„Spider-Man: No Way Home” – Recenzja

źródło: imdb.com

Już od 17 grudnia możemy w kinach zobaczyć trzecią część trylogii Spider-Mana z Tomem Hollandem w roli głównej, który dla fanów tego superbohatera może być prawdziwą gratką! Od dłuższego czasu w Internecie można było znaleźć teorii, domniemanych spojlerów i ujęć z planu, dlatego postaram się obyć bez wchodzenia w szczegóły, aż każdy będzie miał wystarczającą ilość czasu na obejrzenie filmu.

Jest to recenzja dla mnie dosyć mało obiektywna, ponieważ Spiderman jest postacią, którą pokochałam już w dzieciństwie, a do tego za sam występ Dr. Strange’a granego przez Benedicta Cumberbatcha, film ma ode mnie pierwszego, ogromnego plusa. Z niecierpliwością czekałam na tę produkcję Marvela od czasu pierwszych zapowiedzi.

Spiderman w tej części próbuje zmierzyć się z odkryciem jego prawdziwej tożsamości i połączeniem tego z jego życiem prywatnym, do tego dochodzą oskarżenia o morderstwo, koniec szkoły i kolejni antagoniści. Jeżeli mowa o nich, to wypadali w tym filmie świetnie, dzięki aktorom z poprzednich wersji mogłam poczuć się jak prawie dziesięć lat temu, kiedy to pierwszy raz oglądałam Spidermana. Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na Willema Dafoe, który po prawie dwudziestu latach był w stanie zagrać tak samo dobrze Zielonego Goblina. Tak samo urzekł mnie Alfred Molina jako Doctor Otto Octavius, nie umniejszając pozostałym antybohaterom, ci po prostu zwrócili moją uwagę najbardziej.

źródło: imdb.com

Wracając do fabuły, Peter Parker zwraca się z pomocą do kolegi po fachu Dr. Strange’a, jednak można by się domyśleć, że nie wszystko idzie po ich myśli i teraz na Petera spadają kolejne problemy i obowiązki. Oboje, wraz z pomocą przyjaciela Petera, Neda (Jacob Batalon) oraz jego dziewczyny Michelle „MJ” Jones (Zendaya) próbują naprawić nieudane zaklęcie, choć niekoniecznie w tymi samymi metodami. Jak się i czy w ogóle się udało? To musicie koniecznie sami zobaczyć podczas seansu.

Przez cały film czułam naprawdę skrajne emocje, jak zwykle humor Marvela nie zawiódł, ale nie zabrakło też poważniejszych momentów. Wprowadzenie do multiwersum jest czymś z pewnością trudnym, jednak myślę, że reżyser John Watts poradził sobie z tym zadaniem dosyć dobrze. Pomimo niekończącej się akcji ani przez chwilę nie czułam się zagubiona w fabule. Wiele postaci, wiele wątków, ale każdy ważny i nieprzypadkowy. Zakończenie pozostawia reżyserom oraz scenarzystom wiele możliwości, które oby zostały wykorzystane jak najlepiej.

Jest to produkcja, którą oglądałam z ogromną przyjemnością. Czułam, że wszystko jest spójne, zdecydowanie nie nudziłam się, a te dwie i pół godziny w kinie zleciały mi wyjątkowo szybko. Na film udałam się w dniu premiery, dlatego towarzyszyły mi także ekspresyjne emocje publiczności, za którymi normalnie nie przepadam, ale w tym przypadku były one uzasadnione.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na efekty specjalne oraz sceny walki, które wyglądały fenomenalnie, nie były one przytłaczające, a adekwatne do klimatu filmu.

Szczerze muszę przyznać, że poprzednie dwie części, szczególnie pierwsza są na zupełnie innym poziomie niż ta najnowsza. Jestem w stanie powiedzieć, że najnowszy „Spider-Man: No Way Home” znajduję się w mojej TOP3 produkcji Marvela. Jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego fana Marvela – tak, ale i dla samym fanów Spider-Mana.

Dla tych, którzy dopiero planują wybrać się na ten film, pamiętajcie o aż dwóch scenach po napisach i mam nadzieję, że podobnie jak ja wyjdziecie zadowoleni z sali kinowej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *