Bądź dobry do szpiku kości! DKMS rusza Ci na pomoc

Tik, tok, tik, tok. Zanim skończysz czytać ten akapit, jedna osoba na świecie dowie się, że choruje na białaczkę. Może to ta sympatyczna pani w sklepie, która codziennie sprzedaje Ci świeże pieczywo? Może kurier, na którego zawsze czekasz z utęsknieniem? Nielubiana sąsiadka? Niewidziany od lat kolega z ławki, jeszcze z podstawówki…? Dzisiaj, na szczęście, rak to nie wyrok. Medycyna wciąż się rozwija, odkrywając co raz to nowe leki, zabiegi, technologie. W pewnych – jak ten – przypadkach najważniejsi są jednak ludzie. A tych, niestety, nadal brakuje.

Zaledwie co czwarty chory może przyjąć potrzebne do wyzdrowienia komórki macierzyste od osoby spokrewnionej. Oznacza to, że większości pacjentów onkologii pozostaje jedynie nadzieja na znalezienie zgodnego dawcy, co często trwa długo – za długo. Dziwi to, tym bardziej że potencjalnym donatorem może zostać „każdy ogólnie świadomy i zdrowy człowiek” w wieku 18-55 lat, ważący ponad 50 kg (jednocześnie niebędący znacznie otyłym). Wymagania nie są więc wielkie, a wręcz – normalne. Skąd więc takie braki genetycznych bliźniaków?

Wokół dawstwa szpiku zdążyło narosnąć wiele mitów. Najpopularniejszy z nich to ten, według którego posiadacze tatuaży zostają automatycznie wykluczeni z grona przyszłych dawców. Informacja ta niewiele ma wspólnego z rzeczywistością – sama Fundacja DKMS prowadzi akcję „#dobrywzór”, uświadamiającą społeczeństwo, że żadna „dziara” nie stoi na przeszkodzie do uratowania czyjegoś życia. Już na profilach społecznościowych Organizacji znajdziemy liczne zdjęcia osób zarejestrowanych w jej bazie – zarówno potencjalnych, jak i rzeczywistych dawców – niekiedy z ciałami wyrysowanymi od stóp do głów. Pierwsza wymówka, wobec tego, odpada.

Często też mówi się o tym, jak bolesne jest pobieranie komórek macierzystych. W 80% przypadków pochodzą one z krwi, w 20 – z talerza biodrowego. Cała procedura trwa około pięciu godzin, jednak zdarza się, że trzeba ją powtórzyć, na przykład ze względu na różnice wagowe pomiędzy dawcą a biorcą. Nad samopoczuciem donatora czuwa nieustannie ekipa złożona z lekarza i pielęgniarek, a przed oraz po oddaniu „cząstki siebie” zapewniane są wszelkie niezbędne świadczenia medyczne.

Grupa, której szpik pobiera się z kości, to osoby poddawane ogólnemu znieczuleniu, zaś dyskomfort im towarzyszący tuż po zabiegu trwa krócej niż tydzień i przypomina „uderzenie się o kant szafki”. Pozostała część może niemal odetchnąć z ulgą, zacisnąć zęby w momencie zakładania wenflonów, ewentualnie przygotować się na grypopodobne objawy spowodowane przyjmowaniem zastrzyków z czynnikiem wzrostu. Tyle: aż? Czy tylko? Na jakie poświęcenia jest się gotowym, kiedy na szali leży czyjeś życie?

Fakty są takie, że zarejestrowanie się do bazy potencjalnych donatorów szpiku nie kosztuje nic. I to dosłownie – można dokonać tego w czasie jednego z licznie organizowanych „Dni Dawców” bądź zamówić pakiet drogą internetową – Fundacja DKMS przesyła razem z nim kopertę zwrotną, z góry opłaconą. Mimo wszystko Organizacja ma szansę istnieć właśnie dzięki pomocy materialnej darczyńców, już samo wykonanie każdego badania antygenów HLA (to jest czynników „podporządkowujących” do konkretnych biorców), to koszt rzędu prawie 200 złotych. Nie ma jednak obowiązku uiszczania żadnej opłaty – to kwestia dobrej woli.

Na stronie https://www.dkms.pl/pl, czyli witrynie wspominanej już wcześniej Fundacji, która zajmuje się szukaniem, rejestrowaniem i opieką nad „bliźniakami genetycznymi”, znajdują się wszystkie wymienione (i inne) informacje, odpowiedzi na nurtujące pytania. Szukanie ich ułatwią też profile na Facebooku czy Instagramie.

Kto wie, czy w tej chwili jakiś człowiek na drugim końcu świata nie czeka na telefon z radosną nowiną, że właśnie dostał od Ciebie szansę na nowe życie? Pomożesz? Bo możesz! – masz to w genach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *