Młodzi wspominają Adamowicza #1

fot. Rudolf H. Boettcher, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

fot.Rudolf H. Boettcher

„Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności… Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję Wam” – tak brzmiały ostatnie słowa śp. prezydenta Pawła Adamowicza. Dzisiaj mijają dwa lata od jego śmierci.

Najpierw był wielki festiwal radości i dzielenia się dobrem na ulicach Gdańska. A później w kilkanaście sekund całe dobro, które tamtego dnia było motywem przewodnim, zostało przyćmione jednym czynem. Tak wyglądał właśnie 27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku. Był to dzień, który w historii miasta zmienił wiele. Dzień, który odebrał miastu wielkiego człowieka – Pawła Adamowicza.

Był jak ojciec, mentor

Wszyscy chyba pamiętamy moment, kiedy wieczorem 13 stycznia 2019 roku media obiegła informacja o zamachu na życie prezydenta Gdańska. Moment, w którym zamarło całe Trójmiasto, cała Polska, a może nawet niektóre zakątki Europy. Podczas tradycyjnego światełka do nieba, ktoś wtargnął na scenę i zranił nożem, jak się później okazało śmiertelnie, najważniejszego człowieka w mieście. Gdańsk tamtej nocy nie zasnął, wiele osób udało się pod szpital, a jeszcze inni prosili Boga o zdrowie dla prezydenta. Niestety w starciu z obrażeniami, jakich doznał, lekarze byli bez szans. W poniedziałek 14 stycznia 2019 roku, we wczesnych godzinach popołudniowych, świat obiegła jakże smutna dla Gdańska informacja: Paweł Adamowicz nie żyje.

fot. Marcin Makowski – archiwum prywatne

Podczas 27. Finału WOŚP Paweł Adamowicz wraz ze swoimi współpracownikami cały dzień kwestował na ulicach miasta. Jedną z osób, która towarzyszyła prezydentowi Adamowiczowi tamtego dnia, był pan Marcin Makowski, wówczas radny dzielnicy Zaspa-Rozstaje. Marcin Makowski był też na scenie. Dzisiaj dzieli się swoimi refleksjami na temat tamtych chwil.

-Bardzo źle wspominam 13 stycznia. Tego dnia byłem cały dzień z prezydentem, kwestowałem, byłem z nim na herbacie i obiedzie. Wieczorem, mimo że jakoś specjalnie nie chcieliśmy, weszliśmy z nim na scenę. Było światełko do nieba, a później wszyscy wiemy, co się wydarzyło. Na własne oczy widziałem, co się stało, więc trochę inaczej przeżywałem tamte wydarzenia. Później pojechaliśmy do szpitala, czuwaliśmy, czekaliśmy na przyjazd pani Magdy Adamowicz. Wiedzieliśmy, że sytuacja jest trudna. Pod salą dowiedzieliśmy się, że prezydent nie żyje. Wtedy wszystko się zaczęło. Widzieć na własne oczy śmierć człowieka, z którym miało się bardzo dobre relacje, to coś strasznego. Bardzo przeżyłem tę śmierć. Na pewno bardzo go brakuje. – powiedział mi pan Marcin.

Zapytałam też o wspomnienia związane z nieżyjącym prezydentem: – Po pierwszym spotkaniu z nim zrozumiałem, że jest geniuszem. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kochał Gdańsk, był pracoholikiem i dla Gdańska zrobił wiele. Pracował bardzo ciężko. Był też wspaniałym człowiekiem. Potrafił szukać talentów wśród ludzi. Miał ogromną wiedzę na temat miasta, polityki – wiedziałem, że to jest odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Nikt inny pewnie już go nie zastąpi. Pewnie będziemy Go wspominać już do końca życia, jako wzór gospodarza miasta. Był dobry dla ludzi, pomagał wielu osobom i nigdy się tym nie przechwalał. Dla mnie to był człowiek wspaniały – wzór do naśladowania. Jeśli ktoś z bliskich mu osób miał jakiś problem i zadzwonił do niego, to zawsze znalazł czas, żeby się spotkać i porozmawiać. Dla nas współpracowników był jak ojciec, mentor – wspominał pan Marcin.

Był jak wujek

Prezydent był dla wielu młodych osób inspiracją. Swoimi wspomnieniami o Pawle Adamowiczu podzielił się ze mną Jakub Hamanowicz z Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska oraz organizacji Gdańsk bez Granic.

fot. Kasia Wachowicz

– Był 22 lipca 2017 roku. Wiec pod Europejskim Centrum Solidarności w obronie sądów. W pewnym momencie poproszono prezydenta o głos. Rozkładając ręce, objął tłum i zaczął mówić „Drogie gdańszczanki, drodzy gdańszczanie, drogie Pomorzanki, drodzy Pomorzanie, Europejki, Europejczycy”. Bardzo często zaczynał tak swoje przemówienia, a to jednoczyło ludzi, nikt nie czuł się pominięty. Przypomniał w swojej mowie o czasach komuny, o walce o wolność. Powiedział, że w każdej firmie, każdej szkole, każdej dzielnicy i tak dalej, są potrzebni przewodnicy, którzy będą działać. Te słowa do mnie przemówiły. Mając wtedy trzynaście lat, zrozumiałem, że chcę działać społecznie. Tego samego roku wystartowałem do Młodzieżowej Rady Miasta. Wiem, że prezydent zainspirował w swoim życiu masę ludzi do działania na rzecz drugiego człowieka. Można powiedzieć, że był dla każdego mieszkańca Gdańska wujkiem, można go było dobrze nie znać, ale każdy chociaż raz miał z nim styczność – mówi młodzieżowy radny miasta.

Osoby znające samorządowca nieco lepiej na każdym kroku podkreślają, że był on bardzo dobrym człowiekiem. O dość osobistym przeżyciu związanym z Pawłem Adamowiczem opowiedziała mi Oliwia, harcerka z Gdańska.

Jedno z moich najcieplejszych wspomnień ukazuje, jak niesamowite podejście do codzienności miał świętej pamięci prezydent. Gdy byłam małą dziewczynką, dużo wędrowałam po górach. Kiedy Paweł Adamowicz dowiedział się od mojego taty, że zdobyłam odznakę PTTK, postanowił uroczyście mi ją wręczyć. Zaprosił mnie do swojego ogromnego gabinetu i czyniąc z tego sprawę wagi państwowej, odznaczył mnie sprawnością, którą można otrzymać w sklepie turystycznym. Do dziś dumnie noszę ją na swym harcerskim mundurze. Adamowicz jak nikt inny potrafił celebrować zwykłą codzienność – wspomina Oliwia.

„Nie widzieliśmy, co się dzieje”

fot. własne

– Byłam tego dnia z dwunastoletnim wówczas synem na proteście pod Sądem. Potem poszliśmy na spacer po radosnym Gdańsku oraz na tradycyjne światełko do nieba. Najpierw był koncert, potem przemówienie Prezydenta Pawła Adamowicza, aż nagle nastała ciemność i cisza. Byliśmy na tyle daleko, że nie widzieliśmy, co się dzieje. Pomyślałam, że może pożar. Na scenę zaczęto wołać medyków. Poszliśmy z synem na tramwaj, kiedy organizatorzy ogłosili koniec imprezy. W tramwaju przeczytałam na internecie informację o tym, co się stało. Trudno było w to uwierzyć, jeszcze chwilę temu był z nami. Od tamtego czasu zawsze, kiedy jesteśmy w pobliżu tego miejsca, zapalamy świeczkę. Bardzo go brakuje – mówi mi pani Aga Szymanek z organizacji Obywatel RP Gdańsk.

Łzy, lament i niedowierzanie. Chyba tak najtrafniej można opisać pierwsze chwile po śmierci samorządowca. Tysiące gdańszczan gromadziło się na Starym Mieście i po ludzku płakało, a piosenka „The Sound of Silence” stała się symbolem żałoby w Gdańsku. Dwa lata po śmierci Pawła Adamowicza, znów wsłuchujemy się w ten dźwięk ciszy i z żalem w sercu wspominamy, tamte wydarzenia. W środę 13 stycznia 2021 roku pomimo epidemii wiele osób zgromadziło się na Targu Węglowym, gdzie oddali hołd swojemu zmarłemu gospodarzowi. Na Placu Solidarności znów zapłonęło olbrzymie serce ze zniczy, a z wieży Ratusza wybrzmiał wspomniany już utwór duetu Simon & Garfunkel.

Mimo upływu czasu ból nadal pozostał. I chyba pozostanie jeszcze przez długi czas. Nie da się tak łatwo zapomnieć o człowieku, który przez dwadzieścia lat był gospodarzem Gdańska i sprawiał, że miasto rozwijało się na naszych oczach. A ostatnie słowa prezydenta Pawła Adamowicza stały się pewnego rodzaju symbolem, testamentem, o którym gdańszczanie długo pewnie nie zapomną.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *