Pozytywny, negatywny… Skaczemy czy nie?

Początek Turnieju Czterech Skoczni (TCS) w sezonie 2020/21 polska kadra zapamięta na długo. Powodem tego było zamieszanie, które wynikło po przeprowadzonych testach na koronawirusa u polskich skoczków. U jednego stwierdzono wynik „słabo pozytywny”.

Słabo pozytywny? Wynik testu jest negatywny albo pozytywny. Tak samo jak kobieta nie może być trochę w ciąży. Jest w pełni albo nie. Ale wróćmy do skoków. Testy były przeprowadzane u każdego zawodnika 4 razy, codziennie od 25 grudnia. W poniedziałek 28 grudnia Klemens Murańka otrzymał pozytywny test na COVID-19. Mimo tego, że był niejednoznaczny, niemiecki sanepid skierował od razu całą ekipę na kwarantannę. Co ciekawe, reprezentacja dowiedziała się o niedopuszczeniu do zawodów z Internetu, a nie bezpośrednio od organizatorów. Polacy przyjechali do Oberstdorfu jako jedni z faworytów do walki o podium podczas TCS. Bardzo dobrze w ostatnich konkursach prezentowali się Dawid Kubacki, Piotr Żyła i Kamil Stoch. Dziwi fakt, że przed pierwszym konkursem wykluczono z kwalifikacji wszystkich biało-czerwonych.  Przez to odebrano im możliwość walki o podium całego Turnieju. W jednym z wywiadów Adam Małysz powiedział, że gdy sanepid pojawił się, aby zbadać ekipę, poddał izolacji tylko Murańkę, a reszta sztabu i zawodników mogła normalnie poruszać się po hotelu, bo testy były negatywne. W tym zamieszaniu bardzo sprawnie zadziałała polska dyplomacja, Adam Małysz naciskający, aby powtórzyć testy. Podjęte działania przyniosły efekt i we wtorek zapadła decyzja o dopuszczeniu biało-czerwonych do rywalizacji. Pomimo kilku zmian w zasadach rozgrywania konkursu na skoczni Schattenbergschantze pojawił się komplet skoczków reprezentacji Polski w składzie: Maciej Kot, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł,  Dawid Kubacki i Klemens Murańka. Na pocieszenie po tym zamieszaniu nasi zawodnicy dostali jako formę zadośćuczynienia tylko dla siebie serię treningową. Później pokazali jednak, że nie będą tylko biernie oglądali zmagań na skoczni, lecz aktywnie włączą się w rywalizację.

Trudne warunki pod koniec pierwszej serii w Oberstdorfie sprawiły, że zawodnicy z czołówki znaleźli się daleko w stawce, nawet poza trzydziestką. Maciej Kot uzyskał 118,5 m, a Aleksander Zniszczoł półtora metra mniej i tym samym skończyli rywalizację na pierwszej serii. Wiatr nie oszczędzał Kamila Stocha, lecz zdołał osiągnąć 125 metrów i awansować do rundy finałowej na czwartym miejscu. Kubacki pierwszą serię zakończył na 12. miejscu, a Żyła na 26. W pierwszym finale konkursu Stoch uplasował się na drugim miejscu, Stękała wskoczył na siódmą pozycję, Kubacki był 15.

Noworoczne skakanie w Garmisch-Partenkirchen to już tradycja. Przez kwalifikacje przeprowadzone dzień wcześniej, bezproblemowo przeszli wszyscy zawodnicy. W drugim konkursie TCS, po pierwszej serii najwyżej sklasyfikował się Kamil Stoch, zajął bowiem drugie miejsce. W serii finałowej mogliśmy zobaczyć pięciu zawodników, z których czterech zakończyło rywalizację w pierwszej dziesiątce. Był to fenomenalny występ polskich skoczków, w szczególności dla Dawida Kubackiego, który wygrał konkurs,ustanawiając nowy rekord skoczni – 144 metry.

Konkurs w Innsbrucku ułożył się znakomicie dla polskich skoczków. 3 stycznia zawodnicy rywalizowali na skoczni Bergisel. Podopieczni Michala Doleżala zdominowali zawody, nie mieli sobie równych. Już w pierwszej serii pokazali, że w tym sezonie dysponują dobrą formą. Dotychczasowy lider klasyfikacji Turnieju Helvor Egner Granerud i Karl Geiger mieli spore kłopoty w pierwszej połowie konkursu, ponieważ zajęli odpowiednio 29. oraz 30. pozycję. Gdyby nie pokonali w systemie KO rywali, nie zakwalifikowaliby się do serii finałowej. W Innsbrucku aż trzech polskich zawodników znalazło się w czołowej piątce.
Po tych zawodach Stoch został liderem TCS, a Kubacki w generalce zajął drugą pozycję.

Ostatnia faza Turnieju odbyła się w Bischofshofen. Tutaj odbyło się ostateczne starcie o dominację w klasyfikacji generalnej. Polacy po raz kolejny udowodnili, że dominują w jednej z najważniejszych imprez dla skoczków. Z walki o pierwszeństwo odpadli Norweg Halvor Egner Granerud i Niemiec Karl Geiger. W pierwszej serii Stoch skoczył na odległość 139 metrów, co dało mu pierwsze miejsce. Miał przewagę ponad siedmiu punktów nad drugim Karlem Geigerem. Druga seria przyniosła jeszcze dłuższy skok. Polak wylądował na 140 metrze, uzyskał najwyższe noty w konkursie, w tym dwie noty marzeń, czyli dwudziestki. Podopieczny Michala Doleżala zdominował rywali. Przewagą ponad 20 punktów nad drugim Mariusem Lindvikiem zapewnił sobie wygraną w konkursie w Bischofshofen. Tym samym został zwycięzcą całego Turnieju Czterech Skoczni i zdobył Złotego Orła. W końcowej klasyfikacji za Stochem uplasowali się Karl Geiger na drugim i Dawid Kubacki na trzecim miejscu.

Turniej Czterech Skoczni, jedna z najważniejszych imprez w kalendarzu Pucharu Świata w skokach narciarskich, rozpoczął się dramatycznie dla Polaków, którzy przez zamieszanie z testami na COVID-19, jedną nogą byli już poza Turniejem. Jednak nasza reprezentacja pokazała, jak wiele znaczymy w świecie skoków. Przez upór i stanowczość kadry dopuszczono wszystkich skoczków do zawodów i dzięki temu mogliśmy przeżyć kolejne wzruszenia i doświadczyć emocji związanych z wygranymi konkursami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *