Iluminaci wracają do gry
3 min przeczytania
Grafika: Eden Król/Plakat: Columbia Pictures, użyto na podstawie prawa cytatu
Anioły i demony to film, który miał bardzo trudne zadanie — musiał powtórzyć gigantyczny sukces Kodu da Vinci i jednocześnie poprawić jego największe problemy. I co ciekawe, w wielu aspektach naprawdę mu się to udało.
Film wyreżyserował Ron Howard, a w głównej roli ponownie pojawia się Tom Hanks jako Robert Langdon — profesor symboliki religijnej, który znowu zostaje wrzucony w sam środek ogromnego spisku.
Kościół jako oś fabuły

Po śmierci papieża Watykan przygotowuje się do konklawy. W tym samym czasie z CERN-u zostaje skradziona antymateria — niezwykle niebezpieczna substancja mogąca zniszczyć całe miasto.
Okazuje się, że za kradzieżą stoi tajemnicza organizacja Iluminatów, która grozi Kościołowi i zapowiada zemstę.
Langdon trafia do Rzymu, gdzie musi rozwiązywać zostawione przez Iluminatów zagadki ukryte w symbolach, dziełach sztuki i architekturze, próbując jednocześnie uratować porwanych kardynałów i zapobiec katastrofie.
Największa poprawa względem Kodu da Vinci
Największy problem Kodu da Vinci był taki, że momentami przypominał bardzo długi wykład historyczny. Bohaterowie stali i tłumaczyli symbole przez pół filmu. Anioły i Demony wyciągnęły z tego wnioski. Tutaj akcja praktycznie cały czas pędzi. Bohaterowie prowadzą pościgi po Rzymie, używają tajnych przejść i walczą z goniącym ich czasem.
Film ma dużo więcej energii i napięcia. Wreszcie czuć, że stawka jest ogromna. Reżyser nie próbuje robić przesadnie „intelektualnego” kina — stawia na emocje i tempo.
Klimat Watykanu i Rzymu
Jedna z najlepszych rzeczy w filmie to klimat. Rzym wygląda fenomenalnie. Kościoły, place, podziemia, Watykan nocą — wszystko ma niemal mistyczny charakter. Kamera bardzo często podkreśla monumentalność architektury i religijnej symboliki.
Muzyka Hansa Zimmera też robi ogromną robotę. Soundtrack buduje napięcie praktycznie przez cały film i sprawia, że nawet spokojniejsze sceny mają ciężar.
Momentami film przypomina wręcz religijną wersję kina przygodowego w stylu Indiana Jones, tylko bardziej mroczną i nowoczesną.
Tom Hanks jako Langdon
Tom Hanks bardzo dobrze odnajduje się w roli Roberta Langdona i sprawia, że bohater mimo całego chaosu wokół nadal wydaje się

wiarygodny oraz inteligentny. Nie jest to jego najbardziej charyzmatyczna rola, lecz dobrze sobie w niej radzi.
W Aniołach i Demonach Langdon wypada lepiej niż wcześniej, bo scenariusz daje mu więcej okazji do działania, a mniej do tłumaczenia teorii przy stole. Dzięki temu bohater wydaje się bardziej aktywny i bardziej ludzki.
Problem w tym, że sam Langdon nadal bywa trochę „zbyt idealny”. Praktycznie wszystko wie, wszystko rozumie i niemal zawsze trafia na właściwy trop w ostatniej chwili. Ale taki już jest styl Dana Browna — bohater ma być przewodnikiem po zagadce.
Plot twist i finał
Najmocniejszą częścią filmu jest końcówka. Reżyser bardzo dobrze prowadzi widza w złym kierunku. Przez większość historii wydaje się, że wszystko jest prostym konfliktem nauki z religią i zemstą Iluminatów na Kościele.
A potem okazuje się, że prawdziwe zagrożenie pochodzi z samego wnętrza Watykanu.
Kamerling Patrick McKenn wypada świetnie jako antagonista, bo nie jest typowym złoczyńcą. Ewan McGregor gra go bardzo spokojnie i charyzmatycznie, dzięki czemu finał działa dużo mocniej. Jego motywacja — uratowanie wiary za wszelką cenę — jest przerażająca właśnie dlatego, że częściowo można ją zrozumieć.
Scena z helikopterem i antymaterią jest totalnie przesadzona i absurdalna fizycznie, ale jednocześnie niesamowicie widowiskowa. To dokładnie ten rodzaj hollywoodzkiej przesady, który albo kupujesz, albo przewracasz na niego oczami.
Podsumowanie
Anioły i Demony to bardzo dobry thriller sensacyjny, który idealnie nadaje się na wieczorny seans. Nie jest szczególnie głęboki ani realistyczny, ale świetnie buduje napięcie i ma bardzo dobry klimat.
To jeden z tych filmów, które ogląda się z przyjemnością nawet wtedy, gdy człowiek widzi wszystkie fabularne absurdy — bo całość jest po prostu dobrze zrobiona i wciągająca.

