Zmienne szczęście Polaków na UFC w Las Vegas

Fot. Instagram/@ufceurope – https://www.instagram.com/p/C3L0Oyhq5y7/?img_index=2

W sobotę w Las Vegas odbyła się gala UFC Fight Night, gdzie w main evencie zmierzyli się ze sobą Jack Hermansson i Joe Pyfer. Na karcie walk znalazło się także dwóch reprezentantów Polski, którzy dostarczyli kibicom skrajnie różne emocje.

Cenne zwycięstwo

Jako pierwszy z naszych rodaków do klatki wszedł Marcin Prachnio. Zmierzył się on z Devinem Clarkiem, a więc zawodnikiem o całkiem interesującej przeszłości w UFC.  Amerykanin dzielił oktagon z zawodnikami takimi jak Jan Błachowicz, Aleksandar Rakić czy Anthony Smith, czyli z absolutną czołówką dywizji półciężkiej. Przed Polakiem stało więc prawdopodobnie największe wyzwanie w karierze. Poradził z nim sobie bardzo dobrze, mądrze wykorzystując swoje atuty stójkowe i kontrolując pojedynek, co ostatecznie doprowadziło do jednogłośnego zwycięstwa na kartach punktowych. Pod koniec 3. rundy polscy kibice mogli jednak przeżyć chwile grozy, bowiem Marcin otrzymał kilka mocnych ciosów, po których zachwiał się na nogach. Warto zwrócić uwagę na bardzo dobre kopnięcia ze strony trenującego w Holandii Polaka. Było to jego 4. zwycięstwo w 9. walce dla organizacji Dany White’a.

A mogło być tak pięknie…

Kolejnym Polakiem, który pojawił się tej nocy w klatce amerykańskiego giganta, był Robert Bryczek. 33-latek miał w swoim debiucie stanąć w szranki z bardzo groźnym Albertem Duraevem, ale Rosjanin wypadł jednak z pojedynku kilka dni przed wydarzeniem. Ostatecznie doprowadziło to do jego zwolnienia. W jego miejsce naprzeciwko Bryczka stanął Ihor Poieria. Z racji na krótki okres przygotowawczy i niezbyt okazałe poprzednie występy, Ukrainiec był stawiany w roli underdoga. Ostatecznie jednak, w wyniku decyzji sędziów, to jego ręka znalazła się w górze. Choć bardziej niż o dobrym występie Ihora, można tu mówić o katastrofalnej wręcz dyspozycji Roberta. Polak był wolny, mało agresywny, nie wywierał presji, w skrócie nie zrobił nic aby ten pojedynek wygrać. Wyglądało to naprawdę źle, a była to doskonała okazja, aby udanie wejść do organizacji. Także dlatego, że starcie zajmowało bardzo wysokie miejsce na karcie walk.

Co przyniesie przyszłość?

Walki naszych rodaków odpowiedziały nam na kilka pytań, ale także kilku dostarczyły. Zwycięstwo Marcina Prachnio na pewno znacznie umocniło jego pozycję w amerykańskiej organizacji i sprawiło, że może on spać spokojnie. Wprawdzie nie jest kandydatem do czołowej piętnastki swojej kategorii, natomiast pokazał, że potrafi bić się na solidnym poziomie. Odmiennie wygląda sytuacja Roberta Bryczka. Nie należy się spodziewać zwolnienia go z szeregów największej federacji świata, natomiast zdecydowanie był to występ poniżej oczekiwań. Pozostaje liczyć że był to wypadek przy pracy i objaw stresu związanego z debiutem, a następne starcia będą znacznie lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedemnaście − cztery =