06/08/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

26. SFF: Ostatniej nocy w Oslo. O „Oslo, 31 sierpnia” Joachima Triera

8 min przeczytania
Joachim Trier Oslo 31 sierpnia

grafika: Maja Grabowska / kadr z "Oslo, 31 sierpnia": materiały prasowe

Anders zbliża się do końca terapii odwykowej. Ma szansę na naprawienie relacji i zbudowanie swojego życia od nowa, bez narkotyków. Ośrodek oferuje mu możliwość stabilniejszego startu, umawiając go na rozmowę o pracę w redakcji magazynu. Lecz co jeśli, mimo tego, Anders nie może odnaleźć nadziei? Czy uczucia tłamszone wcześniej narkotykami powrócą z większą siłą? Co wydarzy się w ostatnią noc sierpnia? Joachim Trier na dobę zabiera nas do norweskiej stolicy w filmie Oslo, 31 sierpnia, który był jednym z tytułów pokazywanych na 26. Sopot Film Festivalu.

Po 5 latach od Reprise, Joachim Trier ponownie prowadzi kamerę ulicami rodzinnego miasta, przedstawiając drugi film w tzw. trylogii Oslo. Choć filmy nie są fabularnie powiązane, podobieństw do jego pełnometrażowego debiutu jest tu całkiem sporo. Przede wszystkim Trier ponownie napisał scenariusz wraz z Eskilem Vogtem, a w głównej roli zobaczymy Andersa Danielsena Lie – z perspektywy czasu te dwa nazwiska można nazwać wręcz charakterystycznymi dla filmów Norwega.

Przywoławszy nazwisko aktora, warto poświęcić chwilę jego biografii, bo jest ona naprawdę zaskakująca. Anders Danielsen Lie (ur. 1 stycznia 1979 r. w Oslo) zadebiutował w filmie Herman Erika Gustavsona w wieku 11 lat, lecz później nie kształcił się aktorsko, ani nie zagrał w żadnej produkcji przez aż 16 lat. Na Uniwersytecie w Oslo przez rok studiował starożytną grekę, po czym ukończył pierwszy stopień medycyny oraz muzykologię.

Był w trakcie doktoratu z medycyny, gdy Joachim Trier zaproponował mu udział w castingu do Reprise. Na czas zdjęć do filmu Andersen Lie przerwał studia, które ukończył w 2007 r. Rola przyniosła mu uznanie oraz kolejne propozycje, on skupił się jednak na praktyce lekarskiej. Od 2014 r. zaczął regularnie pojawiać się na srebrnym ekranie, m.in. w Wyspie Bergmana Mii Hansen-Løve czy Chorej na siebie Kristoffera Borgli (reżysera tegorocznej Dramy), pomiędzy produkcjami cały czas pracując z pacjentami. W 2020 r., po realizacji zdjęć do Najgorszego człowieka na świecie Triera, nadzorował centrum szczepień na Covid-19 w jednej z dzielnic Oslo. Choć publicznie podkreślał, że godzenie tych karier nie należy do najłatwiejszych zadań, od lat odnosi sukcesy na obu polach.

Oprócz medycyny i filmu, Anders Danielsen Lie jest również multiinstrumentalistą z dwoma albumami na koncie. Gra na pianinie, gitarze, basie i perkusji. Inspiracją dla jego debiutanckiej płyty This Is Autism, wydanej w tym samym roku co Oslo, 31 sierpnia, były jego nagrania z dzieciństwa.

Oslo… doczekało się premiery na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2011 r.; zdobyło również uznania gremiów na kilku innych światowych imprezach. W Polsce film trafił do kin w styczniu kolejnego roku.

Druga szansa na siebie

W Oslo… Joachim Trier opowiada historię 34-letniego Andersa (Anders Danielsen Lie), który niedługo skończy pobyt w ośrodku terapii uzależnień. Powinna mu towarzyszyć nadzieja na lepsze jutro, lecz znów trawią go egzystencjalne rozterki, przez które sięgnął po narkotyki. By wesprzeć go w trudnym momencie powrotu do codzienności, opiekunowie umawiają Andersa na rozmowę o pracę w redakcji magazynu. Bohater otrzymuje przepustkę na 24h, by spotkać się z redaktorem naczelnym, a także odnowić więzi ze znajomymi i rodziną. Czy spacerując ulicami Oslo w ostatnie sierpniowe chwile Anders odnajdzie drogę do szczęśliwszego życia? Czy wyrwy spowodowane nałogiem da się zapełnić na nowo?

Inspiracja znad Sekwany

Joachim Trier i Eskil Vogt napisali scenariusz Oslo, 31 sierpnia zainspirowani powieścią Le feu follet Pierre’a Drieu la Rochelle’a. Główny bohater la Rochelle’a, Alain Leroy, ma 30 lat i jest weteranem I Wojny Światowej. Przez kilka lat prowadził beztroską egzystencję i nie stronił od heroiny, co skutkowało trafieniem do szpitala psychiatrycznego. Po zakończeniu terapii Alain wraca do Paryża i swoich znajomych, lecz nie odnajduje wśród nich zrozumienia ani współczucia. Błąka się między możliwościami powrotu do pewnego rodzaju normalności, poszukując szczerości drugiego człowieka i utraconych uczuć. Powieść nie doczekała się dotychczas polskiego tłumaczenia, lecz w 1963 r. została zekranizowana przez Louisa Malle’a jako Błędny ognik.

Scenariusz Triera i Vogta jest luźną adaptacją tekstu la Rochelle’a. Choć został on wydany 80 lat wcześniej, dostrzegli jego ponadczasowość i fakt, że historia mogłaby wybrzmieć równie mocno, gdyby osadzona była w innym mieście, kraju i kulturze – i tak właśnie ją wykorzystali. Reżyser przyznaje, że właśnie dzięki inspirującej lekturze Le feu follet zdecydowali się umieścić w centrum postać wracającego do zdrowia narkomana.

Z melancholią przez ulice Oslo

Oslo, 31 sierpnia oferuje wyjątkowe podejście do tematu zmagań z uzależnieniem. Trier nie pyta, czy bohaterowi uda się skończyć odwyk, lecz jak ma on wrócić do codzienności, porzuconej w zgliszczach po relacji z narkotykami. Czy nadzieje i perspektywy odzyskania stabilności wystarczają w obliczu konieczności zbudowania swojego życia od nowa?

Wraz z kolejnymi godzinami przepustki Andersa, obserwujemy jego interakcje z przyjaciółmi i bliskimi. Temat, choć w większości nieomawiany wprost, ciąży na każdym zdaniu i każdej refleksji. Anders nie prosi o pomoc bezpośrednio, a jego znajomi nie reagują na subtelne znaki na tyle, by zaoferować mu potrzebne wsparcie. Mimo szczerych intencji Thomasa (Hans Olav Brenner) czy otwarcia grupy, z którą spędza ostatnią sierpniową noc, również widz odczuwa dystans w tych relacjach, pustkę, której nie sposób ominąć. Tutaj ogromne uznanie należy się duetowi scenarzystów – wszystkie konwersacje budują subtelność i prywatność tej historii, stopniowo odkrywając wewnętrzną tragedię Andersa.

Stolica Norwegii gra tutaj rolę cichego towarzysza Andersa, którego sama obecność przywołuje trudne wspomnienia. Nie jest idyllicznym, ciepłym domem, zapraszającym go ponownie w swoje progi – to raczej chłodna okolica, która była tym domem w dawnym, zapomnianym czasie. Anders przyznaje, że powinien opuścić Oslo, uciec od skojarzeń z dawnym trybem życia, by móc obrać nową drogę. Ulice miasta na dobę, w której zamknięta jest akcja filmu, stają się kanwą autorefleksji i niemo dźwigają za Andersem ciężar przeszłości.

Co jeśli nie może być lepiej?

Podczas gdy Reprise skupiło się na dwudziestokilkuletnich bohaterach z ambicjami i nadziejami na przyszłość, 34-letni Anders w Oslo… tej wiary już nie ma. Najlepsze lata zatracił pomiędzy rozterkami i substancjami, którymi próbował je uciszyć. Dręczą go egzystencjalne pytania i, choć szczerze by chciał, nie wierzy, że po skończeniu odwyku wszystko się ułoży. Jego los jest przejmujący, bo choć ma szansę na diametralne odmienienie swojej sytuacji, nie widzi w tym sensu i nie jest w stanie sięgnąć po żadną z możliwości. Złamany i pozbawiony pewności, Anders rozważa, czy nie łatwiej jest godnie zamknąć wątki przeszłości niż rozpoczynać nowe.

Niezwykle łatwo sympatyzować z Andersem i mieć nadzieję na pozytywny finał historii, co jest zasługą poruszającej kreacji Andersa Danielsena Lie. Aktor tworzy postać, której ból, dystans od otoczenia i emocjonalne zagubienie są wyjątkowo autentyczne. Choć była to jego zaledwie trzecia ekranowa rola, Danielsen Lie wyborowo poradził sobie z udźwignięciem emocjonalnego serca filmu.

Dojrzale i… sentymentalnie?

Choć może się to wydać powtórzeniem z poprzedniego tekstu, nie można nie docenić twórczej dojrzałości na tak wczesnym etapie. Oslo… to drugi pełny metraż Joachima Triera, lecz widać w nim konkretny i konsekwentnie realizowany pomysł na filmowe opowiadanie. Reżyser opowiada historie swoich bohaterów, emocjonalne i ludzkie, w opozycji do skomplikowanej fabuły i licznych zwrotów akcji. Tu na pierwszym miejscu jest postać, jej ewolucja i odczucia – śledzimy Andersa próbującego odnaleźć się w rzeczywistości naznaczonej jego czynami, a nie działającego pod wpływem czy wbrew wyższej, uwarunkowującej go sile napędzającej akcję. Trier kreuje perspektywę bohatera i nakreśla intymną opowieść, używając filmowego języka jako ilustrację ulotnych momentów i formatywnych wspomnień.

Wszystkie rozmowy i spotkania podczas tej doby są rozpisane z czułością; każde słowo, choć czasem zawodzi, jest na swoim miejscu, a momenty ciszy niemo wykrzykują to, czego wysłowić nie sposób. Kiedy dochodzimy do końca historii Andersa, prędko zaczynamy zaglądać pomiędzy te zdania i zastanawiać się, gdzie doszło do pęknięcia. Poszukujemy momentu zmiany w myśleniu, kwestionujemy cały plan bohatera na ten dzień, zupełnie jakby był naszym bliskim, którego spotkała tragedia.

Jednak, jak mówi sam Trier, choć naznaczona spojrzeniami w przeszłość, ta historia nie ma mieć wydźwięku sentymentalnego. W Oslo…, tym bardziej oglądając film obecnie, znajdziemy inne powiązanie z tym terminem.

Mowa oczywiście o Wartości sentymentalnej i kilku elementach wspólnych pomiędzy tymi produkcjami. Oprócz angażu Andersa Danielsena Lie, w filmie zobaczymy również Renate Reinsve. Choć ma tu maleńką rolę, to właśnie przy Oslo, 31 sierpnia zaczęła się współpraca aktorki z Joachimem Trierem. Spostrzegawczy widz zauważy również znajomą z zeszłorocznej produkcji fasadę. Dom rodzinny Andersa, do którego bohater przychodzi pod koniec filmu, to także dom Borgów w Wartości sentymentalnej. To zresztą prawdziwy budynek, który można znaleźć przy Thomas Heftyes gate w Oslo.

Ostatniej nocy w Oslo

W Oslo, 31 sierpnia Joachim Trier podejmuje temat uzależnienia z niecodziennej, ale brutalnie realnej strony. Stawia pytanie o losy bohatera, gdy nadzieja się wyczerpuje; gdy przeszłość ciąży zbyt mocno, gdy nie może być lepiej. To jeden z najlepszych obrazów Triera, świetnie pokazujący zarówno jego reżyserską wizję, jak i kunszt scenariopisarski. To film o niezwykłym emocjonalnym ładunku i z pewnością nie należy on do seansów „łatwych i przyjemnych” – lecz jeśli zdecydujecie się wyruszyć z Andersem na jedną dobę do Oslo, poznacie jedną z najbardziej czułych i łamiących serce filmowych opowieści ostatniej dekady.

 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości organizatorów 26. Sopot Film Festival.

Rocznik '05. Studentka Wiedzy o Filmie i Kulturze Audiowizualnej. Uwielbia kino – różnorakie, w dużej ilości, lepszej i gorszej jakości. Równie wysoko ceni sobie muzykę i literaturę, a czasem zdarza się jej pisać o którymś z tych trzech. Entuzjastka koncertów, podróży, dobrej herbaty, kolekcjonowania plakatów i płyt, kultury Szkocji i „Kulawych Koni”.