Nie taki remake straszny jak go malują – Poltergeist

poltergeist_1sht_vera1_largeW dzisiejszych czasach, pogromcy duchów używają dronów i tabletów, a GPS działa nawet w zaświatach. Stare odbiorniki odeszły do lamusa – teraz duchy kontaktują się z ludźmi za pomocą telewizorów plazmowych. Jak to wszystko wygląda, przekonacie się podczas seansu filmu „Poltergeist”.

Rodzina z trojgiem dzieci przeprowadza się na spokojne przedmieścia, do pozornie zwykłego domu, który stopniowo zaczyna odkrywać swą mroczną tajemnicę. Związany z domem duch poltergeist wykorzystuje przeciwko rodzinie jej największe lęki i porywa najmłodszą córkę do równoległego świata, z którego nie ma ucieczki. Ostateczna konfrontacja z potężnym poltergeistem wydaje się z góry przegrana. Aby go pokonać, bohaterowie będą musieli wezwać na pomoc egzorcystę. Czy ocali on rodzinę, zanim będzie za późno?

Reżyser filmu, Gil Kenan, ma na koncie tylko cztery filmy, w tym dwie animowane produkcje. Tym razem podjął się ekranizacji jednego z największych klasyków horroru. Na pewno część koneserów tego gatunku kojarzy film „Poltergeist” Stevena Spielberga z 1982 roku. Samo słowo remake powinno już budzić przerażenie, gdyż nie od dziś wiadomo, że takie produkcje nastawione są przede wszystkim na zysk, nie na poprawienie oryginału.

Trudno porównywać ten film do pierwowzoru. Stare horrory, mimo braku spektakularnych efektów specjalnych, mają swój niepowtarzalny klimat. W tej wersji efektów jest dużo, jednak większość tak sztuczna, że na sali kinowej zamiast okrzyku przerażenia, da się usłyszeć śmiechy. Reżyser idzie w stronę klasycznych zabiegów. Rosnące napięcie uzyskuje za pomocą powolnych ruchów kamery, niskich dźwięków i klasycznych atrybutów kina grozy –klauny, demoniczne gryzonie, postacie o dziwnych twarzach czy chodzące trupy.

Aktorstwo w filmie również pozostawia wiele do życzenia. Matka i ojciec, po tym jak ich własne dziecko zostało porwane w niezidentyfikowaną otchłań, zachowują się całkiem spokojnie, a siostra przeżywa bardziej spotkanie ze sławnym specem od zjawisk paranormalnych, niż zniknięcie małej dziewczynki. Reżyser poświęca sporo czasu na ekspozycję bohaterów, lecz trudno nie przejść obok nich obojętnie. Znudzony Sam Rockwell, ani nieco lepsza Rosemarie DeWitt nie potrafią tchnąć nawet odrobiny życia w grane przez siebie postacie. Na pochwałę zaś zasługują dzieci. Może i Heather O’Rourke jest niezastąpiona w roli porwanej w zaświaty małej dziewczynki, ale Kennedi Clements spisała się całkiem nieźle. Bardzo mocnym punktem filmu jest pojawienie się egzorcysty – Carrigan’a Burke. Aktor wcielający się w jego rolę – Jared Harris, jako jedyny daje z siebie wszystko. Jego rola jest mocna i charakterystyczna.

Widać, że reżyser gubi się w gatunkach. W niektórych momentach film budzi grozę, w innych śmiech. Obecne są tu różne konwencje – od elementów horroru, komedii, po wątki miłosne. Warto wziąć na tapetę najbardziej charakterystyczną scenę filmu, czyli pierwszy kontakt dziewczynki z zaświatami poprzez ekran telewizora. Klasyczny minimalizm i surowość obrazu została zastąpiona nowoczesną plazmą. Nawet śnieg w telewizorze i dłonie tajemniczych postaci w ekranie nie wyglądały już tak strasznie. Jako parodia horroru, film mógłby nawet otrzymać pozytywne recenzje, jako horror już gorzej. Największym komediowym „smaczkiem” jest puszczony w środku napisów making of, który przywodzi na myśl „Straszny film” (Pastisz kina grozy, łączący elementy czarnej komedii i horroru – przyp. red). Rozśmieszenie widza chyba nie było celowym zabiegiem reżysera.

„Poltergeist” pewnie nie zapisze się na kartach historii jako wybitny film, jednak warto go obejrzeć, chociażby dla kilku scen. Spokojnie można go polecić tym, którzy od włosów jeżących się na głowie wolą po prostu lekki dreszczyk emocji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *