Serialowy zawrót głowy: Tacy straszni bracia Grimm!

grimm-poster-030712-1„Grimm” to jednocześnie serial podobny i różny od tych, które mamy możliwość oglądać w telewizji. Spora dawka podań i legend, które ponad 200 lat temu zebrali bracia Grimm uzupełniona jest o wątki znane z kryminalnych produkcji, których na rynku nie mało.

Efekty specjalne i technologia jaka z nimi jest związana rozwija się w niesamowitym tempie. Cóż z tego, kiedy spektakularny efekt możemy uzyskać dobrą grą aktorską i charakteryzacją. Choć przez długi czas „Grimm” korzystał sporadycznie z komputerów, potrafił dokonać czegoś wyjątkowego: wskrzesić demony i potwory, których baliśmy się, czytając bajki niemieckich autorów.

Z Niemiec do Portland

O czym właściwie jest serial? Z całą pewnością można go wrzucić do jednego worka z „CSI: Miami”, „Kośćmi” czy „Kryminalnymi”. Wątki z gatunku fantasy stawiają go też niedaleko „Dawno, dawno temu” i „Bibliotekarzy”. Historia skupia się na młodym Nicku Burkhardcie (David Giuntoli), który jest zwykłym detektywem policji w Portland. Ma kochającą dziewczynę Juliette (Bitsie Tulloch) oraz tajemniczą ciotkę, która wychowała go po stracie rodziców.

Pewnego dnia ciotka odwiedza go i zadaje mu szereg tajemniczych pytań. Wie ona, że jej siostrzeńca spotykają dziwne rzeczy. Nick dostrzega prawdziwe oblicze ludzi. Mężczyzna widzi bionty – pół ludzi, pół zwierzęta, istoty, które stały się inspiracją do napisania baśni. Ciotka podczas rozmowy wyznaje mu, że jest Grimmem – człowiekiem, który rozpoznaje bionty i sieje pośród nich popłoch. Grimmowie są legendarnymi herosami i zabójcami tych dziwnych istot.

Gdy ciotka zostaje zamordowana, zostaje po niej tylko tajemnicza przyczepa kempingowa. W niej to znajdują się liczne księgi, encyklopedie i pamiętniki przodków detektywa, które opisują jak walczyli z biontami. Pozwalają one oswoić się głównemu bohaterowi z naturą Grimma.

Moralne problemy bohatera

Choć bycie Grimmem niejako narzuca głównemu bohaterowi rolę strażnika człowieczeństwa, ten jest zupełnie inny niż jego przodkowie. Twórcy w inteligentny sposób kreują główną postać serialu, by pokazać, że nikt nie znajduje się ponad prawem. Udowadniają, że każdy bez względu na to czy jest biontem czy nie, powinien otrzymać sprawiedliwy wyrok.

Nick Burkhardt to ciekawa i złożona postać. Początkowo jest mu ciężko odnaleźć się w nowej roli. Nie dość, że jest gliniarzem przestrzegającym prawa, to jeszcze jego dziedzictwo sprawia, że musi stać na straży świata, o którym jeszcze do niedawna nie miał zielonego pojęcia. Z czasem poznaje rzeczywistość, która ukryta jest pod woalem legend i podań. Zyskuje nawet nietypowych przyjaciół takich jak wilkor Monroe, którego początkowo podejrzewał o dokonanie morderstwa. Znajomość przeradza się w przyjaźń, a Monroe, który jest częścią magicznego świata, wprowadza Nicka w jego tajemnice i sekrety.

Klasyka w nowym wydaniu

grimm-12-days-of-krampus

Epizody rozpoczynają się cytatem z konkretnej baśni braci Grimm, które w tajemniczy sposób informują o fabule odcinka. Każdy z nich to historia nowego morderstwa. Policja w Portland znajduje zmasakrowane w dziwny, wręcz niewytłumaczalny, sposób zwłoki. Przykładem może być sprawa, w której ginęły kobiety, które miały na sobie czerwone nakrycie głowy. Brzmi znajomo? Owszem chodzi o nawiązanie do „Czerwonego Kapturka” z tą różnicą, że oprócz wilka podobny los spotkał jeszcze jego ofiary.

Początkowo serial mocno trzymał się kanonu baśni braci Grimm. Jednak rozwój fabuły oraz mocna pozycja w ramówce stacji NBC sprawiła, że zaczęto sięgać do legend i podań z różnych krajów. W kolejnych sezonach obok trzech niedźwiadków i złotowłosej spotkamy Chupacabrę czy Krampusa – istotę podobną do Mikołaja, która podczas gwiazdki zabierała niegrzeczne dzieci, by je potem zjeść.

Nie brak w serialu kontrowersyjnych wątków. Format pozwala na bardzo luźną interpretację faktów historycznych. Stąd też tajemnicze średniowieczne zakony to organizacje, które zwalczają nieczystość wśród ludzi zabijając bionty, a Hitler to nazista-biont, który był pod urokiem trzech magicznych monet.

Studnia bez dna

Takie połączenie dwóch konwencji dobrze się sprzedaje. Serial od czterech lat utrzymuje stałą widownię, która w zależności od epizodu waha się między 7, a 5 milionami telewidzów. I póki taka oglądalność będzie się utrzymywała, nie ma co się martwić o przyszłość serialu. Skoro twórcy coraz częściej sięgają do legend i podań z całej kuli ziemskiej to czy jest możliwe, że pomysły na kontynuację się wyczerpią?

grimm-1st-seasom-creatures01a

Twórcy serialu sięgają po kilka ciekawych chwytów, które sprawiają, że serial wyróżnia się na tle innych produkcji. Pojawiają się tu, rzadko dla tego gatunku spotykane, wątki rozwijające się przez cały sezon. Wskazówek odnośnie tajemnicy nie poznajemy w każdym kolejnym epizodzie. Mało tego sekret niekoniecznie zostaje rozwiązany na koniec sezonu. Takie zagranie jest bardzo rzadko spotykane w serialach. Owszem, pojawiają się tutaj typowe cliffhangery ale wątki, które dopełniają się w chwili, kiedy już o nich prawie zapomnieliśmy, to prawdziwy serialowy majstersztyk.

Magia to potęga

Serial ten skierowany jest do ludzi o naprawdę silnych nerwach i wytrwałych żołądkach. Krew, morderstwa i brutalność to stałe elementy tej produkcji. Wątki mordujących biontów to na pewien sposób na oderwanie się od klasycznej wersji serialu kryminalnego. Pozwalają one na dużą swobodę dla twórców, sprawiają że motywy kolejnych zbrodni są bardziej logiczne, a widz dostrzeże przesłanie serialu – zbrodnia to zło. Wątki fantastyczne, których jest tu mnóstwo, są tylko tłem i urozmaiceniem dla widza. Spotkanie z magicznym światem to naprawdę zajmująca rozrywka, ale najważniejsze jest to, że morderstwo, to magiczne lub nie, zawsze nim pozostanie. To już nie baśnie, te historie są prawdziwe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *