07/01/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Zburzyć, żeby pamiętać

4 min odczytu
Westerplatte pomnik

autor: Medicaster40/źródło: Wikipedia (domena publiczna)

Westerplatte znów staje się polem bitwy – tym razem jest to bitwa o pamięć. W roku, w którym świętujemy stulecie urodzin Franciszka Duszeńki, jednego z najważniejszych rzeźbiarzy powojennych, państwowa instytucja decyduje o wyburzeniu obiektów jego autorstwa znajdujących się na półwyspie.

Oficjalnie wszystko dzieje się w imię „autentyzmu” i odtworzenia topografii z 1939 r. Spór wokół brutalistycznej zabudowy okazuje się być czymś więcej niż konfliktem o betonową wiatę: to zderzenie dwóch wizji historii. Jednej, którą zamierza się chronić, i drugiej, powojennej, która z jakiegoś powodu nie jest uznawana za wartą zachowania. Dlaczego jesteśmy gotowi poświęcić fragment polskiej tożsamości powojennej, by dopasować przestrzeń do określonej narracji?

Biografia naznaczona wojną

Franciszek Duszeńko urodził się w 1925 r. w Gródku Jagiellońskim koło Lwowa. Był żołnierzem Armii Krajowej, a także więźniem obozów koncentracyjnych Gross-Rosen i Sachsenhausen-Oranienburg. Od zakończenia wojny, aż do końca życia był związany z Gdańskiem. Należał do grona pierwszych absolwentów Gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych (wówczas Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych). W latach 1981–1987 pełnił funkcję jej rektora. Do 2001 r. pozostał tam w roli pedagoga.

Duszeńko to artysta pokolenia Kolumbów – jego twórczość ukształtowały dramatyczne przeżycia młodości. Sztuka dawała mu nie tylko sposób przepracowania osobistych traum, ale również była formą konserwacji pamięci zbiorowej. W swoich pracach upamiętniał wojnę, tworząc dzieła, które łączyły siłę emocji z powściągliwym językiem formy. Szczególnie silny ślad swojego artystycznego kunsztu pozostawił na Westerplatte – był głównym twórcą Pomnika Obrońców Wybrzeża, ikonicznego symbolu tego miejsca.

Uchwałą Sejmu rok 2025 ogłoszono Rokiem Franciszka Duszeńki. Ironia losu polega na tym, że w tym samym czasie rozpada się w pył część jego dzieła – i to nie z powodu czasu, lecz decyzji administracyjnych.

„Ahistoryczna” zabudowa

Wraz z Adamem Hauptem i Henrykiem Kitowskim, Duszeńko zaprojektował również zabudowę towarzyszącą pomnikowi na Westerplatte: wiatę autobusową i pawilon. Obiekty są betonowe, proste w formie, z wyraźnymi śladami szalowania, czyli odciskami desek konstrukcji, w której wylewano beton. Są wpisane w język brutalizmu, ówczesnej architektury symbolicznej, której szorstkość była częścią powojennej wrażliwości.

W 2024 r. Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej (FRAG) złożyło wniosek o objęcie obiektów ochroną konserwatorską. Jednak pomorski wojewódzki konserwator zabytków, Dariusz Chmielewski, nie wyraził na to zgody. Decyzję uzasadnił ich „ahistorycznością” w kontekście Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Słowo „ahistoryczne” użyte wobec obiektów mających ponad 60 lat brzmi tu jak paradoks, a może raczej jak diagnoza tego, co w Polsce wciąż nie mieści się w kanonie „dziedzictwa”.

Brak wpisu na listę zabytków oznacza, że obiekty nie są formalnie chronione i mogą zostać wyburzone. To idealnie wpisuje się w nowy pomysł Muzeum II Wojny Światowej, które – we współpracy z konserwatorem – zdecydowało o przywróceniu wyglądu Westerplatte z 1 września 1939 r. W planach jest więc usunięcie powojennej zabudowy, choć – nieco paradoksalnie – pozostaną tam niektóre późniejsze obiekty, w tym sam Pomnik Obrońców Wybrzeża. Dodatkowo projekt zakłada także wycinkę 830 drzew i 1365 m² krzewów.

Spór o pamięć

Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, Rafał Wnuk, podkreśla, że decyzja nie jest arbitralna, lecz wynika z konkursu i współpracy ekspertów.

Istotą tej inwestycji jest odtworzenie układu przestrzennego sprzed 1 września 1939 r. oraz możliwie szerokie zachowanie autentyzmu Pola Bitwy. Organizując konkurs jednoznacznie uznano, że wiaty oraz budynek toalety nie mieszczą się w pojęciu autentyzmu Pola Bitwy. Ich pozostawienie naruszyłoby ideę powrotu do stanu sprzed 1939 r. i wstrzymałoby cały proces inwestycyjny, który musi zostać zrealizowany w określonym czasie i z przeznaczonych na to środków – mówi.

Ale tutaj warto zadać zasadnicze pytanie: czy „autentyczność” miejsca polega na odtworzeniu jego topografii, czy na zachowaniu kolejnych warstw pamięci? Powstała w latach 60. zabudowa to przecież świadectwo tego, jak Polska po wojnie próbowała zrozumieć własną przeszłość i stworzyć swoją nową rzeczywistość.

Muzeum zadeklarowało, że może przekazać elementy zdemontowanej wiaty i pawilonu miastu Gdańsk lub innym instytucjom publicznym. Jednak oczywiste jest to, że eksponowanie fragmentów poza pierwotnym otoczeniem nie zastąpi oryginalnej wartości obiektu. Wyjęte z kontekstu elementy nie będą już świadectwem miejsca – staną się muzealną ciekawostką, a nie żywą warstwą historii.

Co zostanie z historii?

To, co dzieje się na Westerplatte, nie jest jedynie sporem o betonowe wiaty. Chodzi o to, jaką historię chcemy opowiadać i komu. Czy za wartościowe uznajemy tylko te wydarzenia, które weszły do najczęściej przywoływanej narracji, czy także to, co powstało później – w próbach uporządkowania przeszłości i zrozumienia jej znaczenia? Usuwając te obiekty, ryzykujemy, że zniknie fragment opowieści o tym, kim byliśmy po wojnie. A może właśnie ta część historii mówi o nas więcej niż rekonstrukcja krajobrazu z 1939 r.