1. kolejka EBL: Trefl – Twarde Pierniki 89:91. Wnioski po inauguracji sezonu w Ergo Arenie

Aaron Cel | Fot. Andrzej Romański – PLK

Nie tak wyobrażali sobie zapewne koszykarze Trefla Sopot inaugurację sezonu koszykarskiej Energa Basket Ligi w Ergo Arenie. Po siedmiu wygranych letnich sparingach sopocianie byli faworytami starcia z Twardymi Piernikami Toruń. Stało się jednak inaczej — w Sopocie wygrali goście 91:89 po zwycięskim przechwycie i punktach Maurice’a Watsona. Chciałbym przedstawić swoje wnioski po pierwszym spotkaniu w nowej edycji rozgrywek w wykonaniu podopiecznych trenera Marcina Stefańskiego.

Trefl Sopot – Twarde Pierniki Toruń 89:91 (29:27, 15:23, 24:24, 21:17)

Punktacja:

Trefl: Yannick Franke 24 (8 asyst, 4/7 za 3 punkty), Darious Moten 18 (10 zbiórek, 7/11 za 2 punkty), Josh Sharma 16, Michał Kolenda 13 (1/6 za 3 punkty), Brandon Young 8 (7 asyst), Karol Gruszecki 4 (2/9 z gry, 0/5 za 3 punkty), Mateusz Szlachetka 3, Paweł Leończyk 2, Deandre Davis 1

Nie grali: Daniel Ziółkowski, Hubert Łałak, Łukasz Klawa

Trener: Marcin Stefański

Twarde Pierniki: Maurice Watson jr. 21 (13 asyst, 5 zbiórek, 10/15 za 2), Trevor Thompson 19 (9 zbiórek), Aaron Cel 18 (5/5 za 2), Michał Samsonowicz 9 (3/3 za 3), James Eads III 9, Andre Spight 7, Michał Kołodziej 4, Szymon Janczak 4, Bartosz Diduszko 0.

Nie grali: Ignacy Grochowski, Paweł Sowiński

Trener: Ivica Skelin (Chorwacja)

Obrona w pomalowanym? Nie znam. Franke może być liderem. Wnioski po niedzielnej rywalizacji

Chciałbym przedstawić swoje 9 wniosków po meczu z Twardymi Piernikami na temat gry sopocian na boisku jako zespołu oraz kilku zawodników z osobna.

1. Obrona w pomalowanym? Nie znam, nie wiem, nie widziałem

Wiem, że to dopiero pierwszy mecz nowego sezonu, ale defensywa Trefla w pomalowanym stała na bardzo niskim poziomie. W pierwszej połowie torunianie z tej strefy rzucili aż 64 procent wszystkich swoich punktów (32 z 50). Ten element ostatecznie zakończyli na 59,3% (54/91), co jest dla nich dobrym rezultatem, ale dla sopocian już niekoniecznie. Trefl w niedzielę miał problem z odpowiednią rotacją w obronie, co zdarza się nawet najlepszym. Jednak najbardziej raziła w oczy obrona akcji pick&roll i przekazywanie krycia przez zawodników z Trójmiasta. Często zdarzało się po prostu tak, że Maurice Watson jr. czy James Eads III mieli pustą drogę pod sam kosz. Dodatkowo dobrze pod koszem radzili sobie Aaron Cel i Trevor Thompson, którzy wykorzystywali nieporadność gospodarzy przy zmianie krycia i przez to wymuszali faule oraz mieli akcje 2+1. Sopocianie stracili zbyt dużo łatwych punktów spod kosza. To była jedna z przyczyn porażki podopiecznych trenera Stefańskiego na inaugurację sezonu i warto to jak najszybciej poprawić. Był to tylko mecz (z całym szacunkiem do torunian) z drużyną ze środka tabeli. A co jeśli przyjdzie mecz z zespołem typu Zastal, Stal czy Śląsk, które są lepsze oraz silniejsze pod koszem niż Twarde Pierniki? Mogą być wtedy problemy o wiele większe niż w niedzielny wieczór…

2. Nierozsądna decyzja w czwartej kwarcie

Niech ktoś mi proszę powie — czemu Karol Gruszecki, któremu ewidentnie wczoraj mało co wychodziło w meczu (4 punkty, 2/9 z gry), spędził na parkiecie w czwartej kwarcie aż 8 minut i 3 sekundy? Dlaczego na ławce siedział Michał Kolenda, który rozgrywał całkiem dobre zawody (13 punktów, 6/12 z gry, choć skuteczność za 3 punkty mogłaby być jednak lepsza)? Kolenda spędził w niedzielny wieczór na parkiecie o minutę i 37 sekund mniej niż Gruszecki. W statystyce eval zdecydowanie wygrywa 24-latek (14:0). Wiadomo, że teraz można gdybać, co by było, gdyby starszy z braci Kolenda spędził więcej czasu na parkiecie w decydującej części, ale uważam, że dałby więcej pożytku na boisku niż były skrzydłowy toruńskiej ekipy. Pomógłby bardziej w defensywie i nie oddawałby niepotrzebnych rzutów, jak robił to w niedzielę „Grucha”. Sądzę, że to była błędna decyzja trenera Stefańskiego, żeby wpuścić na ostatnie dwie minuty zawodnika, który praktycznie całą decydującą odsłonę przesiedział na ławce. Jeśli było tak, że 24-latek rozegrał praktycznie całą wcześniejszą kwartę, to czemu nie został zmieniony wcześniej, żeby móc odpocząć i grać na najwyższych obrotach w najważniejszych momentach rywalizacji? Przecież trzeba było mieć w świadomości fakt, że jest to mecz na styku i rozstrzygnie się w ostatnich sekundach. Nie mówię, że skrzydłowy Trefla w pojedynkę wygrałby zawody, ale gra Trefla moim zdaniem wyglądałaby lepiej.

3. Niezbyt silna ławka rezerwowych

Tak wyglądały punkty zawodników z ławki rezerwowych po pierwszych 20 minutach gry. Czwórka zmienników Trefla — Brandon Young, Deandre Davis, Paweł Leończyk i Karol Gruszecki zdobyła aż o 14 punktów mniej niż czwórka torunian — Michały: Kołodziej i Samsonowicz, Andre Spight i Szymon Janczak. Warto dodać, że Kołodziej i Samsonowicz dotychczas nie umieli się przebić w ekstraklasie, a Janczak ma 21 lat i tym spotkaniem zadebiutował w naszej lidze. Naprzeciwko stanęli zawodnicy, którzy zdobywali już mistrzostwo Polski (Gruszecki) i medale MP z różnego kruszcu (Leończyk). Bardziej doświadczeni, ograni na polskich parkietach — wczoraj tej różnicy jakości w ogóle nie było widać. Ostatecznie 14 „oczek” mniej do przerwy udało się zredukować do pięciu (19-24) na koniec, ale niesmak dalej pozostał. Rezerwowi Trefla zdobyli zaledwie 19 z 89 punktów całej ekipy — jest to tylko 21,3% zdobyczy punktowej zespołu. Z tak niskoprocentowym punktowym wsparciem z ławki sopocianie daleko nie zajdą w tym sezonie. Tylko kogo na tę ławkę posadzić, by dawał z niej wsparcie? Franke? Kolendę? Motena, który zagrał w niedzielę bardzo dobry mecz? Marcin Stefański może stanąć przed dylematem trudnym do rozwiązania. Jednak w tej kwestii trzeba coś zmienić, bo nie raz przekonywaliśmy się o tym, jaką istotną rolę w koszykówce pełnią dobrze punktujący zawodnicy z ławki. Przesądzają o zwycięstwie w meczu, awansie do dalszej rundy, czy decydują nawet o tytule mistrzowskim.

4. Jaką rolę w Treflu ma pełnić Karol Gruszecki?

Karol Gruszecki | Fot. Wojciech Cebula – Śląsk Wrocław

Karol Gruszecki przyszedł do Trefla przed startem poprzedniego sezonu. W trakcie ostatnich rozgrywek miałem problem, by określić, jaka jest jego rola w drużynie. Był graczem pierwszej piątki. Raz punktował na wysokim poziomie, raz nie. Jednakże nie był pierwszoplanową postacią. Teraz zaczął swój drugi rok w Sopocie, a ja ponownie nie mam pojęcia, jaka jest jego funkcja w układance trenera Stefańskiego. Wczoraj zaczął spotkanie na ławce i rozegrał prawie 25 minut. Niestety, jedyne co robił w niedzielny wieczór na boisku, to tak naprawdę dostawał piłkę i rzucał do kosza (2/9 z gry, 0/5 za 3, eval – 0). Wszystko w porządku, gdyby nie fakt, że część z tych rzutów nie była oddawana z czystych pozycji. „Grucha” może być efektywnym i wartościowym zawodnikiem zespołu, jak to było wcześniej w Słupsku czy Toruniu. Tylko umiejętnie trzeba go wpasować w system gry — na pewno nie można z niego robić tylko gracza typu catch&shoot, bo nie daje wtedy odpowiedniego wsparcia drużynie, a sam zespół nie osiąga odpowiednich rezultatów. Nie służy mu chyba też gra z ławki, ale na starcie rozgrywek w lepszej formie od niego jest Michał Kolenda. Dobrze by było, żeby jak najszybciej określić rolę Gruszeckiego w Treflu, bo niedługo może być już na to za późno i sopocianie będą mieć zawodnika, który nie pasuje do systemu gry. A tak wcale być nie musi.

5. Powtórka z rozrywki? Rozgrywający sopocian nie wyglądają zbyt dobrze na starcie sezonu

W poprzednim sezonie Trefl miał kłopot z rozgrywającymi, który połowicznie rozwiązał dopiero Nikola Radicević w końcówce rozgrywek. Tego lata wydawało się, że ściągając do Sopotu dobrych kreatorów gry w postaci Brandona Younga i Mateusza Szlachetki, problem zostanie rozwiązany. Czy tak się stało? Nie do końca. Co prawda Young miał wczoraj 8 punktów i 7 asyst, co nie jest złym wynikiem, ale podejmował nierozsądne decyzje. Głupi faul w ataku w czwartej kwarcie, nietrafione dwa rzuty wolne w końcówce i piąte przewinienie w ostatniej minucie meczu (choć kontrowersyjne). W pierwszej połowie spisywał się też słabo — Trefl z nim na parkiecie był na -14. Young Nie ma dobrego rzutu z dystansu, gra z nim na parkiecie wyglądała nieco chaotycznie. Poprawił się co prawda w drugiej części gry, gdzie nawet popisał się świetnym wjazdem pod kosz. Jednak i tak przy Maurisie Watsonie wypadł blado (Watson miał 21 punktów i 13 asyst). Wczorajsza gra Trefla w ataku nie była do końca uporządkowana, ale to dopiero początek sezonu więc może coś się zmieni. Na razie jednak są z tym problemy. Trochę jak w kampanii 20/21.

6. Yannick Franke – kandydat na lidera Trefla? Zdecydowanie tak!

Yannick Franke (biała koszulka) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Sam przyznam, że po doświadczeniach związanych z grą Yannicka Franke w Lublinie byłem sceptycznie nastawiony co do jego transferu nad morze. Jednak pozytywnie mnie zaskoczył w sparingach, gdzie najlepiej punktował. Zaczął wyrastać na lidera drużyny i wczoraj potwierdził słuszność tezy, że jest w stanie być gwiazdą sopocian. W pierwszej kwarcie aż czterokrotnie trafił za 3 punkty, bardzo szybko składając się do rzutu i większość z nich wpadała na czysto do kosza. Gra Trefla w ataku z nim na boisku wyglądała bardzo dobrze, sopocianie łatwo dochodzili do pozycji rzutowych i zdobywali sporo punktów. Spora w tym zasługa holenderskiego obrońcy, który dobrze prowadził grę swojej ekipy. Franke wczoraj pokazał też, że nie jest jedynie strzelcem — do 24 punktów dołożył aż 8 asyst i 5 zbiórek. Grał na dobrej skuteczności z gry (9/13), ale niezbyt równomiernie zdobywał punkty — w pierwszej kwarcie zdobył 14 oczek, w kolejnych trzech zaledwie 10. Zabrakło go w końcówce meczu, gdzie powinien wziąć odpowiedzialność za wynik spotkania na swoje barki. Mimo to pokazał, że może być wyraźnym liderem Trefla, którego brakowało w poprzednim sezonie. Dodatkowo potrafi zdobywać punkty na różne sposoby. Takiego zawodnika brakowało Treflowi w kampanii 20/21. Trzeba przyznać, że zespół z Trójmiasta dosyć sporo zaryzykował, decydując się na angaż Holendra, ale ryzyko na razie zdecydowanie się opłaca.

7. Wszędobylski i energiczny Moten

Darious Moten | Fot. Krzysztof Cichomski – King

Nie spodziewałem się tego, że po nie do końca udanym ostatnim sezonie będziemy oglądać Dariousa Motena w żółto-czarnych barwach w tegorocznych rozgrywkach. Jednak Amerykanin wczoraj udowodnił, że to była świetna decyzja sopockich działaczy, by przedłużyć z nim umowę. Obok Yannicka Franke był najlepszym zawodnikiem żółto-czarnych. Zdobył 18 punktów oraz zanotował 10 zbiórek — tym samym skompletował pierwsze double-double w historii swoich występów w Treflu. Zasłużenie zaczął mecz w wyjściowej piątce i spędził na boisku prawie 32 minuty. Zdobywał punkty na różne sposoby — czy to penetracjami z obwodu pod kosz, czy spod samego kosza, a raz nawet trafił szaloną „trójkę” równo z syreną kończącą akcję Trefla. Kipiało od niego energią, walczył o każdą piłkę na boisku — najbardziej zaimponował ratując grę z autu po niecelnym rzucie wolnym Sharmy, a po chwili z dystansu celnie przymierzył Michał Kolenda. Całkiem w porządku grał też w defensywie. Moten skończył zawody ze skutecznością 8/15 z gry, co również nie jest złym wynikiem. Szkoda jedynie jego straty na koniec spotkania, po której Watson zdobył zwycięskie punkty. Mimo to amerykański skrzydłowy Trefla może być zadowolony ze swojej gry na inaugurację sezonu.

8. Kolenda nie musi być już tylko graczem typu 3&D

Michała Kolendę wszyscy głównie kojarzyli jako gracza typu 3&D. Czyli takiego, który dobrze rzuca za 3 punkty i gwarantuje dobrą grę w defensywie. Wczoraj jednak 24-latek pokazał, że stać go na większy repertuar zagrań. Sporo było penetracji pod kosz w jego wykonaniu — z tych sytuacji zdobywał więcej punktów niż z rzutów z dystansu, które mu wczoraj nie wychodziły (1/6 za 3 punkty). Do 13 punktów dołożył też po 4 zbiórki i asysty — najlepszą było jego podanie nad kosz do Sharmy na alley-oop. Walczył na desce w ataku i w obronie. Spędził prawie 23 minuty na boisku, po których zostawił po sobie dobre wrażenie. Myślę, że 24-latek jest już gotowy na to, by odgrywać większą rolę w drużynie niż dotychczas. Czas też na to, by spędzał na boisku po około 30 minut w meczu, bo na to zdecydowanie zasługuje.

9. Josh Sharma – świetnie w ataku, gorzej w obronie

Jeśli Josh Sharma dostawał piłkę pod koszem w ataku, to praktycznie wszystko kończył punktami. Nawet efektownymi wsadami. Celny rzut z półdystansu również nie stanowił dla niego większego problemu. Kłopot stanowiła jednak gra w obronie. Sharma był gorszy pod koszem od swojego vis-à-vis Trevora Thompsona, który udanie rozpoczął sezon (19 punktów i 9 zbiórek). Środkowy sopocian zbyt łatwo łapał faule pod koszem czy to na Thompsonie, czy na innych zawodnikach toruńskiej ekipy. W ciągu pierwszych trzech minut spotkania złapał dwa faule, przez co bardzo szybko wylądował na ławce na dłuższy okres meczu w pierwszej połowie. Zawody skończył przedwcześnie z pięcioma przewinieniami, a ostatnim był faul techniczny za zbyt emocjonalną reakcję po decyzji sędziego. Zabrakło mi też jego walki na desce i zbiórek — miał zaledwie 3 zebrane piłki. Na plus można uznać fakt, że Trefl na boisku był z nim na +11, a w ataku Amerykanin grał bardzo dobrze, choć zdarzyło mu się raz nie trafić spod kosza. W obronie jest jednak sporo do poprawy, a zwłaszcza w grze pod koszem, obronie zasłon oraz przekazywaniu krycia. O tym plakacie od Thompsona będzie chciał z pewnością jak najszybciej zapomnieć. Sharma ma potencjał, by być czołowym centrem w naszej lidze, ale w obronie jest jeszcze sporo do poprawy, pomimo tego, że miał w niedzielę aż 3 bloki.

Szansę na premierową wygraną w tym sezonie Trefl będzie miał już w najbliższą sobotę 11 września. Wtedy na hali 100-lecia w Sopocie przy ulicy Jakuba Goyki 7 podejmą zespół GTK Gliwice. Zespół ze Śląska, mogący sporo namieszać w tym sezonie, w 1.kolejce rozgrywek wyraźnie uległ MKS-owi Dąbrowa Górnicza (67:95). Szykuje się nam zacięte i pasjonujące spotkanie zespołów, które nie mają zwycięstwa na swoim koncie. Pierwszy gwizdek sędziego o godzinie 19:30.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *