Plan zajęć zdalnych, czyli UG egzamin niezdany

Wiadomość podana dn. 22.02.2021 r. o godz. 16:59:18. Portal Studenta, z którego pochodzi, nie wysyła do odbiorców powiadomień, więc informacja albo do nich dotrze, albo nie. Archiwum własne.

Od kiedy w połowie marca ubiegłego roku po raz ostatni, pewną nogą, przechodziliśmy przez drzwi naszej uczelni, czuliśmy swojego rodzaju bezpieczeństwo, mieliśmy pod nogami grunt. Dzisiaj sytuacja ta obróciła się o 180 stopni, a momentami zdaje się nawet zmieniać wymiar. Dlaczego? — o tym właśnie opowie ten artykuł i osoby najbardziej zainteresowane tematem, czyli nasi studenci.

Już za dwa tygodnie „świętować” (interpretacja dowolna) będziemy pierwszą rocznicę wprowadzenia w Polsce edukacji online, do której zmusiła nas pandemia COVID-19. Nieznana dotąd na szeroką skalę choroba zmusiła wielu ludzi w każdym wieku do siedzenia w domu, bez możliwości wykonywania pracy czy zdobywania wiedzy poza własnymi czterema ścianami. Kiedy jeszcze kilka miesięcy temu liczba zarażeń zaczęła maleć, w społeczeństwie roztliło się światełko nadziei na chociaż częściowy powrót do normalności. Rzeczywistość szybko oraz brutalnie zweryfikowała jednak zasadność marzeń, sprowadzając co większych optymistów na ziemię.

14 stycznia, czyli nie tak znowu długo przed rozpoczęciem drugiego półrocza (22.02), w uniwersyteckim Biuletynie Informacji Prawnych pojawiło się Zarządzenie Rektora w sprawie zasad organizacji działalności dydaktycznej i naukowo-badawczej w okresie zagrożenia wirusem SARS-CoV-2 w semestrze letnim 2020/2021. Według drugiego paragrafu owego dokumentu „wszystkie zajęcia dydaktyczne na studiach pierwszego i drugiego stopnia jednolitych studiach magisterskich, w szkołach doktorskich i na studiach doktoranckich oraz na studiach podyplomowych są prowadzone z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość (zdalnie) – niezależnie od tego, czy taka forma zajęć została przewidziana odpowiednio w programie studiów lub programie kształcenia”.

Wyjątkiem od reguły (przypominam: wszystkie) miałyby być laboratoria, zajęcia terenowe oraz te, które wymagają bezpośredniego kontaktu z grupą. W celu uniknięcia bądź chociaż redukcji problemów natury logistycznej, obiecano udostępnić ich listę do 10 lutego włącznie. Jak to jednak bywa, deadline nie okazał się wcale tak śmiertelny, na jaki wyglądał. Wydział Nauk Społecznych, na przykład, spis ten otrzymał 6 dni później, na sam plan zaś trzeba było czekać jeszcze dłużej.

Dworzec Gdańsk Główny, autor: Diego Delso, licencja Creative Commons

W zależności od kierunku plan zajęć stacjonarnych objawił się jako mniej lub bardziej miłosierny: od ich braku po przeważające w harmonogramie. Tacy studenci, niezwykle szczęśliwi ludzie, nie zostali więc zmuszeni do podjęcia żadnej trudnej decyzji — warianty otrzymali dwa: pozostanie w domu rodzinnym albo wynajęcie lokum gdzieś pośród trójmiejskiego krajobrazu. Do prawdziwej zabawy zaproszono całą resztę, zwłaszcza osoby, które… muszą przyjeżdżać na jedne zajęcia tygodniowo. Brzmi absurdalnie? Jazda, faktycznie, ostra. W fotel wbija jednak fakt, kiedy okazuje się, że to wcale nie wszystko.

Na co dzień nie mieszkam w Gdańsku, podróż w dwie strony to dla mnie, minimalnie, koszt dwustu złotych. Całe szczęście, że mam gdzie spać, bo inaczej chyba bym zwariowała — mówi jedna ze studentek. — Zajęcia stacjonarne wpisali mi w środku tygodnia, a więc do Trójmiasta muszę przyjechać już w weekend, bo potem nie miałabym jak się tu dostać, zwłaszcza że nie mam połączenia bezpośredniego, natomiast zaraz po ich zakończeniu muszę biec na dworzec z nadzieją, że zdążę na pociąg, bo pozostałe są 2-3 razy droższe. Idzie to jeszcze jakoś przeżyć, przeboleć wydane pieniądze, ot, przygoda. No ale kiedy na kilka godzin przed wyjściem na uczelnię dowiadujemy się, że całych tych ćwiczeń nie ma, no to weź i się nie zdenerwuj. Nie sądzę, żeby ktokolwiek zechciał oddać mi zmarnowane na przyjazd oszczędności… A niech tylko spróbują przesunąć grafik o tydzień! Wtedy to na pewno moja noga tu nie postanie.

Inne głosy wcale nie różnią się zbytnio od tego:

– Uważam, że zachowanie Uniwersytetu Gdańskiego wobec studentów jest nie fair. Tak jakby nie zdawano sobie sprawy, że wiele osób po wybuchu w marcu [ubiegłego roku – przyp. red.] epidemii zrezygnowało z wynajmu mieszkań czy pokoi w Trójmieście i, co za tym idzie, jest zmuszone dojeżdżać na zajęcia stacjonarne, i to niekoniecznie z bliskiej okolicy. Ja sama mam z domu rodzinnego na wydział ponad 400 km i nie wyobrażam sobie ich pokonywać na jedne zajęcia w tygodniu. Frustrację potęguje też zachowanie samych prowadzących, którzy potrafią dzień przed odwołać swoje ćwiczenia, nie licząc się z tym, ilu studentów zdążyło do tej pory pojawić się w Gdańsku – żali się inna z moich rozmówczyń.

– Plany zajęć to zawsze potęgują tylko dwa uczucia – zaczyna dobitnie jej kolega z roku – złość i rozżalenie, a już zwłaszcza na naszej uczelni, bo miałem okazję studiować nie tylko tutaj. Z nami gra się chyba jednak w jakąś osobliwą grę, pod tytułem: „Który instytut najpóźniej udostępni harmonogram„.

Ostatnia z osób próbuje nieco łagodzić sytuację:

– Jest to zrozumiałe, że sytuacja epidemiologiczna w kraju się zmienia i wszystko, tak naprawdę, stoi pod znakiem zapytania, ale w tym zawirowaniu zapomniano o studentach albo też z góry założono, że każdy z nas będzie trzymał oraz opłacał w nieskończoność stancje, czekając nie wiadomo ile czasu na przywrócenie zajęć

– ostatecznie i tak nie wyciąga więc optymistycznych wniosków.

Uniwersytet Gdański z lotu ptaka, źródło: ug.edu.pl

Sprawa wydaje się więc oczywista — szkoda tylko, że nierozwiązana. Władze zdają się faktycznie nie pamiętać o tym, że nie wszyscy studenci mieszkają nawet w województwie pomorskim, a niektórzy dla jednych zajęć muszą przemierzać całą Polskę. Umieszczanie zajęć stacjonarnych w ciągu tygodnia i, co gorsza, odwoływanie ich z godziny na godzinę, to strzał w plecy uczącym się młodym. Podczas ustalania harmonogramu nikt nie wziął pod uwagę odległości dzielącej pojedyncze osoby od uczelni i tego, że taka jednorazowa podróż to często kilka dni różnych wyrzeczeń. Oczywiście: można kontrargumentować to stypendiami, kwestiami zarobkowymi czy zwykłą przebiegłością losu, jednak należy zadać sobie pytanie, jaka jest celowość w ogóle podobnych działań, skoro pierwsze z nich już na samym początku semestru zostały skazane na porażkę. Mamy nadzieję, że osoby odpowiedzialne za plan, jego układanie oraz stanowienie wezmą sobie wreszcie do serca los całej społeczności akademickiej, skoro i tak nie ponoszą z tego tytułu żadnych konsekwencji. Wszyscy, na pewno, będą za to wdzięczni.

PS informacji o zmienionym grafiku (patrz: zdjęcie na samej górze) w sobotę 27.02.2021 r. o godzinie 16:10 nadal nie ma. To tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *