Wyeliminowany Bayern, pragmatyczny Real, City z problemami – podsumowanie ćwierćfinałów piłkarskiej Ligi Mistrzów

fot. AFP

Za nami pełne piłkarskich emocji ćwierćfinały Ligi Mistrzów. W grze o najważniejsze trofeum w klubowej piłce zostało PSG, Manchester City, Real Madryt i Chelsea. Pożegnaliśmy Bayern Monachium, Borussię Dortmund, Liverpool i FC Porto. 

Kibice po nudnej 1/8 finału byli spragnieni piłkarskich wrażeń. Wzrok fanów był skierowany głównie na spotkanie finalistów poprzedniej edycji – Bayernu Monachium i PSG. Fascynująco zapowiadało się również starcie Realu Madryt z Liverpoolem. Z zainteresowaniem obserwowano pojedynek Borussi Dortmund i Manchesteru City.

Bayern Monachium – PSG

To spotkanie było na papierze szlagierem 1/4 finału. Jednak obawiano się, że kolejny raz emocje będą podgrzewane tylko przed spotkaniem, a dwumecz negatywnie zweryfikuje płonne nadzieje kibiców. To wrażenie potęgował fakt wielu absencji w obydwu drużynach. Bayern Monachium był pozbawiony swojej głównej gwiazdy i jednocześnie najlepszego piłkarza świata – Roberta Lewandowskiego. Nie mogli wystąpić również wystąpić również Serge Gnabry, Douglas Costa, Marc Roca i Corentin Tolisso. Paryżanie nie mogli skorzystać z usług Juana Bernata, Alessandro Florenziego, Mauro Icardiego, Layvina Kurzawy, Leandro Paredesa. Największą stratą dla podopiecznych Mauricio Pochettino był brak Marco Verattiego. Włoch jest liderem środka pola drużyny ze stolicy Francji.

Jednak wszelkie obawy okazały się bezpodstawne. Na Allianz Arenie ujrzeliśmy jeden z najlepszych meczów w tym sezonie i na pewno najlepszy w tej edycji Ligi Mistrzów. Spotkanie znakomicie rozpoczęło PSG. Kylian Mbappe już w 3. minucie pokonał Manuela Neuera. Bramkarz Bayernu zdecydowanie powinien obronić uderzenie Francuza. Bayern naciskał, próbował wyrównać, ale to paryżanie w 28. minucie wyszli na dwubramkowe prowadzenie za sprawą Marquinhosa, który otrzymał znakomite podanie od Neymara. Dwie minuty później strzelec drugiej bramki dla gości musiał opuścić boisko przez kontuzję, a PSG straciło lidera obrony. Monachijczycy znaleźli się w piekielnie trudnym położeniu. Podopieczni Hansiego Flicka wyrównali w 37. minucie za sprawą Erica Maxima Chupo-Motinga. Kameruńczyk wykorzystał świetne dośrodkowanie Benjamina Pavarda. W drugiej połowie Bayern przejął inicjatywę w meczu. Owocem tego był gol Thomasa Mullera w 60. minucie. Przewaga gospodarzy była na tyle duża, że PSG miało problem z wyjściem z własnej połowy. Zdawało się, że drużyna Roberta Lewandowskiego za chwilę strzeli trzecią bramkę. Kilka minut później padła trzecia bramka, ale zdobyło ją PSG. Drugi raz na listę strzelców wpisał się Mbappe. Bayern dwoił się i troił, ale nic z tego nie wynikało. Pierwsze spotkanie skończyło się porażką Bawarczyków 2:3, mimo że oddali 31 strzałów na bramkę Keylora Navasa, a PSG zaledwie 6.

Bayern oddał 31 strzałów, a mimo tego nie wygrał / fot. uefa.com

Sprawa awansu była otwarta. Bayern zagrał bardzo dobry mecz i pechowo go nie wygrał. PSG miało wiele szczęścia. Jednak szczęściu trzeba pomóc. Kapitalne zawody rozgrał Kylian Mbappe, a w bramce znakomicie bronił Keylor Navas. W Paryżu mogło się wiele zmienić.

Bayern przylatując do stolicy Francji, był jeszcze bardziej osłabiony niż przed domowym starciem. Nikt z wcześniej nieobecnych nie wyzdrowiał, co więcej wypadł jeszcze Niklas Sule i Leon Goretzka. PSG straciło w poprzednim meczu Marquinhosa. Na szczęście dla gospodarzy wyleczyli się Marco Veratti i Alessandro Florenzi. Nie byli oni jeszcze gotowi do rozegrania pełnego meczu i rozpoczęli spotkanie na ławce rezerwowych. Pochettino mógł skorzystać z Leandro Paredesa, który wyszedł w pierwszym składzie.

Odwrotnie niż w pierwszy spotkaniu, to PSG kontrolowało wydarzenia na boisku. Kilka świetnych szans zmarnował Neymar. Brazylijczyk trafił w porzeczkę, słupek, a innym razem w100% okazji trafił w Manuela Neuera. Podobnie jak tydzień wcześniej, nie silniejsza drużyna spotkania strzeliła bramki, a jej przeciwnik. Na Parc des Princes tylko odwróciły się role. W 40. minucie Eric Maxim Chupo-Moting dobił strzał odbity przez Keylora Navasa. W drugiej połowie podopieczni Mauricio Pochettino skupili się na obronie. Nie dawali monachijczykom miejsca do tworzenia sytuacji. W drugiej części spotkanie straciło na jakości. Było to na rękę PSG. Paryżanie dowieźli wynik do końca. Mimo przegranego meczu 0:1, w dwumeczu zremisowali 3:3, strzelając więcej goli na wyjeździe, tym samym awansowali do półfinału Ligi Mistrzów.

Real Madryt – Liverpool

Przed meczem to podopieczni Zinedina Zidane’a byli jego faworytami. „Królewscy” świetnie spisują się w lidze hiszpańskiej. Nie można tego powiedzieć o Liverpoolu, który zajmował odległe miejsca w angielskiej Premier League. Zidane’a nie mógł skorzystać z Daniela Carvajala, Edena Hazarda, Sergio Ramosa i Raphaela Varane’a. Jurgen Klopp przez cały sezon mierzy się z podobnym problem.  Niedostępni w pierwszym meczu byli: Joe Gomez, Jordan Henderson, Joel Matip, Divock Origi i Virgil van Dijk.

Przez pierwsze 45 minut na Estadio Alfredo di Stefano Liverpool był całkowicie nieobecny. Niemoc gości wykorzystał Real. W 27. minucie Toni Kross znakomicie podał do Viniciusa Juniora. Brazylijczyk, uciekł obrońcom, świetnie przyjął piłkę i dobrym strzałem pokonał Alissona. W 36. minucie Trent Alexandor-Arnold wybił piłkę wprost pod nogi Marco Asensio. Hiszpan przelobował bezradnego bramkarza i wyprowadził swoją drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Liverpool znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, wymykał się im awans do następnej fazy. Świadomi tego zagrożenia liverpoolczycy wzięli się do roboty. W 51. Mohamed Salah zdobył bramkę kontaktową. To nie był jednak zwiastun pogoni gości. Kilkanaście minut później Vinicius strzelił trzecią bramkę dla Realu.

Pomiędzy obydwoma meczami Real rozgrywał kluczowe spotkanie o mistrzostwo Hiszpanii z FC Barceloną. „Królewscy” wygrali 2:1, lecz zwycięstwo okupili stratami. Kontuzji doznał Lucas Vazquez.

Real Madryt znał swoje ograniczenia kadrowe. Szczególnie osłabiona była obrona. Zidane skupił się na Anfield na bronieniu korzystnego rezultatu. Jednak ten plan mógł szybko się rozsypać. Na początku meczu znakomitą sytuację zmarnował Salah. Być może, gdyby Egipcjanin wykorzystał sytuację, losu dwumeczu mogły się odwrócić. Real potem skutecznie się bronił i dowiózł bezbramkowy remis. „Królewscy” po trzyletniej przerwie pojawią się w półfinale Ligi Mistrzów.

Manchester City – Borussia Dortmund

Manchester City pewnie zmierza po kolejny tytuł mistrza Anglii. Borussia Dortmund zajmuję 5. miejsce w Bundeslidze i ma małe szanse, aby zakwalifikować się do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Faworyt na papierze był oczywisty – Manchester City. Jednak na Pepie Guardioli ciąży niemal klątwa Ligi Mistrzów. Hiszpański trener, mimo że dysponuje fantastycznym zespołem, odpadał w dziwnych okoliczność z Champions League. Idealnym przykładem jest zeszłoroczna wpadka z Olympique Lyon.

„The Citizens” znakomicie rozpoczęli pierwsze spotkanie. Wynik otworzył Kevin de Bruyne. Gospodarze klasycznie zdominowali swojego przeciwnika. Mimo tego BVB strzeliło bramkę. Jude Bellingham pokonał Edersona. Sędzia – Ovidiu Hategan uznał, że Anglik sfaulował bramkarza City. System VAR nie mógł interweniować, bo arbiter użył gwizdka i przerwał akcję. Większość ekspertów po meczu uznała, że sędzia się pospieszył, a Borussia zdobyła prawidłowego gola. Goście z Niemiec jednak nie poddali się. Pod koniec meczu, w 84. minucie wyrównał Marco Reus. W głowach fanów „Obywateli” odżyły wspomnienia i obawa przed kolejnym odpadnięciem. Jednak w 90. minucie Phil Foden wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Drużyna z Manchesteru wygrała 2:1, ale losy dwumeczu wisiały wciąż na włosku.

Na Signal Idunal Park dortmundczycy wyszli wyjątkowo zmotywowani. Jedyną realną drogą do awansu do Ligi Mistrzów było zwycięstwo w tych rozgrywkach. BVB wyszło na prowadzenie za sprawą Jude’a Bellinghama. Borussia na tamten moment była w półfinale. Sytuacja dla City była coraz bardziej nerwowa. Kolejne odpadnięcie z drużyną niżej notowaną byłoby kompromitujące. Goście przejęli niemal całkowicie inicjatywę w spotkaniu. Efektem tego był rzut karny w 55. minucie, który wykorzystał Rihad Mahrez. Podopieczni Guardioli zdawali sobie sprawę, że trzeba przypieczętować awans. Dlatego nie spuścili z tonu. Kilkanaście minut później Foden strzelił bramkę na 2:1. Takim wynikiem ostatecznie zakończyło się to spotkanie. Manchester City awansuję do półfinału. Podopieczni Edina Terzicia muszą dogonić w lidze Eintracht Frankfurt i VFL Wolfsburg, choć są na to małe szanse.

FC Porto – Chelsea

O tym meczu mówiło się stosunkowo najmniej. Wszyscy, może oprócz kibiców Porto, wskazywali na Chelsea. Londyńczyków odmienił Thomas Tuchel. Nowy trener usprawnił grę obronną „The Blues”. Cały dwumecz był rozgrywany w Sevilli na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, z powodu pandemii koronawirusa i związanych z nią obostrzeń komunikacyjnych pomiędzy Wielką Brytanią i Portugalią.  Porto musiało poradzić sobie bez Sergio Oliveiry – bohatera starcia z Juventusem.

Porto w pierwszym meczu dominowało w pierwszej połowie. Nie przełożyło się to na bramki. Swoją sytuację wykorzystało Chelsea. Gola w 32. minucie strzelił Mason Mount. W drugiej połowie zawodnicy Tuchela podwyższyli wynik spotkania. Gola zdobył Ben Chilwell.

Chelsea w drugim spotkaniu było skupione przede wszystkim na obronie skutecznego wyniku. Ten plan przyniósł wymierne skutki. Podopieczni Sergio Coinceicao dopiero w 94. minucie sforsowali obronę londyńczyków. Trafienie Maregi to było za mało, aby wyeliminować Chelsea z Ligi Mistrzów. Londyńczycy pojawią się półfinale LM po raz pierwszy od 2014 roku.

Spotkanie półfinałowe odbędą się 27 i 28 kwietnia, a rewanże 4 i 5 maja. PSG zagra z Manchesterem City, a Real Madryt z Chelsea.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

15 − 7 =