„Inferno” – piekielnie dobry film?
4 min przeczytania
Grafika: Eden Król/Plakat: Columbia Pictures, użyto na podstawie prawa cytatu
Inferno to trzeci film opowiadający o przygodach Roberta Langdona i jednocześnie część, która najmocniej różni się od poprzednich. Po sukcesie Kodu da Vinci oraz bardziej widowiskowych Aniołów i demonów twórcy postawili tym razem na bardziej paranoiczny i psychologiczny klimat. Zamiast wielkiego konfliktu religii i nauki dostajemy historię o przeludnieniu i świecie, który powoli zaczyna wymykać się spod kontroli.
Film zaczyna się naprawdę mocno, Robert Langdon budzi się w szpitalu we Florencji z amnezją i praktycznie nie pamięta, jak się tam znalazł. Bardzo szybko okazuje się, że ktoś chce go zabić, a on sam jest powiązany z tajemnicą mogącą zagrozić milionom ludzi.
Już od pierwszych minut czuć, że Inferno ma być bardziej chaotyczne, bardziej nerwowe i mniej „klasycznie przygodowe” niż wcześniejsze części.
Klimat chaosu i paranoi
Największą siłą filmu jest atmosfera ciągłego zagubienia. Widz razem z Langdonem próbuje zrozumieć, co jest prawdą, komu można ufać i co właściwie dzieje się wokół niego. Film bardzo często bawi się wizjami, przebłyskami pamięci i obrazami inspirowanymi Boską Komedią Dantego, dzięki czemu momentami przypomina wręcz thriller psychologiczny.

To właśnie te sceny sprawiają, że początek filmu działa tak dobrze. W przeciwieństwie do poprzednich części, tutaj praktycznie każdy coś ukrywa. Bohaterowie manipulują sobą nawzajem, zmieniają strony konfliktu, a widz przez długi czas nie wie, kto naprawdę jest zagrożeniem.
Miasta, które robią ogromny klimat
Jedną z najlepszych rzeczy w całej serii pozostają lokacje. Film świetnie wykorzystuje historyczne miasta, muzea i zabytki. Florencja wygląda niemal jak labirynt pełen sekretów, Wenecja dodaje historii tajemniczości, a Stambuł buduje bardzo ciężki i niepokojący klimat finału.
Ron Howard po raz kolejny pokazuje, że potrafi robić thrillery oparte na historii i symbolice. Nawet jeśli sama fabuła czasami się gubi, atmosfera odkrywania tajemnic nadal działa naprawdę dobrze.
Bardziej ludzkie oblicze Langdona
Tom Hanks wypada tutaj inaczej niż wcześniej. Langdon nie jest już człowiekiem, który spokojnie tłumaczy symbole i zawsze ma wszystko pod kontrolą. Tym razem jest zmęczony, zagubiony i momentami autentycznie przestraszony.
To akurat działa bardzo na plus, ponieważ bohater wydaje się bardziej ludzki. W poprzednich filmach Langdon momentami przypominał maszynę do rozwiązywania zagadek. Tutaj widać, że sytuacja naprawdę go przerasta.
Dużo dobrego wnosi też Felicity Jones, której postać przez większość filmu pozostaje trudna do rozszyfrowania. Relacja między nią a Langdonem dodaje historii dodatkowego napięcia i sprawia, że film cały czas trzyma widza w niepewności.
Główny motyw filmu
Najciekawszym elementem filmu jest sam główny problem, wokół którego kręci się fabuła. Tym razem zagrożeniem nie są tajne organizacje czy sekrety Kościoła, ale przeludnienie świata. Antagonista wierzy, że ludzkość sama prowadzi się do zagłady i że potrzebne są drastyczne działania, żeby uratować przyszłość planety.
I właśnie to wypada najbardziej niepokojąco. Film momentami bardzo wyraźnie sugeruje, że część argumentów złoczyńcy ma sens. Dzięki temu historia nie jest zwykłym pojedynkiem dobra ze złem, a bardziej dyskusją o tym, jak daleko człowiek może się posunąć w imię „ratowania świata”.
Za dużo twistów
Niestety im bliżej końca, tym bardziej Inferno zaczyna się gubić. Twist goni twist, bohaterowie ciągle zmieniają motywacje i momentami można odnieść wrażenie, że film sam komplikuje historię bardziej niż trzeba.
To sprawia, że finał nie ma aż takiego emocjonalnego uderzenia jak w Aniołach i Demonach. Tam napięcie rosło aż do samego końca i kończyło się naprawdę widowiskowo. Tutaj zakończenie wydaje się trochę zbyt szybkie i mniej satysfakcjonujące.
Czy Inferno jest naprawdę takie słabe?
Wiele osób uważa Inferno za najsłabszą część serii i częściowo można to zrozumieć. Film ma bardziej chaotyczną fabułę, mniej ikoniczny klimat religijnych spisków i momentami próbuje być zbyt skomplikowany.
Jednak jednocześnie to chyba najbardziej niedoceniona część całej trylogii. Ma świetny początek, bardzo dobry klimat paranoi i kilka naprawdę mocnych pomysłów. Po prostu nie jest tak widowiskowy i emocjonalny jak Anioły i Demony.
Podsumowanie
Inferno to thriller dużo mroczniejszy i bardziej psychologiczny niż poprzednie filmy z Langdonem. Nie ma tutaj aż tyle widowiskowej akcji ani religijnych kontrowersji. Jest za to atmosfera chaosu, niepewności i ciągłego zagrożenia.
Film momentami naprawdę potrafi wciągnąć, szczególnie dzięki świetnym lokacjom, klimatowi i motywowi przeludnienia. Szkoda tylko, że końcówka nie wykorzystuje pełnego potencjału historii.

