Polscy skoczkowie kończą igrzyska z trzema medalami. Drugi indywidualny krążek dla Tomasiaka i srebro w konkursie duetów!
6 min przeczytania
fot. Unsplash
Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 w wykonaniu polskich skoczków narciarskich to prawdziwy materiał na film. Podopieczni Macieja Maciusiaka wyjeżdżają z Predazzo z trzema medalami, a Kacper Tomasiak w wieku zaledwie 19 lat może pochwalić się trzema krążkami zdobytymi na igrzyskach!
Sezon 2025/26 nie był dotąd szczególnie udany dla polskich skoczków. Jedynym pozytywem był nagły wzrost formy Kacpra Tomasiaka. Największym osiągnięciem 19-latka z Bielska-Białej sprzed rozpoczęcia igrzysk było dwukrotne zajęcie 5. miejsca na konkursach Pucharu Świata w Wiśle i Engelbergu. Dzięki bardzo dobrym wynikom z sezonu Tomasiak znalazł się w kadrze na igrzyska olimpijskie i już podczas pierwszego konkursu rozgrywanego na normalnej skoczni zdobył srebrny medal.
Rosnące nadzieje
Po wywalczeniu srebra na skoczni normalnej kibice zastanawiali się, czy młody zawodnik ma szansę na zdobycie drugiego medalu. W sesjach treningowych na dużej skoczni w czołówce znajdował się Kamil Stoch. Dobrze spisywał się też Paweł Wąsek, który podczas ostatniego treningu wypadł najlepiej spośród reprezentantów Polski, zajmując 5. miejsce. Tomasiak plasował się natomiast w drugiej dziesiątce. Następnego dnia, chwilę przed konkursem, rozegrano serię próbną, którą na 3. miejscu zakończył lider polskiej kadry – Kacper Tomasiak. Nadzieje kibiców znów odżyły; wielu ekspertów mówi przecież, że Kacper to zawodnik, który najbardziej mobilizuje się na skoki konkursowe. Wszystko wskazywało na to, że Polacy mogą włączyć się do walki o podium!
W pierwszej serii konkursowej Tomasiak wylądował na 133. metrze. Ta odległość, a także wysokie noty za styl, pozwoliły mu zająć 4. miejsce. Co ciekawe, podobnie jak na skoczni normalnej bezpośrednio przed Polakiem plasował się Kristoffer Eriksen Sundal. Walka o medale zapowiadała się pasjonująco, ponieważ bardzo niewielką stratę do Tomasiaka mieli Jan Hoerl (0,1 pkt) i Władimir Zografski (2,5 pkt). Liderem na półmetku rywalizacji z dużą przewagą był Ren Nikaido (140 m), natomiast drugi był Domen Prevc (138,5 m). Pozostali Biało-Czerwoni zaprezentowali się przyzwoicie – Paweł Wąsek zajmował 12. pozycję, a 19. był Kamil Stoch.
Drugi indywidualny medal Kacpra!
Kacper Tomasiak znów był w grze o medal! Najpierw jednak zaprezentowali się Wąsek i Stoch. Chociaż nie walczyli o podium, ich próby nie były bez znaczenia – na podstawie występu w konkursie indywidualnym trener Maciusiak miał wybrać jednego z nich do konkursu duetów (drugie miejsce było zarezerwowane dla Tomasiaka, który wykazywał najlepszą formę). Niestety, obaj skoczkowie zanotowali spadek o dwie lokaty. Zakończyli więc rywalizację na 14. i 21. miejscu, a nominację do duetu uzyskał Paweł Wąsek.
Wreszcie przyszła pora na walkę o medale. I tu powtórzyła się historia ze skoczni normalnej – kapitalny skok młodego Polaka na odległość 138,5 metra wysunął go na pozycję lidera, pozostawiając w tyle Hoerla i Zografskiego. Wszystko było teraz w głowie i nogach Sundala. Norweg jednak po raz kolejny nie wytrzymał presji i wylądował na 135,5 metrach. Tym samym 25-letni zawodnik stracił do Kacpra 3,2 pkt, co oznaczało, że 19-latek miał zapewniony drugi medal!
Na górze pozostali już tylko Domen Prevc i Ren Nikaido. Słoweniec, skaczący jako pierwszy z pary, wylądował poza rozmiarem skoczni – na 141,5 metra, wyprowadzając pewny atak po złoty medal. Japończyk skoczył pięć metrów bliżej i uplasował się za liderem Pucharu Świata, ale przed Polakiem. Niemniej Tomasiak, który po konkursie na normalnej skoczni posiadał już tytuł najmłodszego polskiego medalisty olimpijskiego, mógł się teraz pochwalić również tytułem najmłodszego multimedalisty w historii naszego kraju.
Solidne skoki polskiego duetu
Dwa dni później, w poniedziałek 16 lutego, odbył się konkurs duetów. Maciej Maciusiak zdecydował się postawić na duet Paweł Wąsek–Kacper Tomasiak. Oznaczało to, że w składzie zabrakło miejsca dla Kamila Stocha. Trzykrotny złoty medalista olimpijski wspierał jednak kolegów spod skoczni.
Już od pierwszej serii na zdecydowane prowadzenie wysunęli się Austriacy. Jan Hoerl i Stephan Embacher zaprezentowali mistrzowski poziom. Drugie miejsce po pierwszych skokach zajmowali Słoweńcy. Podopieczni Roberta Hrgoty – Domen Prevc i Anže Lanišek, tracili do prowadzących Austriaków ponad 10 punktów. Na najniższym stopniu podium znaleźli się Polacy. Biało-Czerwoni oddali dwa równe, dalekie skoki. Różnice były jednak minimalne. W walce o medale pozostawało łącznie aż 7 drużyn.
W drugiej serii Polacy znów oddali bardzo dobre skoki. Paweł Wąsek w trudnych warunkach osiągnął 129,5 metra, a Kacper Tomasiak powtórzył swoją odległość z pierwszej serii – 135,5 metra. Dobra postawa podopiecznych Macieja Maciusiaka pozwoliła im awansować na drugą lokatę. Przewaga nad reprezentacją Norwegii wynosiła blisko 10 punktów, a prowadzący Austriacy byli poza zasięgiem – wyprzedzali Polaków o ponad 20 punktów. Przyszedł czas na trzecią, decydującą serię…
Trzecia seria odwołana, a więc mamy to!
Ostatnia, trzecia seria była prawdziwym rollercoasterem emocji dla polskich kibiców. Paweł Wąsek uzyskał 129 metrów. Biało-Czerwoni spadli po jego skoku na czwartą pozycję. Wydawało się, że może być trudno zdobyć medal, który wcześniej wydawał się na wyciągnięcie ręki.
W czasie ostatniej serii nad skocznią w Predazzo zaczął obficie padać śnieg. Domen Prevc oddał na życzenie trenera skok ze znacznie obniżonej belki. Zalegający w torach najazdowych śnieg spowodował, że Słoweniec osiągnął zdecydowanie niższą prędkość na progu niż jego konkurenci. Prevc zakończył swoją próbę, lądując przed punktem K.
Pogoda nie sprzyjała kontynuowaniu zawodów, mimo to po kilku minutach oczekiwania na belce startowej zasiadł Kacper Tomasiak. Niestety jego prędkość na progu wyglądała jeszcze gorzej niż ta, którą osiągnął Słoweniec. Polak wyrównał odległość Prevca. Biało-Czerwoni zajmowali trzecie miejsce, a do końca pozostały jeszcze trzy skoki. Wydawało się, że marzenia o medalu trzeba odłożyć na kolejne igrzyska.
Po chwili widzowie zobaczyli rozmowę dyrektora ds. narciarstwa klasycznego Sandro Pertille z szefem zawodów. Kamery pokazały radość Austriaków i wtedy wszystko stało się jasne – trzecia seria została odwołana, a Polacy zakończyli zmagania ze srebrem! Patrząc na to, jak układał się tegoroczny Puchar Świata dla naszych zawodników, wyniki igrzysk były niewątpliwym zaskoczeniem. Jednak magia Predazzo zadziałała i polscy skoczkowie wyjechali z medalami zdobytymi w trzech konkursach!
Po dekoracji medalowej Kacper Tomasiak podzielili się swoimi wrażeniami z dziennikarzami Skijumping.pl:
Trochę dziwnie to wyglądało. Jak zaczęło lekko sypać, to jeszcze się wydawało, że można skakać. Przed Domenem długo manewrowali belkami i wtedy jeszcze chyba dałoby się to skończyć. Ale potem tak się rozpadało, że już było naprawdę ciężko coś zrobić. Przede wszystkim czuję radość… i zmęczenie. Z medali jest ogromna radość, ale najchętniej już bym się teleportował do domu, żeby odpocząć dzień czy dwa bez tej całej podróży – komentował Tomasiak.
Na pytania dziennikarzy odpowiadał także Paweł Wąsek, który przebył niezwykle trudną i wymagającą drogę, by w ogóle znaleźć się na liście powołanych:
No ciężka była ta droga, ale taki jest sport. Niejednokrotnie pokazywał, że naprawdę wszystko można odwrócić. Z każdego dołka można wyjść. Początek zimy był dla mnie bardzo trudny, a teraz jestem wysoko, wysoko w niebie. Wiedziałem, że mój ostatni skok nie był idealny. Spadliśmy z wirtualnego podium. Kamil Stoch podszedł do Sandro Pertile i zapytał, czy seria została odwołana. Kiedy to potwierdził, skoczyłem na Kamila i zaczęliśmy się cieszyć – opisywał uradowany Wąsek.

