Przymorska Orkiestra Dęta – od Bacha po „Despacito”! Wywiad z kapelmistrzem Łukaszem Motyką

Przymorska Orkiestra Dęta (fot.: Agnieszka Matuszczak)

W północnej Polsce orkiestry dęte nie są tak popularne, jak na południu kraju. W Gdańsku istnieje zaledwie jedna orkiestra dęta z prawdziwego zdarzenia, Orkiestra MOSG. Wśród niesprzyjających okoliczności od ponad czterdziestu pięciu lat działa Przymorska Orkiestra Dęta, która aktualnie poszukuje nowych osób do swojego składu. O muzyce, dyrygenturze i orkiestrze rozmawiamy z jej kapelmistrzem – Łukaszem Motyką.

Czy przypomina Pan sobie, w którym momencie muzyka stała się prawdziwą pasją?

Przygoda z muzyką zaczęła się od nauki gry na klarnecie. Miałem wtedy dwanaście lat. To było takie olśnienie. Od tamtej pory cały czas jestem muzykiem, gram na tym instrumencie, a od trzech lat opiekuję się Przymorską Orkiestrą Dętą. Jest to dla mnie coś nowego. Wcześniej grałem bardzo dużo w orkiestrze dętej, a teraz stoję po drugiej stronie, za pulpitem dyrygenta.

Czyli Pana wykształcenie to szkoła muzyczna?

Tak, jestem absolwentem Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku, w klasie klarnetu. Wcześniej ukończyłem szkołę muzyczną pierwszego i drugiego stopnia. Miałem bardzo krótki epizod z dyrygenturą. Brałem też udział w szkoleniach dla dyrygentów orkiestr dętych, więc co nieco wiem na ten temat, ale nie śmiałbym nazywać się dyrygentem.

A jak długo zajmuje się Pan dyrygenturą zawodowo?

Nie użyłbym słowa „zawodowo”. Z zawodu jestem klarnecistą, nauczycielem, a tym zajmuje się bardziej hobbystycznie. Z Przymorską Orkiestrą Dętą zacząłem pracować przed pandemią, która oczywiście wszystko wstrzymała i na jakiś czas pokrzyżowała nasze plany, ale teraz działamy na nowo.

Jaką pracę poza dyrygowaniem trzeba wykonać, przygotowując się do występu?

Dyrygowanie to efekt finalny. Wcześniej trzeba przygotować nuty dla orkiestry, zapoznać się z partyturą, tę partyturę rozczytać, wiedzieć, co grają poszczególne instrumenty, czasem trzeba nawet „na sucho”, bez muzyki, bez orkiestry to przećwiczyć, policzyć, przeanalizować wszystkie zagadnienia, które w tej partyturze się kryją. Do tego dochodzą jeszcze sprawy organizacyjne, którymi muszę się zająć. Przygotowaniem koncertu, sprawami technicznymi, a nawet transportem. Robię to wszystko praktycznie jednoosobowo.

Ile wcześniej należy zacząć przygotowania i próby przed koncertem?

Przymorska Orkiestra Dęta ma charakter raczej amatorsko-hobbystyczny, więc zajmuje to sporo czasu. Jeśli mamy przygotować zupełnie nowy program to trzeba by to liczyć pewnie w miesiącach.

W jaki sposób dobierany jest repertuar na taki koncert?

Jest to najczęściej moja decyzja, wszystko zależy od tego, jaki to ma być koncert, co i gdzie chcemy zagrać. Inny repertuar dobieramy do występu w kościele, inny do sali koncertowej. Zależy to od charakteru występu, czy ma być to coś lekkiego, czy bardziej poważnego. Zależy od zapotrzebowania. Przeszukuję nuty, partytury i wybieram to, co będzie się nadawało na stosowną okazję, ale też to, co orkiestra może zagrać. Jest nas niewiele, zaledwie kilkanaście osób, około piętnastu, więc muszę też znaleźć takie nuty, taki utwór, który będziemy mogli wykonać bez uszczerbku dla muzyki.

Co jest najtrudniejsze w pracy dyrygenta?

Porządkowanie nut! To jest najtrudniejsze! Przekopywanie się przez wszystkie nuty, głosy dla instrumentów, kserowanie tego. Czasem muszę coś ręcznie przepisać, przetransponować. Samo to przygotowanie, tak żeby każdy muzyk miał swoje nuty, swoją partię, a i tak zdarza się, że ktoś czegoś zapomni, albo te nuty gdzieś zaginą i znowu muszę ich szukać. Cały proces przygotowywania materiałów nutowych jest dla mnie najtrudniejszy i bardzo czasochłonny. Samo dyrygowanie, próba oraz występ – to już jest z górki.

Jaki etap przygotowań do koncertu najbardziej Pana cieszy?

Najbardziej cieszy występ, sam koncert. Udany koncert! Ćwiczymy po to, żeby grać przed publicznością i to jest dla mnie i myślę, że również dla muzyków najważniejsze, ten efekt finalny, sam koncert. To jest to, po co się uczymy, po co pracujemy. Występowanie przed publicznością to sens i sedno pracy każdego muzyka. Zadowolenie słuchaczy wyrażane brawami czy słowami uznania, podziękowaniami, gratulacjami również bardzo cieszy i jest dla nas budujące. To najlepsza nagroda za pracę i trud włożony w przygotowania.

Jak powstała Przymorska Orkiestra Dęta?

Z tego, co udało mi się odnaleźć w dostępnych archiwalnych zapiskach, orkiestra powstała w marcu 1975 roku przy Parafii NMP Królowej Różańca Świętego na gdańskim Przymorzu. Założył ją ówczesny proboszcz, ksiądz Józef Majder i tak w ramach parafii do dzisiaj orkiestra funkcjonuje. Parafia sprawuje pieczę nad orkiestrą, mamy tam swoją salę prób, biuro, całkiem pokaźny zasób instrumentów, nuty. Parafia służy wsparciem organizacyjnym dla naszej działalności.

Co ciekawe, w tej części Polski, w Trójmieście orkiestry dęte nie są tak popularne, jak na południu kraju, gdzie jest, można powiedzieć, wielowiekowa tradycja takich zespołów. Na Śląsku czy w Małopolsce istnieje wiele, znakomicie grających orkiestr dętych. Tymczasem paradoksalnie w Gdańsku gdzie działa szkolnictwo muzyczne, Akademia Muzyczna oraz odpowiednie instytucje kultury, nie ma choćby jednej orkiestry dętej z prawdziwego zdarzenia, nie licząc zawodowej Orkiestry Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Gdańsku działały orkiestry tramwajarzy, PKP oraz w stoczni. Znacznie lepiej radzą sobie orkiestry dęte w małych miejscowościach oraz gminach.

Jaki był cel utworzenia tej orkiestry?

Myślę, że w tamtych czasach założenie było takie, aby orkiestra uświetniała różne wydarzenia związane konkretnie z tą parafią. Podejrzewam, że w czasach PRL-u, nawet gdyby orkiestra chciała występować poza kościołem, to byłoby to trudne, czy wręcz niemożliwe. Przez szereg lat orkiestra ograniczała się tylko do uroczystości kościelnych i państwowych. Orkiestra brała udział w uroczystościach towarzyszących pielgrzymkom papieża Jana Pawła II do Gdańska w 1987 roku i Sopotu w 1999 roku.

Jak wygląda aktualny skład orkiestry?

W orkiestrze mamy w tym momencie: flet, klarnety, saksofony, trąbki, puzony, tubę i instrumenty perkusyjne. Średnia wieku jest dość duża, ale mamy w swoim składzie również uczniów ze szkół muzycznych, mamy studentów. Więc skład jest zróżnicowany.

Jak wygląda proces poszukiwania muzyków do orkiestry?

Szukamy między innymi przez znajomych, zawsze pytam się moich muzyków, czy może znają kogoś, kto gra i chciałby się dołączyć. Wywieszałem plakaty w szkołach, na terenie Uniwersytetu, Politechniki, Akademii Muzycznej, prosiłem o rozreklamowanie. Próbowałem również rozwieszać plakaty na mieście, daję ogłoszenia w Internecie. Odzew był niewielki, jednak kilka osób udało mi się zachęcić. Mimo to nie ustaję w poszukiwaniu nowych osób, a ten wywiad też ma temu służyć.

Kogo poszukujecie aktualnie do swojego składu?

Chętnie przyjmiemy każdego grającego na  instrumencie dętym, choć tak naprawdę teraz najbardziej zależy mi na sakshornie tenorowym albo saksofonie tenorowym. Przydaliby się też perkusiści. Wierzę w to i wiem, że wśród studentów Uniwersytetu Gdańskiego i nie tylko, są takie osoby, które ukończyły szkoły muzyczne, grają na instrumentach dętych. Właśnie do takich osób chciałbym się zwrócić. Uniwersytet jest blisko, graniczy z Przymorzem, można przyjść i trochę z nami pograć. Ja wiem, że studenci mają dużo nauki, ale mają też trochę czasu wolnego, który można spożytkować w muzyczny i artystyczny sposób. Nasze próby odbywają się we wtorki i czwartki od godziny 18.00 do 19.00, więc to tylko dwie godziny w tygodniu. Oczywiście satysfakcjonowałoby mnie, gdyby ktoś przychodził nawet raz w tygodniu.

Czy wymagane jest posiadanie określonego poziom umiejętności, aby dołączyć do Przymorskiej Orkiestry Dętej?

Byłoby dobrze, żeby taki kandydat/kandydatka miał ukończoną szkołę muzyczną pierwszego lub drugiego stopnia albo chociaż miał jakąś praktykę w graniu w orkiestrze. Czasem są tak zwani samoucy, którzy kiedyś uczyli się amatorsko i potrafią grać. Takich osób również poszukujemy. W zasadzie wystarczą umiejętności grania na instrumencie, dyplomów i świadectw nie sprawdzamy. Każda próba, czytanie nut, spotkanie z muzyką w grupie zawsze jest też rozwijające i pozwala zdobywać doświadczenie. Jeśli się gra, to zawsze poziom umiejętności rośnie.

Kiedy i gdzie w najbliższym czasie można usłyszeć Przymorską Orkiestrę Dętą?

Najbliższy koncert odbędzie się 16 kwietnia w naszej rodzimej parafii. Będzie to tuż po świętach, więc koncert będzie miał charakter wielkanocny. W programie będą między innymi chorały Bacha, Mendelssohna, muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz trochę muzyki współczesnej. Częściowo repertuar jest wybrany, rozpoczęliśmy przygotowania do tego występu i już dzisiaj na ten koncert zapraszam.

Na czym skupiacie się aktualnie, jakie są cele orkiestry?

Staramy się wyjść poza schemat kościelny, stąd organizujemy i gramy koncerty poza murami parafii, żeby się promować, pokazać też miastu. Orkiestra istnieje już ponad czterdzieści pięć lat, a mało kto o niej wie. Rozmawiamy na temat organizacji koncertów w domach kultury, chętnie zagralibyśmy koncert plenerowy, na przykład w Parku Oliwskim. Zdaję sobie sprawę, że powiązanie z kościołem może trochę odstraszać i sugerować pewien repertuar, ale gramy naprawdę różne rzeczy! Od muzyki marszowej, kompozycji Bacha, Verdiego, Straussa, przez The Beatles i George’a Michaela, aż po „Despacito”.

Więcej informacji o Przymorskiej Orkiestrze Dętej można znaleźć na ich profilu na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *