Pewne zwycięstwo i ostatni mecz Łukasza Fabiańskiego. Polska – San Marino 5:0

instagram.com/@laczynaspilka

Reprezentacja Polski wygrała 5:0 z San Marino na Stadionie Narodowym. Biało-czerwoni zwyciężyli po trafieniach Karola Świderskiego, Tomasza Kędziory, Adama Buksy, Krzysztofa Piątka i golu samobójczym Cristiana Brolliego. Ostatni mecz w narodowej kadrze zagrał Łukasz Fabiański, który w 57. minucie ze łzami w oczach pożegnał się  z reprezentacją Polski. 

Przed meczem Paulo Sousa zapowiedział, że w spotkaniu z San Marino nie ujrzymy Wojciecha Szczęsnego. W podstawowym składzie wyszedł Łukasz Fabiański, dla którego był to pożegnalny mecz w reprezentacji narodowej. Golkipera West Hamu miał zastąpić trzeci bramkarz, czyli Radosław Majecki. Oprócz tej zapowiedzianej rotacji Portugalczyk zapowiedział jeszcze kilka dodatkowych roszad. I słowa dotrzymał. Selekcjoner dał odpocząć kilku podstawowym zawodnikom, choćby Kamilowi Glikowi, Janowi Bednarkowi i Piotrowi Zielińskiemu. W pierwszej jedenastce wyszli Kacper Kozłowski, Robert Gumny, Przemysław Płacheta i Michał Helik, a więc piłkarze, którzy dotychczas nie dostawali wielu szans w narodowych barwach. Jednak Sousa nie wymienił całego pierwszego składu i kilka gwiazd rozpoczęło mecz od pierwszej minuty, w tym Robert Lewandowski.

Polacy bardzo obiecująco weszli w spotkanie. Biało-czerwoni odważnie zaatakowali i cofnęli rywali do głębokiej defensywy. Taka gra szybko przyniosła oczekiwane efekty. W 10. minucie Przemysław Płacheta precyzyjnie dośrodkował na głowę Karola Świderskiego, który z bliskiej odległości wyprowadził Polaków na prowadzenie. Podopieczni Sousy nie spuścili z tonu i wciąż nękali bramkarza San Marino. Po 20. minutach było już 2:0. Tym razem Kacper Kozłowski dograł z prawej strony boiska w pole karne, a defensor przeciwników niefortunnie wpakował piłkę do własnej bramki.

Następnie podopieczni Sousy wyraźnie zwolnili. Akcje naszej reprezentacji stały się łatwiejsze do odczytania przez defensorów San Marino. Pod bramką brakowało skuteczności lub ostatniego celnego podania. Dlatego do przerwy Biało-czerwoni schodzili z jedynie dwubramkową zaliczką. Gola przed przerwą zdobył jeszcze Robert Lewandowski, lecz arbiter uznał, że napastnik Bayernu Monachium faulował piłkarza rywali.

Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy do wykonania rzutu rożnego podszedł Przemysław Płacheta. Zawodnik Norwich dograł do Karola Świderskiego, którego efektowny strzał piętką został obroniony przez golkipera San Marino. Do piłki dopadł Michał Helik, który trafił w słupek. Odbita futbolówka trafiła pod nogi Tomasza Kędziory, który mocnym strzałem podwyższył prowadzenie.

instagram.com/@laczynaspilka

W 57. minucie nastąpił najważniejszy moment wieczoru. Piłkarze Polski i San Marino zrobili szpaler dla Łukasza Fabiańskiego. Był to dla niego pożegnalny mecz z reprezentacją Polski. Golkiper West Hamu opuszczał boisko ze łzami w oczach na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym. W jego miejsce wszedł Radosław Majecki. Były bramkarz m.in. Swansea i Arsenalu  przed rozpoczęciem meczu dostał pamiątkową koszulkę od prezesa PZPN –Cezarego Kuleszy. Trykot miał numer 57, oznaczający liczbę meczów Łukasza w narodowych barwach. Fabiański był w reprezentacji Polski od 2006 roku, kiedy zadebiutował w meczu z Arabią Saudyjską. Pojechał z kadrą na pięć wielkich turniejów: Mistrzostwa Świata w Niemczech w 2006 i w Rosji w 2018 oraz na Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008 roku, Francji w 2016 oraz na ostatnie Euro 2020. W reprezentacji często nie sprzyjało mu szczęście. Kontuzja wyeliminowała go z Euro 2012 rozgrywanego w Polsce. Przez wiele lat zaciekle konkurował o pierwszeństwo w bramce z Wojciechem Szczęsnym. Kolejni selekcjonerzy zazwyczaj bardziej cenili sobie aktualnego bramkarza Juventusu. Według wielu Fabiański nie zasługiwał na bycie „dwójką”. Mimo wielu problemów wychowanek Polonii Słubice zaliczył cudowny epizod w reprezentacyjnej karierze. Uważa się go za jednego głównych architektów sukcesu polskich piłkarzy podczas Euro 2016. Jego fenomenalne interwencje w spotkaniu 1/8 finału ze Szwajcarią pozwoliły Biało-czerwonym awansować do najlepszej ósemki drużyn w Europie, co do dzisiaj jest jednym z największych sukcesów polskiej piłki.

Piłkarze wrócili do gry po kilkuminutowej celebracji związanej z zakończeniem przez Fabiańskiego reprezentacyjnej kariery. Nasi reprezentanci wciąż grali za wolno, przewidywalnie, a pod bramką San Marino brakowało skuteczności. Żeby rozruszać ofensywę Paulo Sousa zdecydował się wpuścić na boisko Adama Buksę i Krzysztofa Piątka. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Pierwszy z nich wykorzystał w 84. minucie znakomite prostopadłe podanie od Roberta Gumnego. Za to napastnik Herthy Berlin wbił piłkę do pustej bramki po zagraniu od Kacpra Kozłowskiego.

Polska wygrała bezproblemowo 5:0 z San Marino. Jednak kilka rzeczy może martwić. Podopieczni Sousy przez wiele minut bezproduktywnie rozgrywali piłkę pod polem karnym rywali, często brakowało przyspieszenia i elementu zaskoczenia. Z drugiej strony Polacy po dwóch szybko strzelonych bramkach doszli do wniosku, że nie ma co się przemęczać w spotkaniu z jedną z gorszych drużyn na świecie. Wygrali pewnie, niskim nakładem sił, zdając sobie sprawę, że prawdziwym wyzwaniem będzie wyjazdowy mecz z Albanią, z którą Biało-czerwoni zmierzą się już w najbliższy wtorek. Podopieczni Edoardo Reji po zwycięstwie z Węgrami mają nad nami punkt przewagi. Wygrana w Tiranie niemal na pewno zagwarantuje Polakom udział w marcowych barażach o mundial. Porażka będzie oznaczać koniec marzeń o Katarze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

12 − pięć =