Kompromitacja w Sankt Petersburgu. Polska – Słowacja 1:2

fot. instagram.com / @laczynaspilka

Reprezentacja Polski przegrała 1:2 ze Słowacją w pierwszym meczu Euro 2020. Ten wynik znacznie komplikuje możliwość wyjścia z grupy przez podopiecznych Paulo Sousy. Bramkę dla biało-czerwonych zdobył Karol Linetty. 

Selekcjoner reprezentacji Polski zaskoczył kibiców już przed pierwszym gwizdkiem. Portugalczyk postawił na Karola Linettego, który dotychczas nie był pierwszoplanową postacią. Zawodnik Torino rozegrał zaledwie 36 minut za kadencji Paulo Sousy. W pierwszym składzie wyszedł również Kamil Jóźwiak, który zazwyczaj pojawiał się na murawie z ławki rezerwowych.

Polacy zaczęli naprawdę dobrze. Nieźle na boisku czuł się Piotr Zieliński, który próbował rozprowadzać piłki do partnerów. Jednak po solidnych kilku minutach do głosu zaczęli dochodzić Słowacy. Wpierw Ondrej Duda uderzył tuż obok bramki biało-czerwonych. W 18. minucie Robert Mak ominął po lewej stronie boiska Kamila Jóźwiaka, a potem Bartosza Bereszyńskiego. Skrzydłowy Słowacji wpadł w pole karne i strzelił w kierunku bramki Polaków. Futbolówka odbiła się od słupka, a następnie niefortunnie od pleców Wojciecha Szczęsnego i trafiła do siatki. Golkiper Juventusu kolejny raz nie może zaliczyć pierwszego meczu dużego turnieju do udanych. W spotkaniu inauguracyjnym Euro 2012 z Grecją nie obronił łatwego strzału i dostał czerwoną kartkę. Cztery lata później w starciu z Irlandią Północną doznał kontuzji. Na mundialu w Rosji zawinił przy bramce zdobytej przez Senegalczyków.

Podopieczni Stefana Tarkovicia po zdobytym golu poczuli się znacznie pewniej. Zaczęli kontrolować boiskowe wydarzenia. Groźny strzał z dystansu zaliczył Juraj Kucka. Polacy nie stworzyli żadnej sytuacji zagrażającej bramce Martina Dubravki. W 22. minucie żółtą kartkę dostał Grzegorz Krychowiak. Jak się później okazało, było to kluczowe wydarzenie tego spotkania.

Polacy schodzili do szatni z niekorzystnym wynikiem. Na drugą połowę biało-czerwoni musieli wyjść z całkowicie innym nastawieniem i pomysłem. I faktycznie tak było. Zawodnicy Sousy odważnie zaatakowali i po chwili zostali za to wynagrodzeni. W 46. minucie Maciej Rybus podał piłkę na przedpole bramki Słowaków. Tam niekryty był Karol Linetty. Piłkarz Torino strzelił z bliskiej odległości i wyrównał wynik meczu. Biało-czerwoni nie skupili się na defensywie, lecz próbowali poszukać szansy na drugą bramkę. Wszystko niestety zmieniło wydarzenie z 62. minuty. Krychowiak sfaulował Jakuba Hromadę w środkowej strefie boiska. Rumuński arbiter Ovidiu Hategan pokazał piłkarzowi Lokomotiwu Moskwa drugą żółtą kartkę, co oznaczało, że Polacy do końca spotkania będą grać w osłabieniu.

Dla Słowaków było to fantastyczna informacja. Druga część nie układała się po myśli podopiecznych Stefana Tarkovicia. Po zejściu do szatni Krychowiaka odzyskali oni jednak kontrolę nad spotkaniem. W 69. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Marek Hamsik. W polu karnym znalazł się niepilnowany Milan Skriniar. Piłkarz Interu Mediolan mocnym strzałem pokonał Wojciecha Szczęsnego i wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie.

Polacy starali się coś zdziałać. Wpierw na bramkę niedokładnie uderzył Tymoteusz Puchacz. Najlepszą sytuację w doliczonym czasie gry miał Jan Bednarek. Zawodnik Southampton przyjął piłkę w polu karnym, obrócił się, lecz uderzył tuż obok bramki Dubravki.

Polacy przegrali z teoretycznie najsłabszymi w grupie Słowakami. Nasi południowi sąsiedzi wykorzystali wszystkie swoje atuty, które wydawały się niewielkie w stosunku do możliwości reprezentacji Polski. Słowacy wykorzystali świetne warunki fizyczne Milana Skriniara przy dopracowanym stałym fragmencie gry. Biało-czerwoni często byli za wolni, zbyt przewidywalni. Stracili bramkę po stałym fragmencie gry. Robert Lewandowski był zupełnie osamotniony. Polacy mierzą się z tymi problemami od początku kadencji Jerzego Brzęczka i Paulo Sousy. Portugalczyk eksperymentował, szukał zaskakujących rozwiązań, lecz nie potrafił znaleźć remedium na bolączki kadry narodowej. Kadra spisuje się tak samo źle, jak za czasów jego poprzednika. Teraz Polaków czeka piekielnie trudne starcie o byt w turnieju z Hiszpanią w Sevilli. Trudno być optymistą. W przypadku, gdy Szwecja wygra ze Słowacją, a podopieczni Luisa Enrique pokonają Polskę, to biało-czerwoni pożegnają się z mistrzostwami Europy. Wielce prawdopodobny wydaje się klasyczny scenariusz wielkich turniejów w wykonaniu reprezentantów Polski. Mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor.

Polska zagra z Hiszpanią w sobotę 19 czerwca o 21:00 na Estadio La Cartuja w Sevilli.

Polska – Słowacja 1:2 (0:1)

Bramki: Linetty (46) – Szczęsny (18 – g. sam.), Skriniar (69)

Żółte kartki: Krychowiak – Hubocan

Czerwona kartka: Krychowiak (62 – za drugą żółtą)

Polska: Wojciech Szczęsny – Jan Bednarek, Kamil Glik, Bartosz Bereszyński – Kamil Joźwiak, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty (74. Przemysław Frankowski), Mateusz Klich (85. Jakub Moder), Maciej Rybus (74. Tymoteusz Puchacz) – Piotr Zieliński (85. Karol Świderski) – Robert Lewandowski

Słowacja: Martin Dubravka – Tomas Hubocan, Milan Skriniar, Lubomir Satka, Peter Pekarik (79. Martin Koscelnik) – Robert Mak (87. Tomas Suslov), Jakub Hromada (79. Patrik Hrosovsky), Juraj Kucka, Lukas Haraslin (87. Michal Duris) – Marek Hamsik, Ondrej Duda (92. Jan Gregus)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *