobie. Ona zwyczajnie nie potrafi zejść poniżej pewnego poziomu. Może zagrać w najsłabszym filmie, a i tak będzie się w stanie wybronić graną postacią. Reszta obsady zaś nie powala swoimi umiejętnościami. Bezwyrazowy Kevin Kline czy apatyczna niczym Bella ze „Zmierzchu” – Mamie Gummer (córka Streep) odgrywają jedynie mdłe tło dla pierwszoplanowej aktorki.

Ciekawą kwestią pozostaje muzyka wykorzystana w tej produkcji. Pozytywnie zaskakują covery znanych, rockowych klasyków (m.in. zespołu The Rolling Stones) czy współczesnych, komercyjnych hitów (m.in. Lady Gagi czy Pink).

„Nigdy nie jest za późno” to niewymagający film, przy którym będzie można się odprężyć w zbliżające się chłodne, jesienne dni. Jeśli na dodatek bezwarunkowo kochacie Meryl Streep to koniecznie musicie go obejrzeć na dużym ekranie. Jednak warto zrobić to już teraz, zanim zniknie on całkowicie z repertuarów kin. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *