Węgry — Polska 3:3. Szalony mecz i udana gonitwa

fot. łączynaspilka.pl

Reprezentacja Polski zremisowała z Węgrami 3:3 w pierwszym meczu eliminacji Mistrzostw Świata w Katarze. Polacy przegrywali na Puskas Arenie aż 0:2. W ciągu dwóch minut za sprawą Krzysztofa Piątka i Kamila Joźwiaka wyrównali wynik meczu. Następnie ponownie Węgrzy wyszli na prowadzenie. Rezultat spotkania ustalił Robert Lewandowski. 

Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla biało-czerwonych. Już w 5 minucie Węgrzy wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Rolanda Sallaia. Zaspał w obronie Jan Bednarek i źle ustawił się w bramce Wojciech Szczęsny, co wykorzystał węgierski napastnik. Trafienie do złudzenia przypominało te z meczu Polski z Senegalem na Mistrzostwach Świata w Rosji. Wtedy też niepoprawnie ustawiona była linia obrony, a także Szczęsny nie popisał się przy interwencji. Polacy nie rzucili się za odrabianie strat, nie stworzyli sobie żadnej dogodnej sytuacji. Gra naszej reprezentacji przez pierwsze 45 minut przypominała najgorsze czasy za kadencji Jerzego Brzęczka.

Po przerwie Węgrzy podwyższyli wynik spotkania. Adam Szalai znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Piłka trafiła w polu karnym pod nogę węgierskiego napastnika. Ten strzałem po długim słupku wyprowadził swoją reprezentację na dwubramkowe prowadzenie. Sytuacja stała się naprawdę poważna. Paulo Sousa dokonał potrójnej zmiany. Wpuścił na boisko Kamila Glika, Krzysztofa Piątka i Kamila Jóźwiaka. Decyzja ta odmieniła losu meczu. Po dwóch minutach na listę strzelców wpisał się Piątek po podaniu Jóźwiaka, a kilkanaście sekund później piłkarz Derby County sam pokonał Petera Gulacsiego uderzeniem po dalszym słupku. Na tablicy wyników widniał remis 2:2, a piłkarze rozbudzili apetyt polskich fanów.

Gra polskich piłkarzy znacznie się polepszyła, ale to niestety podopieczni Marco Rossiego wyszli ponownie na prowadzenie. Willi Orban wykorzystał złe ustawienie Arkadiusza Recy i pokonał strzałem głową polskiego bramkarza. Zdawało się, że goście są w beznadziejnej sytuacji i przegrają w Budapeszcie.  Jednak w 82 minucie Bartosz Bereszyński zagrał z prawej strony do Roberta Lewandowskiego. Napastnik Bayernu Monachium świetnie przyjął piłkę w polu karnym i mocnym strzałem pod poprzeczkę zdobył trzecią bramkę dla biało-czerwonych.

Czego dowiedzieliśmy się po meczu?

Przed meczem Paulo Sousa postawił na Michała Helika, zamiast na doświadczonego Kamila Glika. Dla obrońcy Barnsley był to pierwszy mecz w reprezentacji Polski. Nie mógł zaliczyć debiutu do udanych. Zawinił przy drugiej bramce i mógł wylecieć z boiska za dwa niebezpieczne faule. Sousa w drugiej połowie zdjął Helika i wpuścił Glika. Dokonując tej zmiany, w pewien sposób przyznał się do błędu, że to obrońca Benevento powinien rozpocząć mecz. Gra obronna po wejściu 33-latka wyglądała zdecydowanie lepiej. Po tym spotkaniu wyszło, że Glik, mimo swojego wieku, wciąż jest kluczowym elementem formacji defensywnej i to on z Janem Bednarkiem powinien tworzyć trzon obrony biało-czerwonych.

Polacy mają problem z grą skrzydłami. Sousa wystawił Arkadiusza Rece i Sebastiana Szymańskiego na wahadłach. W szczególności ten drugi zaliczył wyjątkowo niemrawy występ, przez co mieliśmy problemy ze sforsowaniem dobrze ustawionej węgierskiej defensywy. Trener szybko zmienił zawodnika Dynama Moskwa, wprowadzając Kamila Jóźwiaka. Reca dobrze zachował się przy pierwszej bramce dla Polski. Wyprzedził on Gergo Loverncsicsa, co zapoczątkowało akcje bramkową dla Polski. Tyle z plusów z gry piłkarza SPAL. Zawinił on przy golu Orbana oraz przez długi czas nie tworzył zagrożenia po lewej stronie boiska.

Fot. łączynaspilka.com

Paulo Sousa ma nosa do zmian. Selekcjoner reprezentacji Polski dobrze zdiagnozował  — chociaż nie było to trudne — najsłabsze elementy w naszych szeregach. Nie szedł w zaparte i na siłę nie pozostawał przy swoich przed meczowych decyzjach. Ściągnął mizernego Szymańskiego i Helika. Ci, których wprowadził, odmienili losy spotkania. Krysztof Piątek zdobył gola, a Jóźwiak strzelił bramkę i zanotował asystę. Gdy wszedł Kamil Glik od razu biało-czerwoni poczuli się pewniej w defensywie. W pomeczowych wywiadach nie udawał, że nic się nie stało. Powiedział, co mu się nie podobało, co odróżnia go od poprzednika.

 — Wahadłowi muszą robić dużo więcej pod polem karnym rywala. Zwłaszcza „Szymi”, który ma wielki talent i stać go na dużo więcej. To samo z Recą, który w pierwszej połowie był bardzo nerwowy. Musi więcej w siebie wierzyć i więcej od siebie wymagać  — powiedział Paulo Sousa po meczu dla TVP Sport.

Nie da nauczyć się w kilka dni nowego systemu. Od początku było wiadome, że nowy trener preferuje grę z trójką obrońców. Wcześniejsi selekcjonerzy nie eksperymentowali z tym ustawieniem. Sousa miał zaledwie trzy dni na wcielenie ulubionego systemu. Ta operacja się nie powiodła, a obrona przez pierwszą część meczu wyglądała źle. Były trener m.in Basel zbyt szybko chciał wcielić swój plan. Być może wyszedł jego brak doświadczenia w roli selekcjonera. Jednak chyba nie należy skreślać ustawienia taktycznego Sousy. Zawodnicy mieli jedynie kilka dni na przyswojenie planu Portugalczyka. Wraz z większą ilością wspólnych treningów być może ustawienie te będzie optymalne dla biało-czerwonych. Na razie wydaje się, że powinniśmy wrócić do czwórki obrońców. Przynajmniej na Anglię.

Jednym z największych zarzutów do Jerzego Brzęczka był brak stylu. Przez pierwszą połowę gra naszych reprezentantów niczym nie różniła się od pamiętnych meczów z Włochami i Holandią. Zawodnicy Sousy byli bezradni i nie potrafili sobie stworzyć ani jednej dobrej sytuacji. Po przerwie sytuacja uległa zmianie. Biało-czerwoni doszli do głosu i w ciągu 45 minut piłka znalazła się w bramce Węgrów aż trzykrotnie. Mimo wszystko nie po to zatrudniono Sousę, aby powtarzały się tak długie momenty bezbarwnej gry. Na usprawiedliwienie portugalskiego szkoleniowca należy zauważyć, że to był jego debiut, a mecz był rozgrywany z wymagającym rywalem na jego stadionie w Budapeszcie.

Polacy wywieźli punkt z Puskas Areny. Przed meczem taki wynik byłby odbierany z niesmakiem. Mogło być, a nawet powinno być, lepiej. Patrząc jednak na to, że biało-czerwoni odrabiali straty do gospodarzy, należy przyjąć ten wynik z pokorą. Nie ma powodów to wielkiego optymizmu, ale także nie powinno bić się na alarm. Wiele powie o możliwościach polskiej kadry mecz z Anglią w najbliższą środę.

Węgry – Polska 3:3 (1:0)

Bramki: Roland Sallai (6), Adam Szalai (53), Willi Orban (78) – Krzysztof Piątek (60), Kamil Jóźwiak (61), Robert Lewandowski (83)

Sędzia: Felix Brych (Niemcy)

Żółte kartki: Fiola, Lang, Nagy, Szalai – Helik, Bereszyński

Czerwona kartka: Fiola (90+4 – za dwie żółte)

Węgry: Gulacsi – Fiola, Orban, Szalai – Lovrencsics (66. Nego), Kleinheisler, Nagy, Kalmar (81. Siger), Hangya (66. Lang) – Sallai (72. Varga), Szalai

Polska: Szczęsny – Bereszyński, Bednarek, Helik (58. Glik), Reca (79. Rybus) – Szymański (59. Jóźwiak), Krychowiak, Moder (59. Piątek), Zieliński – Lewandowski, Milik (84. Grosicki)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *